Proszę państwa, oto Pilch!

Powinnam mieć oficjalny zakaz wstępu do księgarni. Albo przynajmniej bywać tam w towarzystwie kogoś, kto by kontrolował zawartość mojego portfela. Weszłam do Głównej Naukowej w poszukiwaniu podręcznika do psychologii mediów. Podręcznika rzecz jasna nie mieli. Nigdy nie mają tego, co jest mi akurat potrzebne. Mieli za to świeżutkiego Pilcha. Popatrzył mi prosto w oczy i zażądał, żeby go zabrać do domu. Przecież nie mogłam odmówić…

Po 150 stronach nie jestem jeszcze nawet w połowie, ale już zaczynam oskarżać Przeznaczenie o tę wycieczkę do księgarni. Bo tego mi właśnie było trzeba, starego, dobrego Pilcha, jego gawędziarstwa, celnych zgryźliwości i autoironii.

Dziennik składa się z zapisków autora poczynionych na przestrzeni lat 2009 – 2011, z których spora część ukazywała się w „Przekroju”. Na 464 stronach notatek Pilcha – obserwatora codzienności znajduje się chyba wszystko: religia, refleksje na temat literatury i kina, wspomnienia, echa katastrofy smoleńskiej, rodzinna Wisła, Warszawa, Kraków, piłka nożna… Wszystko to z dystansem i właściwą Pilchowi zadziornością.

Dziennik w księgarniach od dzisiaj, możecie się ustawiać w kolejkach po czystą przyjemność czytania.

3 komentarze

  • Kupiłam sobie i czeka na półce, bo nadal męczę Borgiów. Z ciekawości zerknęłam na kilka stron i chyba się z panem Pilchem polubimy! Muszę przyznać, że jeszcze nie miałam z nim do czynienia i po tym zerknięciu zapoznawczym z każdym dniem coraz bardziej się tego wstydzę!

    Wpadłam też, żeby Ci podziękować za Twoje komentarze, a konkretnie za to, że mnie w nich nigdy nie pouczałaś! Możesz to uznać za dziwną poufałość, ale dziś to doceniłam po tym, jak przypadkiem dostałam wysyp moralizatorskich komentarzy od nieznajomych! Pozdrawiam 😀

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.