Kadr z filmu "Logan", reż. James Mangold, 2017.

Najlepsze (i najgorsze) adaptacje komiksów A.D. 2017

Wielbiciele kina superbohaterskiego pewnie zgodzą się ze mną, że rok 2017 był pełen wrażeń. W świetnym stylu pożegnaliśmy Wolverina w wykonaniu Hugh Jackmana, dostaliśmy kolejne 3 filmy od Marvela, ktoś wpadł na to, żeby zrobić Batmana z Lego, po stronie DC Wonder Woman wreszcie dostała swój samodzielny film, Jason Momoa dorzucił trochę khala Drogo do roli Aquamana w Lidze Sprawiedliwości… A w telewizji działo się jeszcze więcej.

Były w tym zestawieniu produkcje naprawdę niesamowite, ale były też takie, w których coś mocno poszło nie tak… Czas więc na moje subiektywne podsumowanie tegorocznych najlepszych i najgorszych komiksowych produkcji.

 

Najgorsze adaptacje komiksów 2017

 

Iron Fist

W zestawieniu najgorszych produkcji tego roku nie może zabraknąć niekwestionowanego króla użalania się nad sobą. Zagrany przez Finna Jonesa Danny Rand to jak dotąd najgorszy i najbardziej irytujący główny bohater w całej mojej przygodzie z adaptacjami komiksów (chciałam nawet napisać, że w całej mojej karierze serialomaniaka, ale przypomniało mi się, że istnieje jeszcze Mindhunter). Hipster-ninja walczący z wielką tajną organizacją może miałby jakąś szansę podbić serca publiczności, gdyby nie był tak rozpuszczony, głupi i napuszony. A jeśli dodać do tego nadmuchaną atmosferę, papierowe postaci drugoplanowe i łopatologiczne dialogi… Nie będę się powtarzać, moje narzekania na temat Iron Fista znajdziecie tutaj.

Kadr z serialu Iron Fist, 2017.

Defenders

Defenders to kolejny przykład na to, jak bardzo obecność Danny’ego Randa potrafi zepsuć serial. Ale kompletna klapa, jaką okazała się ta produkcja, to nie tylko jego wina. Defenders mieli spory potencjał – w końcu pojawiają się w nim świetne postaci (Jessica Jones, helloł!)… ale potem ktoś bardzo nie miał pomysłu na wykorzystanie bohaterów czy zbudowanie między nimi jakiejkolwiek chemii. Zamiast tego znowu ustawiono w centrum nieszczęsnego Iron Fista i dostaliśmy powtórkę z rozrywki. Na Defendersów też już trochę narzekałam tutaj.

Kadr z serialu Defenders, 2017.
Kadr z serialu Defenders, 2017.

Inhumans

Prawdopodobnie wielu z was nie wyobraża sobie tego zestawienia bez serialu Inhumans, bo narzekania na niego są już legendą… Muszę więc o nim wspomnieć. Choć przyznaję, widziałam tylko kawałek, ale już to w zupełności mi wystarczyło. Zwłaszcza, że na temat tego serialu nie brakuje opinii w stylu: Inhumans są tak źli, że przy nich Iron Fist wygląda jak Gra o Tron. Tak że tego… aż taką masochistką nie jestem, wybaczcie.

Kadr z serialu <em>Inhumans</em>, 2017.
Kadr z serialu Inhumans, 2017.

 

Najlepsze adaptacje komiksów 2017

 

Logan

Absolutny król tego zestawienia. Hugh Jackman i sir Patrick Stewart pożegnali się ze swoimi wieloletnimi rolami w najlepszym możliwym stylu. Tak naprawdę Logan, choć opowiada o ikonach tego gatunku, nie jest kinem superbohaterskim w potocznym jego rozumieniu. Jasne, gość ma pazury z adamantium, a w tle przewijają się jakieś eksperymenty na dzieciach z mutacjami, ale historia opowiedziana w Loganie jest bardzo kameralna, zamiast ratowania świata mamy tu przedziwny wariant dramatu o relacjach rodzinnych – i sprawdza się to tak dobrze, że dorośli faceci na tym filmie płaczą. Więcej zachwytów nad Loganem tutaj.

Kadr z filmu „Logan”, reż. James Mangold, 2017.

Punisher

Skoro już jesteśmy przy stosunkowo mało „superbohaterskich” produkcjach, muszę wspomnieć pierwszy sezon Punishera. Sama jestem zaskoczona tym, jak bardzo mi się ten serial podoba. Cholernie charyzmatyczny główny bohater, drobiazgowo zaplanowane kadry, sprawnie poprowadzona akcja, wyraźnie zarysowany i nieoceniający głos w sprawie stresu pourazowego – zdecydowanie polecam. Więcej szczegółów tutaj.

Kadr z serialu Punisher, 2017.
Kadr z serialu Punisher, 2017.

Spider-Man: Homecoming

Wiele osób trochę z niepokojem patrzyło na powstawanie kolejnej w stosunkowo krótkim czasie wersji Spider-Mana… Zwłaszcza, że poprzednie ekranizacje pozostawiały trochę do życzenia. Tym razem jednak Peter Parker naprawdę wrócił do domu i udało się wreszcie uchwycić go tak, jak na to zasługiwał. Tom Holland jest wprost stworzony do tej roli, film jest przesycony dobrze napisanym humorem, ma jeden z najlepszych czarnych charakterów w MCU i dla odmiany nie zaczyna się od incydentu z wujkiem Benem. Świeże, przezabawne ujęcie Spider-Mana zdecydowanie zasługuje na miejsce wśród najlepszych tegorocznych adaptacji. Więcej zachwytów tutaj.

Kadr z filmu Spider-Man: Homecoming, reż. Jon Watts, 2017.

Legion

Napisałam przed chwilą, że Logan jest królem tego zestawienia… ale jeśli chodzi o telewizyjne produkcje, bezapelacyjnie rządzi Legion z Danem Stevensem w roli głównej. Nie napisałam recenzji tego serialu, bo… zabrakło mi słów. Moja recenzja składałaby się głównie z epitetów: genialny, odjechany, schizofreniczny, cudowny. Jeśli przegapiliście Legion, koniecznie musicie go nadrobić – zwłaszcza, jeśli jesteście ciekawi, co by się stało, gdyby obdarzonego parapsychicznymi mocami mutanta zamknąć w szpitalu psychiatrycznym. Całym sercem polecam, a jeśli potrzebujecie jeszcze trochę perswazji, niech tutaj przekona was niesamowita mimika i urok osobisty Dana Stevensa.

Kadr z serialu <em>Legion</em>, 2017.
Kadr z serialu Legion, 2017.

Tak wygląda moje zestawienie tegorocznych najlepszych i najgorszych adaptacji komiksów. A jak wyglądają wasze typy? Może czegoś waszym zdaniem na tej liście zabrakło? Dajcie znać!

1 Komentarz

  • Okazuje się, że oglądałam tylko te dobre ekranizacje 🙂 „Logan” faktycznie jest dobry, bo jak nie lubię X-menów, tak ten mnie zachwycił 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.