Kadr z filmu Może pora z tym skończyć, reż. Charlie Kaufman, 2020.

Umysł na ekranie: jak pokazać pamięć i wyobraźnię

Pamięć i wyobraźnia to nieodłączne elementy ludzkiego doświadczenia – i jako takie często stają się też tematem filmów czy seriali. Bohaterowie przypominają sobie zdarzenia z przeszłości, fantazjują o rzeczach, które się nie wydarzyły, albo mieszają jedno z drugim, snując wyobrażenia o tym, że mogło być inaczej, niż było. Kwestia tego, jak pokazać wspomnienia i fantazje na ekranie jest ciekawym tematem – a w związku z tym, że odkryłam kilka perełek, które podchodzą do tematu bardzo kreatywnie, dziś przyjrzymy się tym motywom nieco bliżej. [W dalszej części analizuję obrazowanie pamięci i wyobraźni w kilku produkcjach – w przypadku niektórych z nich oznacza to spoilery].

Standardowy pomysł na pokazanie tego, że bohater coś sobie przypomina albo o czymś fantazjuje, to montażowe przejście do sceny, która rozgrywa się w jego głowie. Czasem sam moment przejścia podkreślony jest jakimś wizualnym efektem rozpłynięcia się jednego obrazu w drugi albo charakterystycznym motywem dźwiękowym, czasem tę zmianę ma nam zasygnalizować inna paleta barw w scenach, o których bohater myśli. Zazwyczaj jednak same sceny są drobiazgowo zaplanowane, z pełną scenografią i logicznym ciągiem wydarzeń – zupełnie jakbyśmy zostali przeniesieni prosto w czas i miejsce, w którym rozgrywają się dane wydarzenia.

Trochę bardziej złożonym zabiegiem jest pokazanie dynamicznego montażu krótkich scenek i ważnych momentów z przeszłości bohatera. Zazwyczaj dostajemy taką scenę, kiedy bohater stoi przed podjęciem jakiejś kluczowej decyzji albo znajduje się w krytycznym momencie i musi znaleźć w sobie siłę, żeby coś zrobić – dlatego ten zabieg jest bardzo lubiany przez kino superbohaterskie. I tak na przykład tego typu klasyczną zbitkę dostaliśmy w Kapitan Marvel, kiedy w krytycznym momencie do bohaterki wracają wspomnienia sytuacji, w których wykazała się niezłomnością i po niepowodzeniach wstawała i walczyła dalej. Wariacją na ten temat jest nałożenie fragmentów kluczowych dla bohatera chwil bezpośrednio na kadr z jego twarzą wyrażającą emocje. Czasem też zabieg ten ogranicza się do samego dźwięku – i tak bohater znajdujący się w trudnym położeniu jedynie słyszy w swojej głowie fragmenty wypowiedzi innych postaci, które mają go zmotywować do działania, jak uwięziony pod gruzami Peter Parker w filmie Spider-Man: Homecoming.

Nieco bardziej kreatywne podejście do tematu (i jedno z moich ulubionych) splata ze sobą pamięć i wyobrażenia, sprawiając, że jakaś postać z przeszłości bohatera niejako wychodzi z jego głowy i wchodzi z nim w interakcje w teraźniejszości. Nikt inny tej postaci nie widzi, ale nasz bohater wchodzi z nią w dyskusje, dając nam tym samym wgląd w swój wewnętrzny dialog. Tak traumy z przeszłości prześladowały tytułową Jessicę Jones w serialu Marvela. Tak też materializowała się tęsknota za zmarłą partnerką, jaką odczuwał policjant w miniserialu River. Motyw ten pojawia się też w Stewardesie od HBO – tam postać z przeszłości czasem „nawiedza” bohaterkę w miejscach i sytuacjach, w których ona się aktualnie znajduje, a czasem wciąga ją z powrotem do pokoju hotelowego, gdzie miało miejsce kluczowe w jej życiu wydarzenie.

Facet na własnym pogrzebie. Kadr z serialu <em>Stewardesa</em>, 2020.
Facet na własnym pogrzebie. Kadr z serialu Stewardesa, 2020.

To wszystko są jednak dość popularne rozwiązania – a dziś chciałabym wam pokazać kilka prawdziwych perełek, które w bardzo kreatywny sposób rozwiązują kwestię przypominania albo wyobrażania sobie czegoś, a nawet niekiedy starają się uchwycić na ekranie to, jak ludzki mózg rzeczywiście doświadcza wspomnień i wyobrażeń.

