Rodzina po przejściach – Wiedźmin s. 2: serial vs książka – odcinek #8

by Mila

Finałowy odcinek drugiego sezonu Wiedźmina nosi bardzo zaskakujący tytuł: Rodzina. Nie wiem, w czyim umyśle zrodziła się ta koncepcja… ale to cokolwiek zastanawiające, zważywszy na kluczowe wydarzenia tego odcinka. Morderstwa. Zdrady. Nieufność. Demolowanie jadalni. A to wszystko jedynie w Kaer Morhen! Zaiste, to są wartości, które wszystkim kojarzą się z przykładnym życiem rodzinnym. Przyjrzyjmy się bliżej ósmemu (i na szczęście ostatniemu) odcinkowi, przy którym szczególnie #CierpięZaMilijony. [Tekst w oczywisty sposób zawiera spoilery].

Zanim przejdziemy do analizy poszczególnych wątków, zatrzymajmy się na chwilę przy czołówce odcinka – bo tak jak w poprzednim sezonie, czołówka ostatniego epizodu jest wyjątkowa i znacząca. O ile w pierwszym sezonie stapiające się symbole poszczególnych odcinków symbolizowały ostateczne łączenie się wszystkich wątków i linii czasowych, teraz zaczynamy od czegoś nieco innego. Widzimy trzy krążące wokół siebie, a potem zderzające się ze sobą kule, czy też sfery – co ewidentnie nawiązuje z jednej strony do Koniunkcji Sfer, która sprowadziła na ten świat potwory i jest powiązana ze zdolnościami Ciri, a z drugiej, za sprawą liczby trzy być może też symbolizuje ostateczne połączenie się ścieżek Geralta, Ciri i Yennefer. Po zderzeniu sfery rozpadają się na coś, co przypomina kawałki stellacytu, jakie znamy już z poprzednich odcinków – a one ostatecznie formują symbol drzewa. Drzewo to z jednej strony bezpośrednie nawiązanie do miejsca, w którym rozegrają się kluczowe wydarzenia odcinka – drzewa pamięci, na którym wiedźmini wieszają medaliony poległych braci. Z drugiej strony drzewo jest też znanym symbolem rodziny – z korzeniami symbolizującymi przodków, pniem jako teraźniejszością i gałęziami oznaczającymi potomków. Tutaj znów powraca tytuł odcinka – i chociaż trochę się z niego podśmiewuję, to tytuł Rodzina nie jest przypadkowy. To w tym epizodzie poznajemy zaskakującą prawdę o rodzinie Ciri, to tutaj dziewczyna ma wizje swoich utraconych bliskich, to tutaj także zawiązuje się zalążek rodziny stworzonej przez wiedźmina, czarodziejkę i księżniczkę (a rozbite kawałki stellacytu chyba chcą nam powiedzieć, że rodzina utworzy się wokół Ciri, wewnętrznie pogubionej i poranionej). A przynajmniej do tego chcą nas przekonać twórcy – ale ja tej ostatniej tworzącej się rodziny jeszcze nie kupuję i póki co widzę raczej rozpad rodziny: tej wiedźmińskiej i tej rozumianej jako związek Geralta i Yennefer.

Rodzinny horror – wątek Kaer Morhen

Odcinek dość zaskakująco zaczyna się na zamku królewskim w Cintrze – gdzie Ciri zostaje zbudzona przez Myszowora marudzącego coś o tym, że nie stawiła się na czas na ceremonię pasowania rycerzy. W pierwszej chwili podejrzewamy, że być może to retrospekcje. Później, kiedy Ciri zapytuje samą siebie, czy to sen, razem z nią podążamy tą ścieżką interpretacji… ale nie do końca. To nie sen, a świadomość dziewczyny zepchnięta gdzieś w nieistniejący świat utkany ze wspomnień, postaci dawno zmarłych bliskich i żalu za utraconym życiem. Ciri jaką znamy, spędzi większość odcinka we własnej głowie – weźmie udział w uroczystościach i uczcie w Cintrze, przytuli swoją babkę, z uwagą będzie jej słuchać, porozmawia z nią o emocjach i wykaże się zrozumieniem, z ochotą ruszy do tańca, zupełnie inaczej, niż zachowywała się jako dziewczynka, kiedy jeszcze miała okazję naprawdę to wszystko robić i nie doceniała swojego życia i bliskich. Będzie próbowała podpytać Myszowora o swój rodowód i usłyszy, że jej przodkinie były niezwykłe. W końcu spotka w tym wyśnionym świecie także swoich zmarłych rodziców, tutaj całych i zdrowych (to kolejna już w tym sezonie scena, która ma nam przypomnieć, jak wyglądał jej ojciec), a wszystkie zgromadzone postaci będą chciały ją w tym świecie za wszelką cenę zatrzymać, błagając, by została z nimi – nawet, gdy wyobrażony świat zacznie drżeć w posadach, a o dziewczynę upomni się rzeczywistość.

Kadr z drugiego sezonu serialu <em>Wiedźmin</em>, 2021.
Kadr z drugiego sezonu serialu Wiedźmin, 2021.

Jak Ciri znalazła się zamknięta we własnej głowie? Jak pamiętamy z poprzedniego odcinka, dzięki poczynaniom Yennefer została opętana przez demonicę zwaną Bezśmiertną Matką – bardzo starego złego ducha z innego wymiaru, którego setki lat wcześniej wiedźmini uwięzili za pomocą magii. Teraz podbudowywana nam przez cały sezon Bezśmietna Matka jest na wolności, opętała Ciri i w ciele dziewczyny zmierza do Kaer Morhen dokonać swojej zemsty na wiedźminach. A kiedy demonica sprawuje władzę nad ciałem dziewczyny, prawdziwa Ciri tkwi uwięziona w kuszącym świecie złożonym z rzeczy, których pragnie – powrotu do normalności, odzyskania bliskich i dawnego życia. Może i dobrze, że tam tkwi i może się jeszcze raz pożegnać z dawną rodziną… Bo gdyby zamiast tego miała bezsilnie patrzeć na to, co jej rękami wyprawia Bezśmiertna Matka, nie wiem, jak pozbierałaby się po tym psychicznie. I tak nie wiem, jak się pozbiera i jak po tym odcinku będą wyglądały jej relacje z wiedźminami, ale hej, mogło być jeszcze gorzej!

