Pogadajmy o seksie! – #SexEd.pl

O tym, jak za moich czasów wyglądała edukacja seksualna w szkole, najlepiej świadczy chyba fakt, że bardzo niewiele z niej pamiętam… Na pewno w gimnazjum przyszła na lekcję jakaś pani z kolorowymi, dziewczyńskimi pudełeczkami podpasek Always i rozdała nam próbki. Nie wiem, co w tym czasie robili chłopcy i czy odwiedził ich pan z próbkami gumek. Niewykluczone, bo pamiętam, jak któregoś razu na przerwie grali w siatkę balonikiem z nadmuchanej prezerwatywy – ale równie dobrze to mogły być dwie zupełnie różne okazje, w szkole nie brakowało typów, których pewnie i do dzisiaj śmieszą takie rzeczy.

Na pewno też przeprowadzono z nami co najmniej jedną merytoryczną lekcję o budowie ciała człowieka i zatrudniono do tej roli nauczyciela biologii. Podejrzewam więc, że i tak byliśmy szczęściarzami, bo w przeciwieństwie do wielu innych weteranów polskich gimnazjów dowiedzieliśmy się przynajmniej, co mamy w środku i jak to działa. I co to za wredny organ co miesiąc urządza mi dwudniowe tortury. Nie za bardzo jednak pamiętam, by ktoś rozmawiał z nami o emocjonalnej stronie dojrzewania, o naszych prawach, o przemocy… Jak przez mgłę kojarzę, że mówiono coś o antykoncepcji – ale biorąc pod uwagę, że przed końcem gimnazjum już co najmniej dwie osoby z mojej klasy były rodzicami, raczej nie były to zbyt skuteczne zajęcia.

O seksie sporo natomiast mówiło się na religii. Już w pierwszej czy drugiej klasie podstawówki zakonnica uczulała dziewczynki, że jeśli będą się zadawać z chłopcami, to zamienią się w nadgryzione jabłko albo różę, której ktoś poobrywał płatki. I nikt już ich potem nie zechce. Perfekcyjnie położyła ośmioletnim dzieciom fundamenty pod budowanie seksualności opartej głównie na poczuciu winy. Później, w liceum, ksiądz miał do tego dużo luźniejsze podejście. Tak luźne, że nierzadko przez pół lekcji opowiadał kawały o dziewicach i o tym, że jak go kiedyś zobaczymy na ulicy z jakąś superlaską, to to na pewno nie będzie jego siostra (chyba, że siostra w Chrystusie Panu, hehe).

Wystarczy dziś zapytać o to pierwszego lepszego nastolatka, a szybko okaże się, że w szkołach niewiele się zmieniło przez ostatnich 20 lat. Edukacja seksualna to ciągle jest temat niewygodny, traktowany jak brzydkie słowo, odbębniany po łebkach – jeśli w ogóle. Program nauczania woła o pomstę do nieba. Zajęcia z tzw. wychowania do życia w rodzinie często prowadzą osoby bez odpowiedniego przygotowania, zbyt zawstydzone tym, o czym mają uczniom opowiadać, albo podchodzące do tematu tendencyjnie i forsujące jedyny słuszny światopogląd. Zresztą, już sama nazwa tego przedmiotu jest tendencyjna (spoiler alert – nie trzeba zakładać rodziny, żeby uprawiać seks!). Poza tym, jeśli coś ma młodzież przygotowywać do życia w rodzinie (czytaj: w bliskiej relacji z innymi ludźmi), to powinno też poruszać tematy związane z psychologią, emocjonalnością, odpowiedzialnością, asertywnością, szacunkiem dla siebie i innych, stawianiem granic, reagowaniem na przemoc psychiczną i fizyczną. A nie tylko straszyć ciążą i ogniem piekielnym. Tymczasem polskie nastolatki kończą szkołę najczęściej kompletnie nieświadome siebie i wyrastają na kompletnie niezainteresowanych swoim zdrowiem psychicznym dorosłych.

Nikt ich nie uczy, jak poznawać siebie, jak zdrowo i bezpiecznie funkcjonować w relacjach z innymi, jak dbać o swoje ciało i psychikę, jak rozmawiać o emocjach, wreszcie – jak rozmawiać o seksie. W domu też w większości przypadków nikt z nimi o tym nie rozmawia. A jeśli już, to za czasów wczesnoszkolnych słyszą, żeby trzymać ręce na kołdrze i nie interesować się tym, co mają w majtkach. W późniejszym wieku padają co najwyżej jakieś ostrzeżenia, żeby nie wrócić do domu z brzuchem. Od pokoleń nikt Polaków ani w domu, ani w szkole nie uczy, jak o seksie rozmawiać – czy to z partnerem, czy z własnymi dziećmi. I to błędne koło traktowania seksu jak tematu tabu dalej będzie się kręcić, dopóki młodzi ludzie nie będą mieli dostępu do rzetelnej edukacji seksualnej.

