Czteroosobowa rodzina w Fiacie 126p – Kadr z filmu Zupa nic, reż. Kinga Dębska, 2021.
Kadr z filmu Zupa nic, reż. Kinga Dębska, 2021.

Zupa nic – nostalgiczna wycieczka do PRL-u

Zaczyna się od rodzinnego oglądania meczu polskiej reprezentacji ze Zbigniewem Bońkiem w składzie – a potem jest już tylko bardziej nostalgicznie. Do kin trafił nowy film Kingi Dębskiej Zupa nic, pomyślany trochę jako rozgrywający się w latach 80-tych prequel do słynnego filmu reżyserki Moje córki krowy – choć jest to prequel na tyle nieoczywisty, że (najwyraźniej) można obejrzeć oba filmy i zupełnie ich ze sobą nie skojarzyć.

Zupa nic zabiera nas w sentymentalną wycieczkę do PRL-u. Trafiamy do dwupokojowego mieszkania zajmowanego przez pięcioosobową rodzinę – łatwo irytującą się Elżbietę (Kinga Preis), lubującego się w wódeczce Tadeusza (Adam Woronowicz), ich dwie córki, Martę i Kasię, oraz babcię, która pamięta czasy powstania (Ewa Wiśniewska). Przyglądamy się ich codziennemu życiu, domowym kłótniom, problemom dziewczynek w szkole i w pierwszych miłościach, wystawaniu w kolejkach, „załatwianiu” różnych rzeczy, zazdrosnemu zapatrzeniu w dostatnie życie bohaterów amerykańskich telenoweli i ustawionych przez przynależność do partii krewnych. W tym codziennym życiu, czułych rozmowach, gwałtownych kłótniach i wzajemnym pohukiwaniu na siebie Kinga Dębska po raz kolejny udowadnia, że ma niesamowity słuch do dialogów i do wyłapywania tego, jak rozmawiają ze sobą Polacy – i niejeden widz podczas seansu poczuje się dziwnie znajomo, jakby właśnie przeniósł się w sam środek swoich własnych rodzinnych rozmów przy imieninowym stole.

Szwagier częstuje papierosami. Kadr z filmu <em>Zupa nic</em>, reż. Kinga Dębska, 2021.
Kadr z filmu Zupa nic, reż. Kinga Dębska, 2021.

Film od początku do końca przesiąknięty jest atmosferą polskich lat 80-tych i rozmaitymi pamiętnymi absurdami PRL-u, ale jednocześnie tematy polityczne są gdzieś jakby w tle. Bohaterka niby należy do Solidarności i chodzi na strajki, wykłóca się z bratem, który z kolei należy do partii i najwyraźniej czerpie z tego profity, nawet pierwsze miłości dziewczynek naznaczone są politycznymi rozłamami – a jednak sama polityka, choć wyraźnie obecna, pozostaje gdzieś na drugim planie, ustępując miejsca niejednokrotnie trudnym, ale pełnym miłości ludzkim relacjom. Dębska kreśli tu bardzo ciekawy portret rodziny głęboko podzielonej przez politykę i stosunek do władzy (i pewnie nieprzypadkowo ten film powstał właśnie teraz) – ale jednocześnie rodziny, w której nadal więzi są podtrzymywane, nawet kiedy wydaje się to trudne. Możemy się pokłócić o strajki i legitymację partyjną, ale zawsze wpadniemy do siostry na imieniny i stawimy się pod blokiem, kiedy szwagier będzie potrzebował wnieść wypoczynek „Edyta” na czwarte piętro.

Dwie dziewczynki ubrane siedzą w wannie i bawią się kosmetykami. Kadr z filmu <em>Zupa nic</em>, reż. Kinga Dębska, 2021.
Kadr z filmu Zupa nic, reż. Kinga Dębska, 2021.

Zupa nic cała jest trochę jak jej tytuł – na pierwszy rzut oka nie do końca wiadomo, co w niej jest, brak jej wyraźnej, linearnej fabuły, która szłaby według ustalonych schematów i prowadziła do punktu kulminacyjnego… a jednak potrafi człowieka nasycić swoją zawartością i charakterystycznym, przyprawionym nostalgią smakiem. To film, który nie prowadzi nas od punktu A do punktu B, nie dokumentuje głębokich wewnętrznych przemian bohaterów, nie opowiada konkretnej historii. To raczej zbiór luźno powiązanych scen z życia małżeńskiego i rodzinnego, trochę jakby powracających po latach wspomnień, tych najbardziej wyrazistych, najważniejszych, niosących ze sobą największe emocje. Trochę patrzymy na to wszystko oczami małej Marty, która w Moich córkach krowach wyrośnie na gwiazdę filmową graną przez Agatę Kuleszę, trochę przez pryzmat doświadczeń jej rodziców i ich chwilami burzliwej relacji.

Mężczyzna pcha Fiata 126p przez przejście graniczne. Kadr z filmu <em>Zupa nic</em>, reż. Kinga Dębska, 2021.
Kadr z filmu Zupa nic, reż. Kinga Dębska, 2021.

Cały charakter filmu doskonale podsumowuje promująca film piosenka Moniki Borzym i Artura Andrusa, również pod tytułem Zupa nic – z powtarzanym w refrenie zdaniem: trzeba mieć w życiu swoje „wtedy” do oglądania się za siebie. I taki właśnie jest ten film: jest oglądaniem się za siebie z pewnym rozrzewnieniem, jest zbiorem wspomnień, nierzadko uniwersalnych i wspólnych całym pokoleniom Polaków. Wspomnień wydestylowanych, przepuszczonych przez filtry nostalgii i rodzinnej miłości – bo w jakkolwiek dziwnych czasach nie przyszłoby im żyć i jakkolwiek trudne i burzliwe nie byłyby chwilami relacje bohaterów, to jednak spomiędzy nich przebijają miłość i wzajemna troska. A nam, z naszymi dziwnymi czasami i burzliwymi podziałami pozostaje tylko mieć nadzieję, że i z naszych wspomnień będzie kiedyś biło takie ciepło.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.