Bowiem podczas gdy nieco zdezorientowana Ciri pogrąża się w wyśnionej Cintrze, Bezśmiertna Matka jej rękami morduje wiedźminów. Metodycznie, po kolei, w nocy chodząc od sypialni do sypialni, podrzyna śpiącym wiedźminom gardła i wbija im nóż w serca. Tym samym wiedźminom, z którymi spędziła ostatnich kilka miesięcy, i którzy, w pewnym sensie, stali się dla niej jak bracia. Dla nas widzów są to co prawda jacyś przypadkowi wiedźmini z tła – teraz już wiemy, dlaczego zimowało ich w Kaer Morhen aż tylu, serial po prostu potrzebował nieistotnych postaci do wymordowania w ostatnim odcinku… Ale dla niej to rodzina. Pamiętamy, jak Ciri przeżywała śmierć paru typów, którzy napadli ją gdzieś na polu – to jak będzie przeżywać fakt, że tym razem wymordowała członków swojej nowej, przybranej rodziny? O ile oczywiście serial pozwoli jej to przeżywać, bo jak przekonamy się pod koniec odcinka – postaci zachowują się trochę, jakby krwawy dramat niespecjalnie na nie wpłynął. Może ktoś powinien scenarzystom podsunąć trochę Szekspira do poczytania, żeby zobaczyli, jak to się robi. Może ktoś też powinien ich nauczyć konsekwencji – bo skoro wiedźmini dzięki swoim medalionom wyczuwają zagrożenie i magię, to dlaczego nikt nie wyczuł, że w zamku grasuje demonica? Dlaczego żaden z zamordowanych wiedźminów nie obudził się, kiedy Ciri z zakrwawionym nożem właziła do ich sypialni?

Pomijając to wszystko, same sceny zrealizowane są całkiem ciekawie, gdybym nie wiedziała, jaką abominacją jest ten fragment fabuły (Ciri morduje wiedźminów, na litość Melitele!), czułabym się pewnie jak przy oglądaniu horroru – co razem z pierwszym, także horrorowym odcinkiem tworzy pewną klamrę. Problem w tym, że wiem, jak bardzo w kontrze do książkowej Ciri jest ta mordercza postać w białej sukni. Można oczywiście powiedzieć, że przecież to nie Ciri morduje wiedźminów, tylko demonica w jej ciele… Ale nic nie jest w stanie wypalić spod moich powiek obrazu mojej słodkiej księżniczki-wiedźminki-czarodziejki, która podrzyna gardła swoim przybranym braciom. I podejrzewam, że Vesemirowi też nic tego obrazu spod powiek nie wypali, niezależnie od tego, jak będzie sobie tłumaczył, że przecież dziewczyna nie miała nad sobą kontroli. A to kładzie się cieniem nie tylko na postaci Ciri, ale także na jej relacjach z praktycznie wszystkimi. Serial zdążył nam już zepsuć jej relację z Yennefer, a teraz pali za dziewczyną mosty prowadzące do Kaer Morhen. To już nie będzie bezpieczne schronienie pełne wiedźminów, którzy zawsze ją przyjmą jak swoją. Teraz to miejsce, w którym dokonała zbrodni, w którym wszyscy pamiętają, jakie zadała im krzywdy, w którym ją także chciano zabić, by w ten sposób powstrzymać demonicę. Książkowa Ciri i tak już przechodzi przez piekło. Czy naprawdę trzeba było jeszcze pokryć jej ręce krwią jej braci i bezpowrotnie odebrać jej kolejny już dom, w którym choć przez chwilę czuła się bezpiecznie?

Kadr z drugiego sezonu serialu Wiedźmin, 2021.
Kadr z drugiego sezonu serialu Wiedźmin, 2021.

Zanim się jednak rozpłaczę albo znów zacznę rzucać słownictwem godnym krasnoluda, wróćmy do samego odcinka, w którym podczas gdy mroczna Ciri snuje się po zamku, Geralt, najwyraźniej zorientowawszy się w planach Bezśmiertnej Matki, pędzi do Kaer Morhen zapobiec masakrze. A zanim, desperacko go wołając, pędzi skruszona Yennefer. Co jest kolejną abominacją, bo książkowa Yennefer nigdy nie przeprasza. Zawsze znajdzie takie słowa, które pokażą jej działania jako niezbędne albo pozwolą jej machnąć ręką na sytuację, którą stworzyła, i pójść dalej. Tymczasem w serialu czarodziejka próbuje się tłumaczyć, wyjaśnić wiedźminowi, jak skutecznie demonica manipuluje ludźmi, zadając im cierpienie – ale Geralt nie chce słuchać, dotknięty tym, że kobieta, którą kochał, była gotowa poświęcić demonicy życie jego córki. Z rozmowy między nimi dowiadujemy się, że w Yen budzą się jakieś opiekuńcze uczucia w stosunku do dziewczyny – ale źródło tych uczuć jest nieco dziwne, z jednej strony mocno podszyte poczuciem winy, z drugiej świadomością, jak wyjątkowe jest to dziecko dla Geralta, a z trzeciej wiedzą o tym, jaka moc drzemie w dziewczynie. Serio, z tej sceny można odnieść wrażenie, że nadal najbardziej fascynującą rzeczą w Ciri jest dla Yennefer potężna moc drzemiąca w dziewczynie. Nie byłoby w tym nic złego, bo moce drzemiące w Ciri są fascynujące… Ale cała ta wymiana zdań brzmi, jakby Yennefer patrzyła na dziewczynę cokolwiek przedmiotowo.

Geralt i Yennefer wpadają do sypialni Vesemira, gdzie Ciri już niemal podrzyna staremu wiedźminowi gardło… Ale przyłapana demonica gładko wchodzi w rolę przerażonej dziewczynki i wciska wszystkim kit, że widziała w zamku jakąś starą kobietę mordującą wiedźminów. Geralt zachowuje odrobinę rozsądku i jest podejrzliwy – pyta dziewczyny, jakim cudem uciekła. A kiedy ta odpowiada, że krzyczała – jest zdziwiony, że magiczny krzyk Ciri nie zostawił po sobie żadnych zniszczeń i nikogo nie obudził. Geralt domyśla się, że demonica opętała dziewczynę – ale zanim zdąży cokolwiek zrobić, ta wali go w szczękę i ucieka. Ewidentnie wiedźmiński trening się opłacił, skoro dziewczyna na chwilę jest w stanie unieszkodliwić samego Białego Wilka.

