Utøya – jak mówić o terrorze?

W jaki sposób powinno się mówić o tragicznych, przerażających i bolesnych wydarzeniach – zwłaszcza takich, które rozegrały się ledwie kilka lat temu i wciąż są jeszcze żywe w publicznej świadomości? Co w takich sytuacjach jest nadrzędne – wolność twórcza, wizja artysty, rzetelna relacja czy wyczucie i wrażliwość? Być może nie ma dobrej i jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie… Ale ciekawego porównania dostarcza sposób, w jaki dwójka Norwegów wzięła na warsztat zbrodnię dokonaną 22 lipca na wyspie Utøya. Reżyser Erik Poppe i pisarka Åsne Seierstad przyglądają się atakowi terrorystycznemu na Utøyi i próbują o nim opowiedzieć swojemu odbiorcy – każde w skrajnie inny sposób.

Poppe: horror na wyspie

Nieco ponad rok temu dość nieroztropnie wybrałam się na bardzo naturalistyczny film Erika Poppe Utøya. 22 lipca – nie mylić z dostępnym na Netflixie 22 lipca i innymi filmami o tamtym dniu, bo zaskakująco często mają niemal identyczne tytuły.

Piszę, że wybrałam się do kina nieroztropnie, bo chyba nie przewidziałam, że najwyraźniej głównym celem reżysera jest straumatyzowanie widza – rozgrywający się w czasie rzeczywistym film odtwarza wydarzenia na wyspie Utøya z punktu widzenia zdezorientowanych i przerażonych ofiar Andersa Breivika… Kamera biega za bohaterami po lesie na udawanym jednym długim ujęciu, przypatrując się łzom młodych ludzi, ich strachowi i ostatnim oddechom. Film nie robi nic poza tym. Nie próbuje przybliżyć widzowi sylwetek ofiar ani tego, co sobą reprezentowały. Nie próbuje się zastanawiać nad zdrowiem psychicznym i motywacjami mordercy ani nad społeczno-politycznym kontekstem wydarzeń. Za jedyny komentarz do tego, co widzimy i przeżywamy (a można ten film przeżyć bardzo mocno), musi wystarczyć plansza informująca o tym, że ekstremiści w całej Europie rosną w siłę. Gdyby to była fikcja, horror czy thriller zrodzony w umyśle reżysera, pewnie piałabym z zachwytu nad wstrząsającą atmosferą filmu – ale to nie jest fikcja. To wiwisekcja cierpienia dziesiątek osób – i to w momencie, kiedy rany uczestników, którym udało się przeżyć masakrę na Utøyi, i ludzi, którzy stracili tam bliskich, wciąż są jeszcze świeże. Pamiętam, że po seansie zastanawiałam się, po co ten film właściwie powstał i w tekście na blogu stawiałam pytania, czy we współczesnym kinie obowiązują jeszcze jakieś etyczne granice. Nie będę udawać – to nie był ten rodzaj dyskusji o przemocy i ekstremizmach, w jakim chciałabym uczestniczyć.

Seierstad: portret Norwegii, portret świata

Książka Åsne Seierstad Jeden z nas. Opowieść o Norwegii jest absolutnym przeciwieństwem tego filmu. To nie tylko zapis masakry, cierpienia i umierania – ale przede wszystkim złożony i osadzony w szerokim kontekście obraz całej sytuacji. To próba zrozumienia, kim były ofiary i oddanie im głosu. To też próba nakreślenia psychologicznego portretu sprawcy, prześledzenia jego z czasem coraz bardziej radykalizujących się przekonań i analizy środowiska, z jakiego się wywodził. To wreszcie portret całego kraju, pełnego pięknych ideałów, zjednoczonego w obliczu tragedii, ale i w tym krytycznym dniu rażąco niedostatecznie przygotowanego do właściwego reagowania. To książka, która, owszem, porusza, przeraża i skrupulatnie relacjonuje wydarzenia na wyspie Utøya, ale równocześnie stara się nie pozostawiać bez odpowiedzi pytań o to, dlaczego wszystko potoczyło się tak, a nie inaczej. A nawet gdzieś między wierszami stawia pytania o to, jak inaczej mogłoby się potoczyć, gdyby nie tylko w tym feralnym dniu, ale także całe miesiące i lata wcześniej jakiś element systemu zareagował lepiej, szybciej, skuteczniej.

Jeśli chcecie dobrze zrozumieć, co właściwie stało się w Norwegii 22 lipca 2011 roku, książka Åsne Seierstad jest prawdopodobnie najlepszym źródłem, po jakie możecie sięgnąć. Autorka nie zadowala się zrelacjonowaniem tego, w jakiej kolejności Breivik strzelał do swoich ofiar, ani nie kreśli jednostronnej wizji rzeczywistości. Z godnym podziwu wyczuciem pochyla się nad aktorami po różnych stronach tego dramatycznego spektaklu (bo przecież o spektakl chodziło terroryście), starając się zrozumieć ich drogę i możliwie szczegółowo w oparciu o ogromną liczbę bezpośrednich źródeł nakreślić kontekst – a przy okazji buduje bardzo sprawną, poruszającą i wartką narrację.

Strach czy zrozumienie?

Film Erika Poppe technicznie jest rzeczą niemal doskonałą, z łatwością też udało mu się mnie przerazić, żeby nie powiedzieć: straumatyzować. Ale to Seierstad ze swoją wnikliwą próbą wyjaśnienia i zrozumienia jest dla mnie wzorem tego, jak należałoby mówić o takich tematach. Z jednego prostego powodu – nie chcę, żeby moją jedyną reakcją był strach, bo poczucie zagrożenia pozbawione szerszego kontekstu toruje drogę podziałom, agresji i poczuciu bezsilności. Chcę zrozumieć – nawet jeśli zrozumienie przynosi jeszcze większy niepokój.

A paradoksalnie właśnie dzięki tak skrupulatnemu nakreśleniu tła książka Seierstad w dłuższej perspektywie przeraża jeszcze bardziej niż ograniczający się do spijania łez z twarzy ofiar film Erika Poppe… Zwłaszcza, jeśli pochylimy się nad chorymi wizjami mordercy uważającego się za zbawcę Europy i porównamy je z głosami, które ledwie kilka lat później coraz wyraźniej przebijają się do debaty publicznej w różnych częściach świata. Tak, u nas też. Jeden z nas. Opowieść o Norwegii to jedna z tych książek, które wszyscy powinniśmy czytać – choćby ku przestrodze.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.