Pięciu braci, reż. Spike Lee, 2020

W tym filmie grupka weteranów wojny w Wietnamie po latach wyrusza z powrotem do Azji, by odnaleźć ciało swojego dawnego dowódcy i zabrać je do domu. Powrót w miejsce, gdzie doświadczali tak intensywnych emocji, naturalnie uruchamia w nich wspomnienia – i tu pojawia się ciekawy zabieg. Dostajemy niby klasyczne przebitki na sceny rozgrywające się w przeszłości – ale nasi bohaterowie w tych scenach nie są wcale drastycznie odmłodzeni. Mimo że od tamtych wydarzeń minęło kilkadziesiąt lat, aktorów nie podmieniono na młodszych ani nie wygładzono im twarzy cyfrowo. Ich zmarły dowódca jawi im się tak młody, jakim go zapamiętali, oni sami jednak we wspomnieniach wyglądają co prawda na odrobinkę młodszych niż są w czasie właściwej akcji, ale zdecydowanie bardziej przypominają aktualnych siebie niż takich, jakimi byli przed kilkudziesięciu laty.

Kadr z filmu Pięciu braci, reż. Spike Lee, 2020.
Kadr z filmu Pięciu braci, reż. Spike Lee, 2020.

Ten nieco zaskakujący zabieg ma całkiem sporo sensu. Z jednej strony pokazuje, że na wszystkie swoje wspomnienia patrzymy z perspektywy teraźniejszości. Z drugiej zaś może być odwołaniem do wiedzy naukowej na temat pamięci – bo nasze mózgi nie przywołują wspomnień dokładnie takimi, jak one się w rzeczywistości rozegrały, tylko za każdym razem od nowa konstruują je z malutkich cegiełek, nieuchronnie uwzględniając też to, co wiemy o sobie dzisiaj, tak emocjonalnie, jak i fizycznie. Dlatego też kiedy wspominamy wydarzenia sprzed kilkunastu czy kilkudziesięciu lat, trudno jest nam w pełni przyjąć tamtą perspektywę i często raczej wkładamy dzisiejszych siebie w tamte sytuacje. Spróbujcie przypomnieć sobie jakieś wydarzenie z podstawówki i zastanowić się, czy patrząc na nie, potraficie w pełni „wyłączyć” aktualną samoświadomość swojego ciała i psychiki!

Może pora z tym skończyć, reż. Charlie Kaufman, 2020

Wszystko, co tu powiem, będzie spoilerem, bo ten film jest skonstruowany w bardzo specyficzny sposób i długo trzyma nas w niepewności, co też się właściwie dzieje na ekranie. Ostatecznie okazuje się, że cały koncept filmu opiera się na tym, że wkraczamy w świat wyobrażeń głównego bohatera i przyglądamy się jego fantazjom o tym, jaką ma ładną dziewczynę, o czym z nią rozmawia i jak zabiera ją do rodziców na obiad. Tym, co z jednej strony buduje niesamowity klimat filmu, a z drugiej świetnie oddaje działanie ludzkiego mózgu, są urywane sceny, nagłe i niespodziewane zmiany lokacji albo czasu akcji, odtwarzanie tych samych scen na różne sposoby, cofanie się do jakiegoś miejsca i pójście w inną stronę, znikające albo pojawiające się szczegóły i elementy. Patrzymy na to wszystko z perspektywy wyimaginowanej dziewczyny bohatera, dla której wszystkie te zmiany są dezorientujące, trochę jakby ktoś zapomniał jej powiedzieć, że gra w jakimś filmie pod okiem wyjątkowo niezdecydowanego reżysera.

Kadr z filmu <em>Może pora z tym skończyć</em>, reż. Charlie Kaufman, 2020.
Kadr z filmu Może pora z tym skończyć, reż. Charlie Kaufman, 2020.

Ale właśnie w taki sposób działa nasza wyobraźnia (a przynajmniej moja tak działa) – to my jesteśmy tym niezdecydowanym reżyserem, który skacze sobie pomiędzy scenami, na bieżąco koryguje dialogi, tu coś doda, tam odejmie, często nie buduje całych złożonych scen z bogatą scenografią, tylko otoczenie traktuje dość schematycznie, skupiając się na konkretnych interakcjach między bohaterami. Takie podejście do tematu zrobiło na mnie ogromne wrażenie, bo i wydało mi się bardzo znajome – przez cały film zresztą miałam głęboką nadzieję, że żyjący w mojej głowie Hiddleston nie ma samoświadomości nie doświadcza takiej konfuzji jak główna bohaterka!