W kolejnej scenie wiedźmini oceniają straty i przygotowują się do walki – a Vesemir zdaje się zdeterminowany, by powstrzymać demonicę w ciele Ciri za wszelką cenę. W rozmowie widzimy też różne interpretacje sytuacji – Lambert upatruje winy w Ciri, Coën z kolei kładzie nacisk na to, że sama Ciri nie ma tu nic do gadania i jest opętana. Tego samego zdania jest Geralt, co doprowadza do spięcia z Vesemirem. Geralt w naturalny sposób chce ratować swoją córkę, Vesemir jednak jest bardziej praktyczny i przypomina niemal lustrzaną sytuację z początku sezonu, kiedy to Geralt musiał zabić Eskela opętanego przez leszego – było to dla wszystkich bolesne, ale należało to zrobić, by zlikwidować zagrożenie (czyli rozumiecie, Eskel zginął w sumie tylko po to, żeby ta rozmowa mogła się odbyć). Vesemir jest zdeterminowany załatwić sprawę po swojemu, ale Geralt próbuje go przekonać, wyłuszczając mu swój plan – zamierza sprawić, by demonica opuściła ciało Ciri, a potem na nowo uwięzić Bezśmietną Matkę. Zza rogu tej rozmowie przysłuchuje się Yennefer, być może chcąc coś Geraltowi powiedzieć, jeszcze raz się usprawiedliwiać… Ale wiedźmin tylko mija ją bez słowa z wyrazem złości na twarzy. W głowie czarodziejki rodzi się chyba jakiś własny plan – bo za chwilę widzimy, jak w pośpiechu budzi Jaskra, mówiąc, że jest jej potrzebny. To już druga sytuacja w tym serialu, kiedy Jaskier prawie w całości przesypia kluczowe wydarzenia – pamiętamy, jak w pierwszym sezonie przespał końcówkę słynnego polowania na smoka.

I rzeczywiście, w kolejnej scenie widzimy, jak Yennefer wyłuszcza Jaskrowi swój własny plan pozbycia się demonicy i uratowania Ciri – być może w nadziei, że dzięki temu Geralt wybaczy jej, że w ogóle postawiła dziewczynę w tej paskudnej sytuacji. Pozbawiona magii Yennefer usiłuje przygotować jakiś eliksir, który pozwoliłby wypędzić demonicę z ciała Ciri. Jednocześnie wręcza Jaskrowi sporej wielkości kamyczek – jaspis, który, cytując serial, pomaga naprawić krzywdy – i każe go przekazać Geraltowi. Po co ten jaspis się pojawił, zwłaszcza w takiej otoczce znaczeniowej, przekonamy się pod koniec odcinka. Zauważcie, że, zupełnie jak w horrorze, to już któraś z kolei scena, w której bohaterowie chodzą po zamku i gadają – a czyhająca na nich demonica na jakiś czas znika nam z oczu. Gdzie w tym czasie podziała się opętana Ciri? Stoi pod wiedźmińskim drzewem pamięci i upaja się widokiem medalionów poległych wiedźminów.

Kadr z drugiego sezonu serialu <em>Wiedźmin</em>, 2021.
Kadr z drugiego sezonu serialu Wiedźmin, 2021.

Pozostali przy życiu wiedźmini szykują się zaś do walki – łapią za broń, piją swoje specjalne eliksiry i patrolują zamek. Geralt jako jedyny nie szprycuje się eliksirami, co chyba ma nam pokazać, że reszta jest gotowa raczej do bezpośredniego starcia, a on jeden będzie próbował wypędzić demonicę z ciała Ciri. W końcu znajdują ją w wielkiej sali, pod drzewem pamięci. Geralt próbuje negocjować z demonicą i oferuje, że sam da się opętać, byle tylko Bezśmiertna Matka opuściła Ciri. Ona jednak stwierdza, że na to już za późno – a kiedy wiedźmini szykują się do ataku, zaczyna krzyczeć mocą Ciri. Ta moc rozdziera na pół potężne drzewo pamięci, tworząc w jego wnętrzu stellacytowy monolit. A skoro Ciri na naszych oczach tworzy monolit, może to być kolejna już wskazówka, że serial zamierza przypisać wywołanie Koniunkcji Sfer (albo czegoś innego, co ostatecznie przyjęło taką nazwę) komuś z dalekiej linii elfich przodków Ciri. Skoro monolity wiążą się z Koniunkcją i przechodzeniem pomiędzy światami, skoro są w różnym wieku (jak sugerował Istredd kilka odcinków temu), to może w różnych momentach czasu przodkinie Ciri otwierały wrota między światami, przy okazji tworząc monolity? To byłaby spora inwencja twórcza scenarzystów serialu… W książkach Koniunkcja Sfer jest wydarzeniem bardzo tajemniczym, ale raczej samoistnym i niespowodowanym przez żadną konkretną rasę czy czyjąś działalność – trochę tak, jak zderzenie się dwóch galaktyk. Elfy co prawda w pewnym momencie stworzyły swój genetyczny plan (o którym pisałam więcej w jednej z poprzednich analiz), którego efektem miała być osoba zdolna otwierać przejścia między światami, ale to raczej miał być jeden starannie zaplanowany wyjątek, a nie powszechnie posiadana umiejętność… Trudno powiedzieć, do czego serial właściwie zmierza z Koniunkcją Sfer, monolitami i magią przodków Ciri – ale pewnie więcej dowiemy się z zapowiedzianego na 2022 rok prequela rozgrywającego się w czasach Koniunkcji, Wiedźmin: Rodowód Krwi. I tak sobie myślę, że ten serial też będę chciała zanalizować pod kątem książkowych źródeł – już trochę spokojniej, bo tam scenarzyści będą korzystać wyłącznie z pewnych motywów, a nie fabuły i postaci, mają więc mniej miejsca na to, by coś poważnie zepsuć.

