Feminist Friday: 5 książek dla początkujących

Wiecie, że Emma Watson prowadzi swój własny feministyczny klub książki? Śledzę go czasem jednym okiem, bo jakoś bardzo mnie cieszą ludzie wykorzystujący swoją popularność do robienia czegoś dobrego.

Tak, uważam feministyczny klub książki za coś dobrego. Przede wszystkim dlatego, że w ogóle zachęca ludzi do czytania. I na dodatek rozwija w nich empatię. Bo jeśli wyobrażacie sobie feministyczny klub książki jako spotkania agresywnych kobiet, które prześcigają się w wykrzykiwaniu swojej nienawiści do mężczyzn… cóż, możecie się trochę rozczarować. Mamy pilniejsze sprawy na głowie.

W każdym razie – Emma poleca całkiem dobre książki, warto więc od czasu do czasu zerknąć, co akurat czytają jej klubowiczki (i klubowicze). A jeśli macie apetyt na więcej, albo wręcz przeciwnie – nie wiecie, od czego zacząć, mam dla was kilka dodatkowych pozycji, które pomogą wam odkryć, że (parafrazując Susan Sontag) jak każdy rozsądny człowiek też jesteście feministkami. I feministami.

1. Margaret Atwood, Opowieść podręcznej
Zaczynam od tej książki i wy też prawdopodobnie powinniście od niej zacząć, bo właśnie ruszył serial na jej podstawie. To nie będzie przyjemna lektura. Opowieść podręcznej to dystopia i historia jak z najgorszych koszmarów. Przynajmniej moich. Trafiamy do świata, w którym kobietom odebrano nie tylko niezależność i indywidualność, nie tylko prawo do czytania i posiadania własnych opinii, ale i jakąkolwiek godność. Nie są traktowane nawet jak przedmioty, jest gorzej – zamieniono je w klacze rozpłodowe. Beznamiętnie zapładniane przez klasę panów i tylko do tego celu zredukowane. Strach czytać. Ale nie przeczytać też trochę strach.

Kadr z serialu Opowieść podręcznej, 2017.

2. Simone de Beauvoir, Druga płeć
Nie jest to lektura najprostsza w formie, ale to prawdziwy klasyk i wciąż zadziwiająco aktualny traktat o sytuacji kobiety w społeczeństwie… choć napisany w 1949 roku. Rzeczowy, niemal naukowy tekst, jeden z fundamentów myśli feministycznej, gruntowna analiza tego, jak w procesie socjalizacji kobieta wtłaczana jest w sztywne ramy tradycji i oczekiwań. Najsłynniejszy cytat z tej książki brzmi: „Nie rodzimy się kobietami – stajemy się nimi”.

3. Naomi Wolf, Mit urody
W wielu miejscach toczą się dyskusje na temat tego, czym właściwie powinien się zajmować współczesny feminizm i na jakie problemy powinien odpowiadać. Czy Alicia Keys, która oficjalnie rezygnuje z makijażu, jest feministką? Naomi Wolf już w latach 90. zwracała uwagę na to, jak coraz bardziej wyśrubowane standardy piękna i obsesja cielesnej perfekcji stają się nowym narzędziem społecznej opresji. Nie ma chyba na świecie kobiety, która choć raz w życiu nie pomyślałaby, że nie jest dostatecznie piękna, szczupła, zadbana… Rozprawiając się z pogonią za nierealnym pięknem, Wolf dowodzi, że feminizm dotyczy nas wszystkich.

4. Rupi Kaur, Mleko i miód
Idealny wybór dla nastolatek, które szukają swojej drogi. Głośny tomik współczesnej poezji o cierpieniu, samotności, miłości, seksualności, dorastaniu do bycia kobietą. Krótkie, proste formy poetyckie dostosowane do upodobań współczesnego odbiorcy, zwłaszcza tego, który większość kontaktu z lekturą miewa w internecie. Dla młodych dziewczyn inspirujące, dla dojrzałych kobiet – nostalgicznie naiwne, dla mężczyzn – uświadamiające.

5. Jeanette Winterson, Po co ci szczęście, jeśli możesz być normalna?
Ta książka nosi prawdopodobnie jeden z najbardziej intrygujących tytułów, na jakie się natchniecie. Szczera i autobiograficzna, jest spojrzeniem na trudne relacje adopcyjnej matki i jej córki, ale jest też podjętą z perspektywy czasu próbą zrozumienia drugiej kobiety, która kiedyś przyniosła autorce tyle bólu. Prawdziwa szkoła empatii i patrzenia na drugiego człowieka ze zrozumieniem. Ale też zapis poszukiwania swojej własnej ścieżki, własnej normalności i własnego szczęścia w świecie pełnym sztywnych zasad.

Powyższa lista nie jest ani kompletna, ani wyczerpująca, ani nawet bliska temu, by zaspokoić potrzeby feministki-nowicjuszki. Ale od czegoś trzeba zacząć, a każda z tych książek jest całkiem niezłym punktem wyjścia. Czytajcie więc śmiało! A jeśli przypominacie sobie książki, które w was obudziły zainteresowanie tematem – podzielcie się tytułami w komentarzach!

PS: Jeśli dobrze pójdzie, w przyszłym tygodniu może pojawią się jakieś wpisy… ale jest cień szansy, że będę zbyt zaaferowana festiwalem Off Camera i spotkaniem z Andrew Scottem… Tak że tego. Gdyby wam się nudziło, polecam archiwalne teksty. I zapraszam na Facebooka, tam się pewnie będzie działo więcej.

1 Komentarz

  • Świetne zestawienie, Simone de Beauvoir rzeczywiście robi wrażenie, jest ponadczasowa. Sięgnę na pewno po Mit Urody. Znasz jeszcze jakieś książki tego typu? O pięknie, wizerunku kobiety, zahaczające może o medialne/społeczne naciski? Chętnie przygarnę wszelkie polecenia. 🙂

    Uściski!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.