Patologicznie (nie)przewidywalny Johnny Depp

Najnowsza biografia Johnny’ego Deppa napisana przez pana Nigela Goodalla niewiele rzecz jasna nowego może powiedzieć komuś, kto z powodzeniem mógłby zostać wybrany najwyższym kapłanem religii wielbiącej Deppa, gdyby taka kiedykolwiek powstała. Niemniej jednak, nawet dla kogoś takiego może się okazać przydatna – zręcznie porządkuje obszerną przecież filmografię Johnny’ego i dostarcza kilku ciekawych – że się tak wyrażę – ogólnohollywoodzkich smaczków. W porównaniu z innymi biografiami Deppa i w ogóle innymi biografiami, jakie kiedykolwiek wpadły mi w ręce, Johnny Depp. Sekretne życie wypada jednak niestety dość marnie. Co jest mi przykro pisać, zwłaszcza, że dostałam ją w prezencie i nie chciałabym tu wyjść na niewdzięcznicę 🙂

Goodall, będąc seryjnym biografem gwiazd Hollywood, kolejne książki pisze już chyba zupełnie mechanicznie. Całą sprawę potraktował bowiem dość powierzchownie, cytowane przez niego wypowiedzi w większości pochodzą po prostu z wywiadów, informacje i anegdotki wyglądają czasami na żywcem przeklejone z brukowców albo poprzednich biografii Deppa, nie mówiąc już o błędach rzeczowych nagminnie pojawiających się w opisach kolejnych filmów. Nie chciałabym się tu za bardzo wywyższać, ale śmiem twierdzić, że już nawet mój licealny projekt o Johnnym na kurs Historii Kina bardziej był rzetelny, niż książka pana Goodalla. I zrobiony w identyczny sposób – parafrazując wszystkie źródła, jakie tylko da się znaleźć w mediach. Jak widać, każdy z nas właściwie mógłby taką biografię napisać, nigdy nawet Deppa nie widząc na własne oczy, nie wspominając już o rozmowie z nim.

Początkowo zwalałam winę na polskie tłumaczenie. Bo faktycznie tłumaczenie jest, co tu dużo mówić, bardzo słabe. Panowie tłumacze nie za dobrze się chyba czują nie tyle nawet w języku angielskim, co w swojej ojczystej mowie. Składają bowiem zdania nie do końca poprawne, czasami zupełnie się nie przejmując faktem, że to, na co w potocznej mowie jeszcze można przymknąć oko, w języku literackim zwyczajnie jest nie do zaakceptowania. Tak, tak, moi drodzy, zupełnie nie jest poprawne wyrażenie „w każdym bądź razie”, a panowie tłumacze zdają się o tym nie wiedzieć. W każdym razie. Bądź co bądź. Ale nigdy jedno w drugim.

Na nieudolność tłumaczenia nie da się jednak zrzucić całej winy za kwitnące na stronach tej książki kwiatki. Wygląda na to, że pan Goodall nie zadał sobie trudu sprawdzenia, czy to, co pisze (bądź kopiuje z gazet, jakie ma pod ręką), aby na pewno jest prawdą. Czepiam się tu rzeczy naprawdę niewielkich, drobnych przekłamań w fabule filmów, jakichś nieścisłości, pominięcia pewnych drobnych, acz ciekawych kreacji Deppa… Ale skoro je widzę, to znaczy, że są. A od rzetelnej biografii oczekiwać by można zgoła innego stanu rzeczy.

Goodall ciągle się też powtarza. Po dwa, trzy razy potrafi cytować jedną i tę samą wypowiedź, większość cytowanych przez niego wypowiedzi innych gwiazd na temat Johnny’ego można zresztą zamknąć w jednym zdaniu: Johnny jest taki uroczy, wrażliwy i w ogóle to super człowiek. Naprawdę nie wątpię w to, że Depp jest super, jakby nie był, to bym go pewnie nie ubóstwiała. Nie wątpię też, że taki na przykład Marlon Brando podziela mój zachwyt, jednak czytanie setnego cytatu w podobnym guście robi się po prostu nużące. W ogóle mam wrażenie, że Goodall z założenia jakby napisał książkę o „fajnym gościu”, trzymając się tej powierzchownej tezy i ani nie wchodząc w temat głębiej, ani nie zatrzymując się za bardzo nad kontrargumentami, których przecież nie brakuje. Może autor chciał zachować obiektywny dystans, nie możemy tego wykluczyć. Wygląda to jednak bardziej na kompletny brak zaangażowania, niż pozostawienie czytelnikowi pola do własnej oceny.

Niezmiernie się cieszę, że ze wszystkich wspomnianych w tej biografii filmów, zaledwie ułamek procenta został mi już tylko do obejrzenia. Fabuła sporej części z nich jest bowiem tak szczegółowo opowiedziana, że zupełnie mogłaby zepsuć całą przyjemność oglądania. Uczciwie ostrzegam.

Niemniej jednak czasu spędzonego na lekturze nie żałuję. Sporo frajdy przyniosło mi zwłaszcza polowanie na błędy autora i tłumaczy. Poza tym, kontemplowanie życia i dokonań Johnny’ego Deppa całkiem skutecznie pozwoliło mi się oderwać na chwilę od codzienności, a nawet poważnie wystawiło na próbę moją wyobraźnię. Nawiązując do wspomnianych na początku hollywoodzkich smaczków – zupełnie na przykład zaskoczył mnie fakt, że Tim Burton brał pod uwagę Roberta Downeya Juniora jako odtwórcę Edwarda Nożycorękiego. Z całym szacunkiem i uwielbieniem dla Roberta – tutaj są granice mojej wyobraźni. Nie widzę tego. Zupełnie tego nie widzę. Zamianę w drugą stronę jestem sobie jeszcze w stanie wyobrazić – Deppowi proponowano rolę Chaplina, którą ostatecznie cudownie zagrał Robert – i jestem niemal pewna, że Johnny spokojnie by to udźwignął, wystarczy obejrzeć Benny & Joon, żeby zrozumieć, że spokojnie dałby radę zagrać i Chaplina… Ale Edward Nożycoręki…? Nie ma mowy. Nikt inny nie mógłby zagrać Edwarda. Nikt.

Wracając jednak do samej książki… Jeżeli macie ochotę pogrzebać trochę w życiu prywatnym Johnny’ego, proponowałabym jednak zacząć od jakiejś innej biografii, choćby Współczesnego buntownika, Briana J. Robba. A najlepiej poczekajcie, aż sama wam jakąś napiszę. O. Przynajmniej będziecie mieli gwarancję jakości.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.