Wróćmy jednak do Kaer Morhen, gdzie Ciri rozłupała drzewo pamięci – bo dziewczyna kolejnym wrzaskiem roztrzaskuje monolit na kawałeczki (tak, jak widzieliśmy to w czołówce, kiedy zderzyły się trzy sfery), raniąc przy tym kilku wiedźminów odłamkami. Niemal jednocześnie demonica w ciele Ciri, dzięki jej zdolnościom, otwiera portal do innego świata, przyzywając stamtąd potwory, które podejrzanie przypominają krzyżówkę smoka z bazyliszkiem z Harry’ego Pottera i opierzonym dinozaurem (dwa z trzech, jakie zobaczymy w tym odcinku – i niech mi ktoś powie, że blondynka z trzema „smokami”, której nagle odwala i która nagle zaczyna mordować ludzi, o których miała dbać, to nie jest nawiązanie do finału Gry o Tron. Serio, mam wrażenie, że w pokoju scenarzystów Wiedźmina ktoś obejrzał ten znienawidzony przez widownię finałowy odcinek GoT i pomyślał: zajebiste, zróbmy to samo!). Wiedźmini walczą więc z nieznanymi sobie potworami, a Geralt upiera się, by ratować Ciri. Vesemir do spółki z drugim wiedźminem otaczają więc Geralta i opętaną Ciri magiczną barierą Znaku Yrden, by uwięzić demonicę na ograniczonej przestrzeni. Geralt i Ciri zaczynają ze sobą walczyć, a podczas tej walki i późniejszych wydarzeń wiedźmin próbuje przemówić do ukrytej gdzieś głęboko świadomości Ciri – co sprawia, że senny świat, w którym znalazła się świadomość dziewczyny, powoli i stopniowo zaczyna się deformować i chwiać w posadach. Kiedy smoki dziesiątkują wiedźminów, a pozostali przy życiu wołają o pomoc, Vesemir porzuca utrzymywanie ochronnej bariery, wybierając pomoc swoim przybranym synom ponad opętaną córkę Geralta. A gdy zbyt wielu wiedźminów pada martwych, Vesemir ma dość – i rusza prosto na Ciri, by ją zabić lub umrzeć, próbując. Powstrzymuje go jednak Geralt – najpierw przy pomocy Znaku, potem ścierając się z nim na miecze (jeśli to wszystko nie wygląda na krwawy i drastyczny rozpad rodziny, to nie wiem, co nim jest).

Kadr z drugiego sezonu serialu <em>Wiedźmin</em>, 2021.
Kadr z drugiego sezonu serialu Wiedźmin, 2021.

Ciri przemawia w starszej mowie i przywołuje trzeciego potwora (tym razem białego), dopełniając skojarzenia z Daenerys z Gry o Tron. Geralt w pojedynkę mierzy się z potworem i ostatecznie go zabija, podczas gdy Vesemir znów rusza z bronią na Ciri (który to już raz w tym sezonie, kiedy Vesemir próbuje zabić dziewczynę?). Tym razem udaje mu się ją dźgnąć w brzuch, ale demonica leczy ranę, a Geralt odciąga starego wiedźmina od dziewczyny. Wzrok Geralta pada na leżący na podłodze wspomniany już wcześniej jaspis, który Jaskier nieskutecznie usiłował mu przekazać w całym tym zamieszaniu. Wiedźmin przypomina sobie, że kamień „daje odwagę, by naprawić krzywdy” i zdaje sobie sprawę, że to nienawiść daje demonicy siłę. Jak na komendę wszyscy porzucają więc walkę i w dość rzewnej scenie zaczynają przemawiać do Ciri, próbując ją przywołać, nawet Vesemir przeprasza, że próbował ją zabić (jakiż zmienny jest ten serialowy Vesemir!). To jednak nie działa, Geralt za to znów doznaje olśnienia i zdaje sobie sprawę, że demonica nie może opuścić ciała Ciri, dopóki nie znajdzie nowego naczynia, w którym mogłaby zamieszkać – jej chata została przecież zniszczona w poprzednim odcinku i nie ma do niej powrotu. Wtedy Yennefer nagle postanawia zrobić to, co miał zrobić jaspis – czyli naprawić wyrządzone krzywdy. Oferuje samą siebie jako naczynie i podcina sobie żyły – czyżby po to, by swoją desperacją i bólem zmusić demonicę do przejścia z jednego ciała w drugie? Ten zabieg, wspomagany nawoływaniami Geralta, zdaje się działać i senna wizja Ciri powoli się rozpada, a dziewczyna po raz kolejny traci swoją rodzinę i decyduje się wrócić do domu, za który teraz uważa Kaer Morhen. Bezśmietna Matka opuszcza ciało dziewczyny i wstępuje w Yennefer. Jak się okazuje, Geralt ma kolejny już w tym odcinku genialny pomysł, i namawia Ciri, by otworzyła portal do świata, z którego wieki temu przybyła Bezśmiertna Matka, i by odesłała demonicę tam, skąd przyszła. I to właśnie się dzieje – Ciri otwiera portal do zniszczonego, spalonego świata, którego przebłyski widzieliśmy już podczas jednej z wizji w poprzednich odcinkach, a Bezśmiertna Matka opuszcza ciało Yennefer i odlatuje – tu znów w pewnym sensie przewija się przesłanie jaspisu, zamiast znów więzić demonicę, tym razem wiedźmini uwalniają ją i odsyłają do domu, niejako naprawiając wyrządzone jej krzywdy. Ale demonica nie jest jedynym problemem Geralta, Yennefer i Ciri… Bo nagle na horyzoncie pojawiają się Jeźdźcy Dzikiego Gonu, orszak upiorów, który (jak prawie wszyscy w tym uniwersum) także polują na Ciri, pragnąc, by Córa Chaosu dołączyła do ich upiornego orszaku. W ostatniej chwili Ciri udaje się znów „przeskoczyć” pomiędzy światami i razem z Geraltem oraz Yennefer wrócić bezpiecznie do Kaer Morhen.

Kadr z drugiego sezonu serialu <em>Wiedźmin</em>, 2021.
Kadr z drugiego sezonu serialu Wiedźmin, 2021.

