Ant-Man: ożywczy powiew… mrówczości

by Mila

Ostatnimi czasy najlepiej Marvelowi wychodzi… przedstawianie widzom nowych bohaterów. Kolejne odsłony Avengersów, Iron Mana i innych najgłośniejszych komiksowych produkcji zaczynają trochę przypominać serial, który ogląda się z przyzwyczajenia i bez większych nadziei na nagłą poprawę jakości. Nie znaczy to, że wszystkie te produkcje są niezadowalające… Bo nic, w czym choćby wspomina się Tony’ego Starka, nie może być z gruntu nieudane (to wcale nie jest wyzwanie dla złośliwców!) – ale nie da się ukryć, że kolejne filmy o najbardziej znanych bohaterach Marvela zmierzają w dziwną stronę i nie mają chyba ambicji oferowania widzowi niczego odkrywczego.

Na tle gwiazdorskiej sieci wzajemnych skomplikowanych powiązań (które mają swoje uroki, ale i ograniczenia), bardzo dobrze wypadają za to nowości.  Najpierw serca widzów (i moje też! ) podbili przezabawni Strażnicy galaktyki, a teraz swoje trzy grosze dokłada także człowiek-mrówka.

Ant-Man, z Paulem Ruddem – czyli człowiekiem szerzej znanym jako „mąż Phoebe” – w roli głównej, w końcu oferuje widzowi wycieczkę w zupełnie nowe środowisko. Z wielkich willi w bogatych dzielnicach i z kwater dowodzenia T.A.R.C.Z.Ą. przenosimy się… do rzeczywistości – przyglądając się niezwykłej historii niemal zupełnie przeciętnego faceta, dla którego główną ambicją jest stanięcie na nogi po trzyletnim pobycie w więzieniu i dorośnięcie do roli odpowiedzialnego ojca słodkiej małej dziewczynki. W takim momencie życia znajduje naszego bohatera dr Hank Pym (Michael Douglas), twórca niezwykłego kostiumu pozwalającego człowiekowi skurczyć się do rozmiarów mrówki – i oferuje mu nowy start w życie… w zamian za włamanie się do ściśle chronionego laboratorium. Żadnych kosmitów, żadnych nadnaturalnych mocy. Tylko nieco zagubiony facet i bardzo zaawansowana technologia.

W swojej nowej produkcji Marvel oszczędza nam patetycznego ratowania świata przed ostateczną zagładą. Scott Lang, czyli nasz tytułowy człowiek-mrówka co prawda staje oko w oko z czarnym charakterem (Corey Stoll aka allenowski Papa Hemingway tudzież wcale nie tak świętej pamięci Peter Russo), ale chociaż w rękach pozbawionego kręgosłupa moralnego naukowca rewolucyjna technologia mogłaby posłużyć wybitnie złym celom, nie czuć w Ant-Manie grozy totalnego zniszczenia. Może to i lepiej. W końcu opowieść o miniaturowym człowieczku powinna mierzyć swoje zamiary na jego miniaturowe siły.

Ant-Man łączy w sobie planowanie skoku – dla odmiany nie na kasę, a na nowoczesne laboratorium – z lekkim, miłym i przyjemnym, typowo amerykańskim rodzinnym komediodramatem. W efekcie dostajemy właściwie film familijny, zresztą dozwolony dla dzieci powyżej 8 roku życia. Chociaż nie wiem, czy będąc ośmiolatkiem chciałabym patrzeć na to, jak słodka mała owieczka na skutek nieudanego eksperymentu zamienia się w galaretowatą masę.

Kadr z filmu "Ant-Man", reż. Peyton Reed, 2015.

Kadr z filmu Ant-Man, reż. Peyton Reed, 2015.

Nowa produkcja Marvela oferuje nam stosunkowo prostą historię w oprawie ciekawego, chociaż w pewien sposób oczywistego humoru. Oczywistość przyjmuje tutaj zresztą interesującą formę – nasz mały bohater narzuca filmowi pewną specyficzną skalę rozgrywanych wydarzeń, a związane z tym budowanie komizmu na prostych, wydawałoby się przewidywalnych rozwiązaniach jest… zaskakująco skuteczne i naprawdę zabawne. Wygląda na to, że miniaturyzacja i uproszczenia służą Ant-Manowi na wielu płaszczyznach.

Na dobrą sprawę, gdyby rzetelnie rozebrać Ant-Mana na części, szybko okazałoby się, że do bycia wybitnym sporo mu jeszcze brakuje… Czarny charakter, już niemal tradycyjnie u Marvela, nie zwala z nóg. Akcja momentami mogłaby być prowadzona nieco sprawniej, raczej też nie przysłużyła się końcowemu efektowi zmiana scenarzysty w samym środku prac nad filmem… Ale w ogólnym rozrachunku film wypada naprawdę nieźle. Być może to kwestia tła, z którym jest porównywany, albo swego rodzaju powiewu świeżości… Jednak o tym, czy Ant-Man pozostanie jaśniejszym punktem na mapie marvelowego nieba, przekonamy się zapewne przy kolejnej odsłonie przygód maleńkiego bohatera.

Przeczytaj także:

Skomentuj

Ta strona wykorzystuje pliki COOKIES zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki. Dowiedz się więcej.

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close