Bo dostęp do seksu mają bez problemu. Od najmłodszych lat. Wystarczy zajrzeć do internetu – dotarcie do informacji, obrazów i filmów jest dziś dziecinnie proste. Problem w tym, że młody człowiek, a tym bardziej dziecko, nie bardzo ma możliwość odróżnienia, co jest prawdziwą i wartościową informacją, a co bzdurą rodem z niegdysiejszych pytań do „Bravo” (boli mnie kolano, czy to ciąża pozamaciczna?) albo wykrzywiającą rzeczywistość pornografią. Rosną nam całe pokolenia zakompleksionych ludzi, którzy od najmłodszych lat są przekonani, że coś z ich ciałami nie tak, bo nie wyglądają tak, jak napompowane, zoperowane i wydepilowane ciała aktorów z filmów dla dorosłych. Spróbujcie sobie wyobrazić, jak wyglądają przekonania o seksie w głowie kogoś, kto zna go tylko z filmów porno. A potem wyobraźcie sobie, jak mogą wyglądać pierwsze doświadczenia seksualne takich nastolatków. Tam nie ma miejsca na zainteresowanie się uczuciami – ani własnymi, ani drugiej osoby. Nie ma miejsca na powiedzenie „nie”, bo w filmach „nie” jest co najwyżej dla podkręcenia atmosfery.

Udawanie, że jeśli nie będziemy z dziećmi rozmawiać o seksie, to one nigdy się na niego nie natkną, jest skrajną naiwnością. Podobnie jak wyobrażanie sobie, że jeśli nie poruszymy tego tematu, to dzieci same się nie nim nie zainteresują, nie będą ciekawe, nie odczują zmian w swoim ciele i psychice. Wbrew poczuciu winy i wstydu, które ewidentnie w wielu z nas udało się społeczeństwu skutecznie zaszczepić, seksualność jest naturalną częścią bycia człowiekiem i z prób sztucznego tłamszenia jej jeszcze nigdy nie wynikło nic dobrego. A wbrew temu, co głoszą zagorzali przeciwnicy edukacji seksualnej, dostarczanie młodym ludziom rzetelnych informacji wcale nie kończy się Sodomą i Gomorą, wręcz przeciwnie – opóźnia wiek inicjacji (bo nastolatki są bardziej świadome, asertywne i mniej ulegają presji społecznej), zmniejsza ilość nastoletnich ciąż i chroni młodzież przed całym szeregiem chorób.* W Polsce natomiast liczba przypadków chorób wenerycznych rośnie, zamiast spadać.**

Zamiast więc chować głowę w piasek należałoby stanąć na wysokości zadania i zapewnić młodzieży solidną, rzetelną i wszechstronną edukację seksualną – bo skoro już ustaliliśmy, że nie powstrzymamy nastolatków przed zainteresowaniem tym tematem, wypadałoby zadbać o to, żeby wiedzieli, co robią, dlaczego to robią, i żeby umieli w tym wszystkim zadbać o swoje bezpieczeństwo, tak fizyczne, jak i emocjonalne.

Zanim jednak którykolwiek rząd w tym pięknym kraju zainteresuje się tym tematem, może jeszcze minąć trochę czasu… Dlatego póki co musimy brać sprawy we własne ręce – tak, jak robi to właśnie Anja Rubik, wydając solidną, wszechstronną i napisaną z wyczuciem książkę o wszystkim, co nastolatki powinny wiedzieć o seksie, miłości i dojrzewaniu.

#SexEd.pl to zbiór rozmów Anji ze specjalistami, którzy na co dzień zajmują się różnego rodzaju aspektami seksualności człowieka. Znajdziemy tu nie tylko rozdział o zachodzących w czasie dojrzewania zmianach fizycznych i emocjonalnych czy „techniczne” informacje o biologii człowieka, antykoncepcji i zapobieganiu infekcjom i chorobom, ale i rozmowy o psychicznej, społecznej i prawnej stronie seksualności. Są więc rozdziały o akceptacji własnego ciała takim, jakie jest, o poznawaniu samego siebie, gotowości na seks i świadomej zgodzie, o przemocy, jej zapobieganiu i reagowaniu na nią, o tym, do czego nastolatki mają prawo w domu, w szkole, u lekarza czy kiedy ktoś przekracza ich granice. Jest też tęczowy rozdział o tożsamości i o tym, że seksualność może się manifestować na różne sposoby. Jest i kilka słów o seksualności osób niepełnosprawnych – książka stara się nastolatka uwrażliwiać i pokazać, że nie ma jednego słusznego wzorca seksualności, że ludzie są różni, a miłość i seks są dla wszystkich. To nie jest książka naładowana wyłącznie technicznymi informacjami albo siląca się na moralizatorstwo, ani tym bardziej (jak pewnie będzie jej się to zarzucać) nakłaniająca dzieci do uprawiania seksu. Zebrane tu rozmowy prowokują refleksję i pokazują młodzieży, że warto słuchać przede wszystkim siebie, a nie nacisków kolegów, partnera czy mediów – i że równie OK jest mieć czuć się gotowym i mieć ochotę na seks, jak i powiedzieć „nie”, czegoś nie chcieć, nie być jeszcze na coś gotowym, niezależnie od tego, czy jesteś dziewczyną, czy chłopakiem.

To jest dokładnie ten podręcznik, który każdy z nas powinien był przeczytać, stojąc u progu dorosłości – i z którego dziś też wielu dorosłych mogłoby co nieco wyciągnąć, zwłaszcza, jeśli w przyszłości czeka ich TA krępująca rozmowa z własnymi dziećmi, bo i taki rozdział znajduje się w książce. Jeśli macie w swoim otoczeniu nastolatków, zdecydowanie warto im tę książkę podsunąć. Na pewno będzie pomocna, a wy będziecie spać spokojnie, że wasze dzieci czy młodsze rodzeństwo mają dostęp do rzetelnych i wszechstronnych informacji.

___________________

* https://www.jahonline.org/article/S1054-139X(17)30297-5/fulltext

** http://forsal.pl/artykuly/1008930,lekarze-bija-na-alarm-w-polsce-atakuja-choroby-weneryczne.html

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.