Depresja nie wybiera. Ty możesz wybrać pomoc

Chciałam napisać tekst o tym, ile razy zdzieranie gardła przy Hybrid TheoryMeteorze przyniosło mi ulgę. I o tym, jak In the end po latach dalej jest dla mnie piosenką zamknięcia paskudnych etapów w życiu. O tym, że dziękuję Chesterowi Benningtonowi za wszystkie te momenty ulgi. Ale mój osobisty sentyment to mało. Tu trzeba podejść do sprawy poważnie.

Światowa Organizacja Zdrowia szacuje, że obecnie na całym świecie ponad 300 milionów ludzi cierpi na depresję. To prawie tyle, ilu jest mieszkańców Stanów Zjednoczonych. Z tych 300 milionów około 15% w którymś momencie popełni samobójstwo. To daje jakieś 45 milionów osób. Tyle, ile mieszka w Polsce i Bułgarii razem wziętych. A to są tylko statystyki dla skutecznych samobójstw… Kolejne miliony w którymś momencie życia podejmą taką próbę. Jeśli te liczby was przerażają, to posłuchajcie tego – liczba chorych na depresję cały czas rośnie.

Czytaj dalej

O czym myślą projektanci książek?

Czasem kiedy patrzę na swoje półki z książkami, mam ochotę załamać ręce i zrezygnowanym głosem zadaję sobie pytanie, o czym u licha myślą projektanci serii wydawniczych. Pytanie jest dość retoryczne, bo na razie udało mi się dojść jedynie do tego, o czym na pewno NIE myślą.

Czytaj dalej

Kadr z filmu Spider-Man: Homecoming, reż. Jon Watts, 2017.

Spider-Man: prawdziwy powrót do domu

Jeśli zaczęliście się już zastanawiać, dlaczego do tej pory nie napisałam jeszcze nic o nowym Spider-Manie, odpowiedź jest bardzo prosta – cały czas szukam słów, które odpowiednio wyraziłyby, jak bardzo mi się podobało.

Czytaj dalej

Lobster: Wszyscy jesteśmy desperatami

Kiedy ostatnio po raz drugi wybraliśmy się ze znajomymi na Lobstera, w rozmowie padło powodowane zachwytem pytanie o to, jak ludziom może się ten film nie podobać. Bo że niektórym nie podoba się bardzo, to nie ulega żadnej wątpliwości – wystarczy zajrzeć na pierwszy lepszy portal o filmach. Ale choć sama uważam, że jest pod pewnymi względami genialny, po namyśle chyba rozumiem, dlaczego część widzów z miejsca się na niego zamyka.

Czytaj dalej

Sprawa dla blogera: pseudonim czy własne nazwisko?

Czasem zastanawiam się, czy nie powinnam każdego tekstu zaczynać słowami: w dzisiejszym programie Sprawa dla blogera… – i obowiązkowo dorzucać swoje zdjęcie w charakterystycznej pozie z nienaturalnie wyciągniętym na bok nogami. Czasem naprawdę ciekawi mnie, jak liczba czytelników tego bloga zmieniłaby się, gdybym do tego jeszcze podpisywała się pod tekstami swoim pełnym nazwiskiem, z uwzględnieniem drugiego imienia po mamie. Które u osób zaglądających w moich dokumentach do rubryki „imię matki” wywołuje nieśmiertelne pytanie: ale to córka TEJ pani z telewizji?

Czytaj dalej