Dziewczyna jest przerażona widokiem Dzikiego Gonu, Geralt jednak stara się ją uspokoić słowami, które mają nam chyba wyjaśnić zachowanie reszty bohaterów w końcówce tego odcinka: teraz dzięki tobie jesteśmy bezpieczni i tylko to się liczy. Trochę się obawiam, że to podsumowuje podejście scenarzystów do całej tej krwawej masakry, której właśnie byliśmy świadkami – no pozabijała paru wiedźminów, zdemolowała Kaer Morhen, ale po co drążyć? Wszyscy natychmiast o tym zapomną i nadal będą jedną wielką szczęśliwą rodziną – co zresztą Jaskier na swój sposób zauważa, żartując dokładnie tymi słowami. Z punktu widzenia dbania o psychikę Ciri być może to jest jakieś rozwiązanie… Ale wydaje się cokolwiek płytkie i nie bierze pod uwagę konsekwencji psychologicznych dla wszystkich pozostałych postaci.

Yennefer ze wzruszeniem nagle odkrywa, że odzyskała dostęp do swojej magii – i leczy rany odniesione przez wiedźminów. Vesemir nagle zdaje się odmieniony i chce się rzucić w wir odbudowywania wiedźmińskiego domu i wiedźmińskiej rodziny – ale Geralt orzeka, że razem z Ciri muszą jechać przed siebie, bo dziewczyna jest czymś naznaczona i to jeszcze nie koniec kłopotów, jakie będą się za nią ciągnąć. W kontekście wszystkiego, co się wydarzyło, to chyba jest jedyne możliwe rozwiązanie. Oczywiście książkowa Ciri również trwale opuszcza Kaer Morhen, które jest zaledwie jednym z wielu przystanków na jej drodze, ale nie wisi nad tym atmosfera fatum, całkowitego zniszczenia, poczucia winy, nie ma wrażenia, że ta droga jest dla niej na zawsze zamknięta, bo wyjeżdża stamtąd zwyczajnie, jak dziecko wysłane na studia, a nie jak ktoś, kto rozwalił cały dom i rodzinę i na kogo reszta nie może patrzeć, nie wspominając zmarłych. Serial dorzuca tu sporo smętnych emocji i ciężkie poczucie nieuchronności, a ja nadal nie rozumiem, w imię czego napisany został cały ten wątek Bezśmiertnej Matki i kuriozalny finałowy odcinek z Ciri mordującą wiedźminów.

W kolejnej scenie widzimy, jak Geralt i Yennefer rozmawiają o odzyskanej przez czarodziejkę mocy. Okazuje się, że Yennefer odzyskała dostęp do magii w momencie, gdy poświęciła się dla Ciri. To nie Bezśmiertna Matka nagrodziła ją za pomoc w ucieczce do jej własnego świata, to nie moc demonicy została wchłonięta przez Yennefer… Tak jak poświęcenie pod Sodden odebrało jej moc, tak i teraz poświęcenie ją przywróciło. Dlaczego tak? Musicie spytać scenarzystów. Cały motyw utraty mocy przez Yennefer nie jest zupełnie bez precedensu… W książkach utrata czy też raczej wyrzeczenie się magii po zaczerpnięciu mocy z ognia (i to także w sytuacji ratowania kogoś) przytrafia się innej postaci – i dzieje się to w na tyle istotnych okolicznościach, że trudno mi sobie wyobrazić, żeby serial miał to pominąć w przyszłych sezonach… Ale z drugiej strony… po wykorzystaniu tego wątku u Yennefer trudno mi sobie też wyobrazić, żeby serial miał tego nie pominąć… bo ile razy można w kółko odtwarzać ten sam motyw?

Kadr z drugiego sezonu serialu <em>Wiedźmin</em>, 2021.
Kadr z drugiego sezonu serialu Wiedźmin, 2021.

W każdym razie, Geralt wykazuje się odrobiną rozsądku i ludzkimi uczuciami, mówiąc Yennefer, że jej poświęcenie dla Ciri nie wymazało jej przewin i że on jej nie wybacza. A jednak poleca czarodziejce, by nauczyła Ciri kontrolować jej moce – pewnie nie przez zaufanie, ale z uwagi na to, że Yen jako jedyna była w stanie (w serialu imponująco szybko) nauczyć dziewczynę jakichkolwiek czarów. Być może nadzieja na nowy początek nie jest w nich zupełnie martwa. Geralt po raz kolejny przywołuje słowa, które wypowiedział pod ich adresem smok Villentretenmerth w pierwszym sezonie – że są dla siebie stworzeni, ale to nie wystarczy, potrzebne jest coś więcej. A tym „czymś więcej” jest Ciri. To do niej zgodnie oboje się udają, wesprzeć ją w trudnych chwilach – i zapewniają się, że w przyszłość ruszą już we trójkę.

Tak oto serial próbuje nam budować tytułową rodzinę. Stworzoną z osób, które sobie nie ufają – i dały sobie ku temu wyraźne powody. Stworzoną na gruzach łączących je relacji. Nad kałużą krwi ich bliskich. Zaiste, wspaniały pomysł. Nie można tego było zrobić bez dodatkowego komplikowania, nie? Sapkowski za słabo pisze i trzeba było po nim poprawiać?

W którymś z wywiadów producent serialu, Tomasz Bagiński, stwierdził, że udało im się doprowadzić fabułę z powrotem do miejsca, w którym podejmują ją książki. Uważam, że to stwierdzenie zdecydowanie na wyrost, ale niech mu będzie – po tym szalonym objeździe z utratą mocy przez Yennefer i robieniem z niej złola, knowaniami Matki Bezśmiertnej i mordowaniem wiedźminów fabuła rzeczywiście dociera do miejsca, w którym Ciri trafi pod opiekę Yennefer i będzie się przy niej uczyć magii, tak jak to zaplanował Sapkowski. Tyle z podstawowych faktów się zgadza, problem jednak w tym, że po drodze rozwalono kluczowe dla całej opowieści relacje. I teraz co, będziemy je żmudnie naprawiać? Czy może, jak niekiedy scenarzyści mają w zwyczaju, machniemy ręką, wszyscy się poprzytulają i zapomną o tym, że Yennefer porwała Ciri i była gotowa poświęcić ją w ofierze demonicy w zamian za realizację własnych ambicji i potrzeb, Ciri, nawet jeśli nieświadomie i znów z winy Yennefer, zamordowała paru wiedźminów, a Geralt nie zapobiegł ani jednemu, ani drugiemu, i jeszcze na dodatek został po całości zdradzony przez kobietę, którą kocha i której ma zamiar oddać pod opiekę swoje dziecko. Rzeczywiście, wróciliśmy na tory wyznaczone przez książki… tyle, że jakby nie. Melitele mi świadkinią, że naprawdę się boję kolejnych objazdów, jakie ten serial może wykonać w następnych sezonach.

