Kadr z filmu Kobiety pragną bardziej, reż. Ken Kwapis, 2009.

4 niegłupie filmy na Walentynki

by Mila

Jest luty, za chwilę wypadnie w kalendarzu taka dziwna data, kiedy miliony ludzi jednocześnie spędzają wieczór na oglądaniu filmów o miłości – ze sporą przewagą podgatunku komedii romantycznych. A że jest to podgatunek dość specyficzny i przez część widzów niespecjalnie lubiany, spieszę malkontentom na pomoc. Przed wami kulturalny odpowiednik pytania „co zamiast glutenu dać do ciasta” – czyli 4 filmy na Walentynki, które nie są do bólu naiwne, głupie, żenujące ani szkodliwe… a przynajmniej nie w takim stopniu, jak typowe, odcinane od metra romantyczne produkcje.

I tak cię kocham (The big sick), reż. Michael Showalter, 2017

Zacznijmy od świeżaka, bo może jeszcze uda wam się upolować go w kinie. Nominowany właśnie do Oscara za scenariusz oryginalny I tak cię kocham to dość autobiograficzna opowieść snuta przez Kumaila Nanjiani, amerykańskiego stand-upowca pakistańskiego pochodzenia. Polski tytuł odrobinę robi temu filmowi krzywdę… owszem, jest to miły i przyjemny obraz o relacji dwojga ludzi, ale jednocześnie jest też o wielu innych, przyziemnych i poważnych sprawach – o poszukiwaniu własnej drogi na styku dwóch diametralnie różnych kultur, o codziennym stykaniu się z rasizmem, o skomplikowanych rodzinnych relacjach, w których miłość, akceptacja i hołdowanie sztywnym tradycjom stają ze sobą w sprzeczności. To opowiedziana z lekkością i humorem historia mieszanego związku, która zapewni wam 2 godziny dobrej zabawy, a może i przy okazji trochę refleksji nad związkami – nie tylko tymi romantycznymi.

 

Paryż może poczekać (Paris can wait/Bonjour Anne), reż. Eleanor Coppola, 2016

To film najlepszy do oglądania, jeśli jesteście już PO romantycznej kolacji. Oglądanie go na głodnego to istne tortury – co chwilę na ekran wjeżdżają suto zastawione stoły i apetyczne potrawy francuskiej kuchni. Mamy tu klasyczny miłosny trójkąt – oto amerykański producent filmowy i jego żona spędzają wakacje we Francji, ale że mąż jest wiecznie zajęty nawet na urlopie, pod jego nieobecność nieco znudzonej kobiecie skwapliwie wypełnia czas szarmancki Francuz, przyjaciel rodziny. Ale fabularny debiut reżyserski ponad osiemdziesięcioletniej już Eleanor Coppoli to nie tyle historia romantycznej miłości z przeszkodami, co raczej opowieść o poszukiwaniu samej siebie i odkrywaniu w sobie miłości do życia jako takiego. Do dobrego jedzenia też!

 

Zacznijmy od nowa (Begin again), reż. John Carney, 2013

To propozycja przede wszystkim dla fanek Marka Ruffalo… ale i dla wszystkich, którzy lubią delikatne muzyczne filmy. Jeśli podobało wam się Once tego samego reżysera, Zacznijmy od nowa też powinno wam przypaść do gustu – choć tym razem będzie mniej łzawo. Ona (Keira Knightley) właśnie zerwała ze swoim sławnym chłopakiem (Adam Levine) i sama próbuje swoich sił w branży muzycznej. On (Ruffalo) jest producentem i dostrzega jej talent… od tego momentu wszystko mogłoby się potoczyć bardzo sztampowo, ale tak nie jest, a jeśli Carney powiela jakieś schematy, to raczej te słodko-gorzkie z Once, niż te naiwne z klasycznych bajek o miłości.

 

Kobiety pragną bardziej (He’s just not that into you), reż. Ken Kwapis, 2009

Z całego niniejszego zestawienia ten film jest zdecydowanie najbliżej typowej amerykańskiej komedii romantycznej… Ale jednocześnie bardzo celnie i mądrze punktuje pewne desperackie zachowania i naiwne przekonania, którymi ludzie kierują się w relacjach damsko-męskich. Jest brutalnie szczery, obnaża absurdy współczesnego randkowania i epidemię problemów z zaangażowaniem, a jak na komedię romantyczną jest też zaskakująco katarktyczny. A do tego ma iście gwiazdorską obsadę, od Bradleya Coopera po Scarlett Johansson, więc każdy znajdzie tu kogoś, na kim można zawiesić oko.

Jeśli już na samą myśl o wyborze filmu na Walentynki skręca was w środku i najchętniej odpalilibyście raczej Blade Runnera, bez paniki! Spokojnie możecie celować w każdy z powyższych tytułów – wasza bardziej romantyczna druga połówka powinna być usatysfakcjonowana, a i wy spędzicie te dwie godziny milej, niż mogłoby się wam wydawać.

Przeczytaj także: