Kadr z serialu "Stranger Things", reż. Matt i Ross Duffer, 2016.

Stranger Things – marzenie każdego nerda

Jeśli ktokolwiek mówił ci ostatnio, że musisz obejrzeć Stranger Things, zaufaj mu. Miał rację.

Śmiało mogłabym powiedzieć, że Stranger Things to moje najlepsze odkrycie tego roku… gdyby oczywiście nie fakt, że wcale go sama nie odkryłam, a zanim odpaliłam pierwszy odcinek, nasłuchałam się już co nieco o tym, jakie to cudo. A teraz dołączam do grona piejących z zachwytu.

Pewnego wieczoru w małym, spokojnym miasteczku znika 12-letni chłopiec. Jak to zwykle w takich produkcjach bywa, dochodzenie wyciąga na światło dzienne mroczne sekrety… Tym razem jednak nie chodzi o wybryki z przeszłości i skandaliczne romanse w miasteczku, gdzie wszyscy się znają. Zamiast tego stajemy oko w oko z rządowymi tajemnicami, krwiożerczym potworem w ciemnym lesie, eksperymentami na dzieciach… o supermocach nie wspominając.

Kadr z serialu "Stranger Things", reż. Matt i Ross Duffer, 2016.
Kadr z serialu Stranger Things, reż. Matt i Ross Duffer, 2016.

Czego w tym serialu nie ma! Jest mroczny las pełen tajemnic, znikające dziecko i Winona Ryder w roli zrozpaczonej i nieco szurniętej matki. Jest sympatyczny i dociekliwy stróż prawa skrywający smutny sekret. Jest grupka energicznych dzieciaków prowadząca własne dochodzenie w przerwach między rozgrywkami w Dungeons & Dragons. Są i śmieszne dylematy nastolatek. Prawie jak w Miasteczku Twin Peaks, tylko mniej kawy, a więcej puszczania oczka do widzów. I z tym zastrzeżeniem, że za dwadzieścia lat dalej pewnie będziemy cytować Twin Peaks.

Kadr z serialu "Stranger Things", reż. Matt i Ross Duffer, 2016.
Kadr z serialu Stranger Things, reż. Matt i Ross Duffer, 2016.

Stranger Things nie próbuje chyba aspirować do miana potencjalnie kultowej produkcji, raczej w pewnym sensie składa hołd temu, co już od dawna uważamy za kultowe. Na każdym niemal kroku znajdujemy jakieś ciekawe nawiązania: jest tu Gandalf i Mroczna Puszcza, mistrz Yoda, X-meni, komiksy, krótkofalówki, powieści Kinga, The Clash i Joy Division… Ten serial jest jak marzenie nerda po trzydziestce – pozwala mu wrócić do dzieciństwa, do tych pięknych czasów, kiedy za bycie dziwakiem dostawało się co prawda regularne baty od innych dzieciaków, ale za to na porządku dziennym było wszystko to, co dziś otaczamy popkulturowym kultem.

Na wszystko w tym serialu patrzymy zresztą oczami dziecka. Tak naprawdę to głównie rezolutne dzieciaki są tu motorem sprawczym większości wydarzeń. Dorośli pojawiają się o tyle, o ile akurat są potrzebni: ktoś w końcu musi nosić broń, odegrać czarny charakter albo dać szlaban na wieczorne wyjścia. Ale czy chcielibyście pokazać ten serial swoim dzieciom i młodszemu rodzeństwu? Niekoniecznie. Chyba, że znacie jakiś dobry sposób na koszmary.

Kadr z serialu "Stranger Things", reż. Matt i Ross Duffer, 2016.
Kadr z serialu Stranger Things, reż. Matt i Ross Duffer, 2016.

Mnóstwo ludzi namawiało mnie do obejrzenia Stranger Things. Ale jakimś cudem wszyscy oni zapomnieli mi powiedzieć, żebym przypadkiem nie oglądała tego po ciemku. A jest się czego wystraszyć, zwłaszcza na początku, jeszcze zanim „oswoimy” się z obecnością i stylem polowania potwora grasującego w miasteczku.

Żeby nie było tak różowo, muszę wspomnieć o czymś, co mnie zadziwia… istnieją na tym świecie ludzie, którzy widzą w tym serialu jakieś wady. Że niby kilka dziur w scenariuszu. Nie widziałam żadnej, byłam zbyt pochłonięta zachwytem. Że niby Winona przesadza z ekspresją. Nie wiem. Nie zwróciłam uwagi, zajmowało mnie zbieranie szczęki z podłogi.

Stranger Things to naprawdę od początku do końca magiczne doświadczenie. Czy trzeba być trzydziestoletnim nerdem, żeby je docenić? Nie sądzę. To naprawdę solidnie przygotowana produkcja: dobrze napisana, ubrana w przekonujący i wciągający kostium lat osiemdziesiątych, rewelacyjnie zagrana (zwłaszcza przez dzieciaki!)… Dawno na pograniczu fantastyki nie było czegoś tak dobrego.

A jeśli jesteś trzydziestoletnim nerdem…? To będzie miłość od pierwszego wejrzenia.

5 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.