Niespodziewane informacje – wątek Nilfgaardu

Tymczasem w wątku stworzonym niemal w całości przez scenarzystów serialu, w prawdziwej Cintrze pod panowaniem Nilfgaardu młody elf Dara przyznaje się Filavandrelowi i Francesce, że był szpiegiem Dijkstry – i zdaje im relację z tego, że Redania poszukuje księżniczki Cirilli. Elfy zastanawiają się, co z tym wszystkim ma wspólnego córeczka Franceski, która, jak pamiętamy z poprzedniego odcinka, została zamordowana w kołysce. Francesca dochodzi do wniosku, że stoi za tym nie polityka, a rasizm – a ludzie, którzy nienawidzą elfów, nie mogli znieść myśli o odradzającej się w nich nadziei. Jednocześnie jednak przyjmuje interpretację, że za wszystkim może stać Redania. Dara próbuje przepraszać Franceskę – jest przekonany, że to jego poczynania w jakiś sposób przyczyniły się do śmierci dziecka. Ale Francesca nie dopatruje się w nim winy. Zamiast tego żąda, by zebrano konie – i wyrusza dokonać swojej zemsty, którą zobaczymy pod koniec odcinka. A będzie to zemsta iście biblijna, w której to Francesca w jakimś redańskim mieście dokonuje rzezi niewiniątek, oznaczając drzwi tych domów, w których ludzkie rodziny mają malutkie dzieci, i jednym ruchem ręki magicznie uśmiercając je wszystkie.

Kadr z drugiego sezonu serialu <em>Wiedźmin</em>, 2021.
Kadr z drugiego sezonu serialu Wiedźmin, 2021.

W kolejnej scenie z udziałem Franceski widzimy elfy obozujące w lesie – i samą Francescę, która wyraźnie deklaruje, że na tej rzezi niewiniątek się nie skończy, bo ona pragnie sprawiedliwości za wszystkie krzywdy doznane przez elfy z rąk ludzkich. Ponura rozmowa zostaje przerwana przez nagłe pojawienie się Istredda. Czarodziej, ewidentnie (tak jak ja podczas grania w gry CD Projektu) pałający ogromną sympatią do elfów, przekazuje im informacje o Ciri i o tym, że w jej żyłach płynie Starsza Krew. W obliczu tych rewelacji Francesca z miejsca stwierdza, że to o Ciri musiała mówić w kółko przywoływana w tym sezonie przepowiednia Itliny – którą to przepowiednię elfy interpretują jako zapowiedź swego rodzaju zbawiciela czy zbawicielki, dzięki której rasa elfów znów będzie mogła się odrodzić w jakimś bezpiecznym miejscu.

Na tym kończy się wątek Franceski w tym sezonie. Niezbyt wiele z niego ma przełożenie na wydarzenia z książek – tam Francesca Findabair znajduje się w zupełnie innym miejscu i zajmuje zupełnie inną pozycję, jest szanowaną członkinią najwyższej Kapituły Czarodziejów. To, co się zgadza, to jej sojusz z Nilfgaardem – rzeczywiście w tomie Chrzest ognia dowiadujemy się, że cesarz Emhyr ustanowił ją władczynią Dol Blathanna, co z jednej strony było spełnieniem elfich nadziei na własny kraj, gdzie będą mogły osiąść i się odbudować, ale z drugiej było też słodko-gorzkie. Emhyr bowiem w zamian zażądał, by Francesca, która miałaby teraz moc to zrobić jako królowa Wolnych Elfów, nie odwoływała z lasów partyzanckich oddziałów napadających na ludzi. Emhyrowi siany przez elfy zamęt na ziemiach Północy był na rękę, osłabiając jego wrogów. Dla Franceski z kolei stało się to pewnego rodzaju dramatem – oto wreszcie miała swój kraj i mogła poświęcić się odbudowywaniu swojego ludu… ale jednocześnie nadal zmuszona była posyłać elfią młodzież, jedyną w wieku zdolnym do rozmnażania, na śmierć w nienawistnej walce z ludźmi. Czy w trzecim sezonie zobaczymy Francescę jako królową Dol Blathanna? Trudno powiedzieć. Z pewnością jednak jest potencjał na partyzanckie komanda elfów napadające na ludzi – teraz, kiedy Francescę rozpalają pragnienie zemsty za śmierć jej dziecka i nienawiść do Dh’oine, jak elfy nazywają ludzi, serial zbudował sobie chyba wystarczające uzasadnienie dla niosących śmierć Wiewiórek. Zupełnie, jakby dodatkowe uzasadnienie poza setkami lat opresji, rasizmu i przemocy było jeszcze potrzebne. Jak się zresztą za chwilę przekonamy, elfy zostały cynicznie rozegrane przez Nilfgaard – podobnie jak w książce, choć innymi środkami.

Kadr z drugiego sezonu serialu <em>Wiedźmin</em>, 2021.
Kadr z drugiego sezonu serialu Wiedźmin, 2021.

Kiedy Francesca cierpi i knuje plan zemsty, Fringilla Vigo przygotowuje się na przyjazd cesarza Emhyra do Cintry. Choć w zeszłym odcinku pozbyła się opozycji w formie generałów, nadal ma problemy – spora część elfów zbiegła, na czele z ich przywódczynią, co zmienia genialny plan Fringilli na sojusz z elfami w kompletną porażkę zaledwie na kilka godzin przed wizytą cesarza. „Na szczęście” czarodziejka ma obok siebie Cahira, który okazuje się daleko bardziej przebiegły niż w książkach i niczym najlepszy spin doktor momentalnie zamienia porażkę w sukces – sugerując Fringilli, by przyjęła narrację o tym, że wszystko, łącznie z zamordowaniem dziecka i ucieczką elfów na Północ, jest częścią jej planu. Oto rozegrała niczego nieświadome elfy, czyniąc dla nich sprawę wybitnie osobistą i napuszczając je na królestwa Północy, by siały tam zamęt i rozlewały krew wrogów Nilfgaardu (co potwierdza moje przewidywania, że w trzecim sezonie zobaczymy komanda Scoiaʼtael). O tym, że ten genialny plan spind doktora Cahira skończy się spektakularnym fiaskiem, przekonamy się pod koniec odcinka, kiedy okaże się, że owszem, to był genialny plan, ale samego cesarza Emhyra, i Fringilla próbująca przypisać go sobie samej, raczej straci niż zyska w jego oczach.