Homecoming, 2018-2019

Tu znowu wszystko, co napiszę o tym serialu produkcji Amazona, może być spoilerem. Cała fabuła tej produkcji jest zbudowana na kwestiach związanych z traumatycznymi wspomnieniami i utratą albo wymazywaniem pamięci – spora część akcji krąży wokół ośrodka dla weteranów wojennych, gdzie testuje się na nich leki mające blokować czy też usuwać powodujące ból wspomnienia. Ale oprócz tego, że pamięć jest tematem serialu, w bardzo ciekawy sposób zostaje też „opracowana” wizualnie. Serial rozgrywa się w dwóch płaszczyznach czasowych, z których każda jest inaczej wykadrowana na ekranie. Wydarzenia z roku 2018 oglądamy w standardowym formacie 16:9 przystosowanym do panoramicznych telewizorów – ale już to, co dzieje się cztery lata później, niejako podglądamy przez wąski, niemal kwadratowy kadr 4:3.

Kadr z serialu <em>Homecoming</em>, 2018.
Kadr z serialu Homecoming, 2018.

Ma to swoje uzasadnienie fabularne, bo bohaterka w tym momencie swojego życia jest w zupełnie innym miejscu, ma poczucie, że tkwi w jakiejś niebezpiecznej pułapce, ale nie bardzo potrafi wyjaśnić, skąd to się bierze – bo nie pamięta całkiem sporego okresu swojego życia. Ten wąski kadr ma nam więc zbudować klaustrofobiczną atmosferę, ale też w pewnym sensie staje się metaforą pamięci głównej bohaterki, która nie dostrzega całego obrazu swojego życia, i zmaga się z poczuciem, że gdzieś poza granicami dostrzeganej przez nią rzeczywistości wydarzyło się coś ważnego i niepokojącego, do czego ona cały czas nie może dotrzeć. Najdobitniej widać to w momencie, kiedy kadr nagle nam się rozszerza wraz z tym, jak bohaterka odzyskuje wspomnienia. Taki prosty zabieg, a taki potężny i wymowny efekt.

Ojciec, reż. Florian Zeller, 2020

Ojciec to tegoroczny kandydat do sześciu Oscarów i film o pogrążaniu się w demencji i coraz większych kłopotach z pamięcią. Tym razem nie patrzymy jednak na to wszystko z punktu widzenia zaniepokojonej rodziny, która musi znaleźć odpowiednią opiekę dla coraz mniej samodzielnego seniora, ani z punktu widzenia córki, której tytułowy ojciec chwilami już nie rozpoznaje. Te kwestie również są w filmie ważne i w pełni wybrzmiewają – ale na pierwszy plan zdecydowanie wysuwa się perspektywa samej dotkniętej demencją osoby. Film próbuje nam pokazać, jak musi się czuć osoba, której mylą się miejsca, ludzie, fakty i wydarzenia, jak bardzo musi to być dezorientujące i straszne. Ta dezorientacja i niepokój bardzo łatwo udzielają się widzowi, a chwilami film przypomina nawet thriller – kiedy nagle tytułowy bohater znajduje w swoim domu obce osoby podające się za jego córkę i zięcia. Czy to jacyś oszuści? Czy to możliwe, żeby nie rozpoznał własnego dziecka?

Kadr z filmu <em>Ojciec</em>, reż. Florian Zeller, 2020
Kadr z filmu Ojciec, reż. Florian Zeller, 2020

Tę pełną niepewności atmosferę udaje się zbudować przy pomocy bardzo prostych zabiegów. Sprytne zmiany w scenografii, wykorzystanie tej samej przestrzeni do pokazania kilku różnych miejsc, postaci, które w zależności od sceny grane są przez innych aktorów – wszystko to obficie sieje ziarna wątpliwości tak w samym bohaterze, jak i w widzach. Subiektywność i intymność naszej pamięci sprawiają, że bardzo trudno nam dyskutować z tym, co wydaje nam się prawdziwe, co pamiętamy, a czego nie pamiętamy. A kiedy nasze mózgi przestają działać tak, jak powinny, absurdalność naszych spostrzeżeń czy przekonań wcale nie sprawia, że są one dla nas mniej realne – i filmowi Zellera bardzo dobrze udaje się uchwycić ten aspekt ludzkiej pamięci.

Gorąco polecam wszystkie wymienione wyżej produkcje – a jeśli znacie jakiś inny film czy serial, który równie kreatywnie podchodzi do zobrazowania wspomnień lub fantazji, koniecznie podzielcie się nim w komentarzach!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.