Kadr z filmu "Król Lew", reż. Rob Minkoff, Roger Allers, 1994.

Gdzie moje groźne małpy, czyli pierwsze wspomnienia z dzieciństwa

Przy okazji Dnia Dziecka naszło mnie trochę na wspomnienia z dzieciństwa. I tak moje myśli powędrowały do pierwszej książki i pierwszego pełnometrażowego filmu, jakie zapisały się w mojej pamięci.

O pierwszym filmie rozmawialiśmy zresztą ostatnio z Tatą i zgodnie orzekliśmy, że był to disneyowski Król Lew. Na dzień dobry więc mój kontakt z kinem zaczął się od potężnego wzruszenia – rzecz jasna śmierć Mufasy, a może bardziej moment, w którym mały Simba zdaje sobie sprawę z tego, co zaszło, zrobił spore wrażenie na czteroletnim brzdącu, jakim wtedy byłam.

Kadr z filmu "Król Lew", reż. Rob Minkoff, Roger Allers, 1994.
Kadr z filmu „Król Lew”, reż. Rob Minkoff, Roger Allers, 1994.

Według Cioci Wikipedii musiał to być rok 1994, kino nazwane na cześć pewnego astronoma mieściło się dosłownie rzut kamieniem od naszej ulicy, w dość może kanciastym, ale za to dziwnie swojskim budynku z lat siedemdziesiątych. Miało tam zostać jeszcze przez 13 lat – potem nastała era wielkich galerii handlowych i sieciówek przesiąkniętych zapachem masowej produkcji popcornu.

Czy w Koperniku sprzedawali popcorn? Nie pamiętam. Pamiętam za to, że to właśnie tam Tata zabierał mnie na kolejne filmy Disneya.

W przypadku pierwszej książki jestem już zdana wyłącznie na siebie – w naszym domu zawsze było tyle książek, że nie sposób ustalić, która mogła wpaść mi w ręce akurat wtedy, kiedy zapisywały się pierwsze trwałe wspomnienia.

Myślę jednak, że moim najwcześniejszym wspomnieniem książki może być Król Maciuś Pierwszy Korczaka. Nie udało mi się go ostatnio odnaleźć w domowej biblioteczce, prawdopodobnie więc od dawna cieszą się nim jakieś inne dzieci… Ale małe detektywistyczne śledztwo w internecie sugeruje, że mogło to być wydanie z 1957 roku, albo może jakiś późniejszy dodruk tego wydania – wyraźnie pamiętam jego niepowtarzalne ilustracje i fakt, że już wtedy książka wydawała mi się cokolwiek używana, wcześniej należała do Mamy.

Zdjęcia znalezione na swistak.pl - książka do kupienia w zawrotnej cenie niemal 500 zł... Mamo, co myśmy zrobili z naszym egzemplarzem??
Zdjęcia znalezione na swistak.pl – a tam książka do kupienia w zawrotnej cenie niemal 500 zł… Mamo, co myśmy zrobili z naszym egzemplarzem??

Ilustracje zapadły mi w pamięć, nijak jednak nie pamiętam treści. Całkiem zresztą możliwe, że te pierwsze wspomnienia pochodzą z czasów, kiedy literki były dla mnie jeszcze ciągiem dziwnych znaczków bez sensu upchanych pomiędzy obrazkami. Trudno powiedzieć, są to wspomnienia dosyć mgliste… ale za to wyraźnie naznaczone wielkimi oczami Maciusia.

wspomnienia z dziecinstwa

Pamiętam, że na początku trochę bałam się tej książki. Teraz Maciuś z nieproporcjonalnie wielką głową wydaje mi się raczej nieco smutny i melancholijny… Ale mam niejasne wrażenie, że z którejś strony tej książki dość upiornie szczerzyli do mnie zęby jacyś przedstawiciele naczelnych. Internet niestety nie chce mi pomóc i żadnych groźnych małp w Królu Maciusiu Pierwszym mi nie pokazuje… Może mi się coś pokręciło? Czy ktoś, kto jest w posiadaniu tego starego wydania, mógłby je przekartkować w poszukiwaniu szympansów? Będę wdzięczna, bo sprawa od pewnego czasu za mną chodzi…

Timon i Pumba do spółki z królem Maciusiem – tak wyglądają moje pierwsze „kulturalne” wspomnienia z dzieciństwa. A jak było w waszym przypadku? Jakie są wasze najwcześniejsze wspomnienia z kina albo domowej biblioteczki?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.