I to właśnie widzimy w kolejnej scenie z Cintry. Cesarz Emhyr var Emreis powoli paraduje przez salę tronową, a idący krok za nim Fringilla i Cahir próbują mu sprzedać bajkę o genialnym planie czarodziejki. Wszystko zdaje się iść zgodnie z planem…. dopóki cesarz nie uświadamia im, że zaliczyli gigantyczną wtopę, bo to on sam rozkazał zabić dziecko Franceski – co ma nam udowodnić, że jest błyskotliwym strategiem i po cichu jest w stanie wprowadzić w życie bardzo skomplikowane intrygi. Co bardzo nam się jeszcze przyda, choć pewnie dopiero w kolejnym sezonie, kiedy będziemy próbowali zrozumieć kolejny element tej sceny… Bo o to pod koniec finałowego odcinka następuje wielkie i niespodziewane ujawnienie – w sumie dla mnie nie takie niespodziewane, bo kiedy w połowie sezonu twórcy zaczęli zdradzać prawdę o drzewie genealogicznym Ciri, to z pewną dozą niedowierzania pokrzykiwałam w noc: no co oni, dokąd oni tak pędzą, jak tak dalej pójdzie, to jeszcze w drugim sezonie ujawnią, kim jest Emhyr! No i ujawnili. Informacja, którą Sapkowski trzymał w tajemnicy do samego końca cyklu, rzucając zawoalowane podpowiedzi i konsekwentnie budując tajemniczą postać cesarza Nilfgaardu, który czegoś uparcie chce od Ciri, tutaj zostaje ujawniona w finale drugiego sezonu. Zupełnie bez żadnych wskazówek, które mogłyby nam coś zasugerować, naprowadzić nas na jakiś trop… No chyba, że za naprowadzenie na trop mamy uznać fakt, że w tym sezonie aż dwa razy przypomniano nam, jak wyglądał ojciec Ciri. Bo tak, Emhyr var Emreis w sali pełnej czujnie nasłuchujących każdego jego słowa dworzan (co jest kolejnym absurdem, bo on sam też trzymał to w tajemnicy przed swoimi ludźmi) praktycznie ogłasza, że Cirilla z Cintry jest jego córką. Po czym każe zamknąć Cahira i Fringillę, ale kto by się tam przejmował Cahirem i Fringillą w obliczu takich rewelacji. Bum, koniec odcinka.

Kadr z drugiego sezonu serialu <em>Wiedźmin</em>, 2021.
Kadr z drugiego sezonu serialu Wiedźmin, 2021.

Nie no, ludzie, tak się nie robi cliffhangerów! Takie zwroty akcji powinny z czegoś wynikać, żeby uważny widz miał chociaż cień satysfakcji, że się czegoś domyślał. A mniej uważny mógł prześledzić fabułę wstecz i docenić geniusz twórców w rozmieszczaniu wskazówek. Tutaj nie ma żadnego geniuszu, bo nie było żadnych wskazówek. Jest tylko rzucona nagle informacja, która z niczego nie wynika – i zostawia osoby, które nie czytały książek, ani nie grały w gry, z jednym wielkim: ALE ŻE CO?

Nie mam pojęcia, dlaczego scenarzyści tak się spieszą – zapowiadali siedem sezonów serialu, a jak tak dalej pójdzie, za jakieś półtora zabraknie im książkowej fabuły. Nie mam pojęcia, dlaczego wzorem Sapkowskiego (i wszystkich porządnych pisarzy) nie spróbowali podbudować tego wielkiego odkrycia. Wystarczyłoby, żeby Istredd u Codringhera i Fenn popytał też o ojca Ciri i usłyszał, że Jeż z Erlenwaldu podawał się za syna króla Maecht położonego daleko na południu, od dawna znajdującego się pod panowaniem Nilfgaardu. To przynajmniej umiejscowiłoby go na mapie we właściwym miejscu. Można też było nieco rozbudować historię Nilfgaardu – przewrotu i Uzurpatora, o którym tyle mówi Fringilla. I wspomnieć cokolwiek o tym, że syn prawowitego cesarza podczas przewrotu został przeklęty przez maga. To już byłaby całkiem pokaźna wskazówka. Albo można było chociaż podać w wątpliwość to, czy Duny i Pavetta rzeczywiście zginęli na morzu (bo przypominam, że ojciec Ciri według oficjalnych danych powinien nie żyć) – wystarczyłaby jakaś plotka w stylu „a ja to żem słyszał, że oni wcale nie utonęli, tylko że statek nagle wziął i zniknął”. Nawet wypowiedziana przez niezbyt wiarygodną postać po zbyt dużej ilości gorzałki byłaby to już jakaś sugestia, która gdzieś tam coś już by w nas zasiała. A najlepiej – można było jeszcze przetrzymać tę informację przez kilka sezonów, aż lepiej zrozumiemy wszystko, co się wokół Ciri dzieje. Ale nie, zrzućmy na widzów taką bombę zupełnie bez ostrzeżenia, licząc, że wyjaśnienie tej zupełnie niezrozumiałej dla wielu zagadki przyciągnie ich do sezonu numer trzy. No ale tytuł odcinka zobowiązuje, miała być rodzina, to jest rodzina, w całej okazałości – nawet jeśli na tym etapie opowieści to nie ma żadnego sensu.

Pod koniec odcinka dostajemy jeszcze kilka małych scen będących potwierdzeniem słów Geralta o tym, że za Ciri ciągnie niebezpieczeństwo i wszyscy jej szukają. W pierwszej z nich widzimy, jak Tissaia de Vries na tajnym spotkaniu informuje władców Północy o tym, że Cirilla z Cintry nadal żyje – i że najprawdopodobniej szuka jej król Redanii, Vizimir. Vizimir jest zresztą wielkim nieobecnym na tym spotkaniu, to pozostali władcy do spółki z Bractwem Czarodziejów reprezentowanym przez Tissaię, radzą, co zrobić z ambicjami Vizimira do rządzenia Cintrą, i ustalają, że najlepiej będzie zabić dziewczynę i wszystkich, którzy jej pomagają. Podobna scena znajduje się w tomie Krew elfów, tam jednak to Bractwo Czarodziejów jest wielkim nieobecnym, a władcy krajów Północy, z Vizimirem włącznie, debatują nad tym, co zrobić z zagrożeniem ze strony Nilfgaardu i z zaginioną dziedziczką Cintry. Do wniosków dochodzą bardzo podobnych – lepiej, żeby dziewczyna zginęła, bo martwa jest mniejszym problemem.

Kadr z drugiego sezonu serialu <em>Wiedźmin</em>, 2021.
Kadr z drugiego sezonu serialu Wiedźmin, 2021.

Druga scena powraca do Rience’a, czarodzieja wynajętego do odnalezienia Ciri, który wreszcie w tym odcinku dostąpił zaszczytu spotkania swojego prawdziwego mocodawcy. Widzom serialu póki co jednak nie będzie dane poznać jego tożsamości – a szkoda, bo wydaje mi się, że byłoby to znacznie lepszym cliffhangerem na koniec sezonu niż wrzucona ni stąd, ni zowąd, niespecjalnie czymkolwiek podbudowana rewelacja na temat tożsamości ojca Ciri. Tutaj mamy przynajmniej podbudowanie, mamy konkretną tajemnicę, możemy spekulować o motywacjach, mamy tę tajemniczą postać na świeżo i możemy się zastanawiać, jak jej poczynania wpływają na relacje z innymi bohaterami. Ale nie, scenarzyści wolą ujawnić to, co na tym etapie nie ma sensu, a dalej trzymać w tajemnicy to, co jak najbardziej miałoby sens. Tym, co dane jest nam zobaczyć, jest uszkodzona twarz pośredniczki, Lydii – jak pamiętamy, w poprzednim odcinku czarodziejka zaciągnęła się wiedźmińskim mutagenem zrobionym na bazie krwi Ciri i doznała znaczących uszkodzeń twarzy. Teraz widzimy, jak wielkich uszkodzeń, słyszymy też, że musi się porozumiewać z otoczeniem telepatycznie. Co zaskakujące, nie widzimy, żeby choćby próbowała maskować swoje odsłonięte kości szczęki przy pomocy iluzji, tak jak Lydia robi to w książkach.

Kadr z drugiego sezonu serialu <em>Wiedźmin</em>, 2021.
Kadr z drugiego sezonu serialu Wiedźmin, 2021.

Trzecia scena zabiera nas do Redanii, gdzie w końcu poznajemy tożsamość tajemniczej sowy, która przez cały sezon wytrwale zbierała informacje dla szefa tajnych służb Redanii, Dijkstry. To czarodziejka, Filippa Eilhart, która jako jedna z nielicznych opanowała sztukę polimorfii, czyli zamiany w zwierzę – a wcielająca się w tę rolę Cassie Clare chyba jako pierwsza w serialu budzi we mnie skojarzenia z tym rodzajem dostojnej prezencji, jaki mają czarodziejki w książkach. Przynajmniej na razie, bo serial jeszcze może zdążyć ją zepsuć, tak jak uczynił ciapy z pozostałych czarodziejek. Filippa przynosi Dijkstrze wieści o tym, że coraz więcej osób zdaje sobie sprawę z istnienia i możliwości Lwiątka z Cintry. W odpowiedzi Dijkstra prosi Filippę (w książkach nie tylko współpracownicę, ale również swoją kochankę/partnerkę), by ta przyprowadziła mu barda, czyli Jaskra – tak samo jak w książkach, będą chcieli wyciągnąć z niego informacje na temat Ciri i Geralta. Nieco inaczej niż w książkach, tutaj Dijkstra zamierza wykorzystać w rozmowie z bardem fakt, że to on finansował poboczny projekt Jaskra – czyli przemycanie uciekających z Północy elfów do Cintry. W książkach Dijkstra ma na Jaskra po prostu jakieś niesprecyzowane haki.

Kadr z drugiego sezonu serialu <em>Wiedźmin</em>, 2021.
Kadr z drugiego sezonu serialu Wiedźmin, 2021.

Tak oto dotarliśmy do końca drugiego sezonu Wiedźmina i moje męki, przynajmniej na jakiś czas, zostają zakończone. Miałam spore oczekiwania wobec tego sezonu, a całkiem dobry pierwszy odcinek jeszcze tylko je podbił. Ale im dalej w las, tym decyzje scenarzystów były dla mnie bardziej niezrozumiałe. Finałowy odcinek to już zaś istne kuriozum. Ciri mordująca wiedźminów we śnie będzie mnie prześladować po nocach. Budowanie rodziny z Geralta, Ciri i Yennefer na gruzach ich relacji i wzajemnego zaufania to cokolwiek dziwny pomysł, jakby scenarzyści bardzo lubili sobie niepotrzebnie utrudniać robotę. I mordować wiarygodność psychologiczną bohaterów. Bijące po oczach nawiązanie do Daenerys zdaje mi się dość żenujące, zwłaszcza, że nawiązujemy do momentu znienawidzonego przez fanów (może scenarzyści wiedzieli, że ten moment też taki będzie?). No i nie zapominajmy, że ten serial spoileruje sam siebie, w dodatku zupełnie bezsensownie.

Chciałabym powiedzieć, że ten finał pokonał mnie ostatecznie i że nigdy więcej nie wracam na ten szlak… Ale wszyscy wiemy, że tak nie będzie. Poza tym, co wy byście zrobili bez moich pełnych wnikliwego narzekania analiz! Widzimy się więc ponownie przy okazji trzeciego sezonu – trzymajcie kciuki, żeby był dla nas nieco bardziej łaskawy!

Przeczytaj także:

Skomentuj

Ta strona wykorzystuje pliki COOKIES zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki. Dowiedz się więcej.

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close