Kadr z filmu Winni, reż. Gustav Möller, 2018
Kadr z filmu Winni, reż. Gustav Möller, 2018

5 filmów, których akcja rozgrywa się w jednym miejscu

Lubię filmy, których akcja dzieje się w jednej lokacji, często w małej, zamkniętej przestrzeni. Z jednego prostego powodu – sięgając po takie kino, minimalizuję ryzyko, że znowu będę musiała narzekać na beznadziejny scenariusz. Kiedy masz raptem kilku bohaterów, jedną lokację i bardzo ograniczony zestaw rekwizytów, scenariusz nie ma prawa być beznadziejny, bo zwyczajnie niczym nie odwrócisz od niego uwagi. Nie schowasz go pod wymyślnym montażem, bajecznymi zdjęciami plenerów ani setką twarzy znanych aktorów. Na bardzo małej przestrzeni i przy małej ilości bohaterów scenariusz jest wszystkim. Musi działać tak, by obronił się jako słuchowisko i nawet bez obrazu wbijał widza w fotel. Jeśli tęsknicie za takimi produkcjami, oto 5 filmów, których akcja rozgrywa się w jednym miejscu:


Locke, reż. Steven Knight, 2013

Mistrzostwo gatunku. Tom Hardy przez półtorej godziny prowadzi samochód i gada przez telefon. Nuda? Nigdy w życiu. Scenariusz jest tak skonstruowany, że nawet jeśli na ekranie widzimy wyłącznie samochód, kawałek drogi i Toma Hardy’ego, Locke praktycznie od początku do końca ciekawi, wciąga i trzyma w napięciu. W pierwszej chwili wydaje się, że bohater ma zupełnie poukładane życie – wraca z pracy, gdzie domyka właśnie ważny projekt, w domu czeka na niego kochająca żona, dwoje dzieci i mecz ulubionej drużyny… Ale wtedy jeden telefon zupełnie zmienia bieg wydarzeń i wywołuje lawinę narastających problemów. Na naszych oczach z każdą kolejną rozmową życie Locke’a zdaje się rozpadać na kawałki… a my kawałek po kawałku odkrywamy prawdę o tym, co się dzieje, i o tym, kim jest nasz bohater.

 

Winni, reż. Gustav Möller, 2018

Duńska świeżynka prosto z kin. Dystrybutor reklamuje Winnych hasłem: 85 minut czystej adrenaliny – i ma rację. Choć przez cały czas tkwimy w biurze, gdzie nieco znudzeni policjanci odbierają telefony alarmowe i wyczekują fajrantu, niemal przez cały seans siedzimy jak na szpilkach. Tutaj też wszystko zmienia jeden telefon – zgłoszenie od porwanej kobiety. Mimo narastającej bezsilności, dyżurujący policjant stara się zza biurka uratować jej życie.

 

Telefon, reż. Joel Schumacher, 2002

Po sekretnej rozmowie ze swoją kochanką Colin Farrell zostaje uwięziony w budce telefonicznej. Co w tym niezwykłego? Jeśli dorzucimy fakt, że celuje do niego snajper-szaleniec, a policja przez przypadek bierze go za mordercę i też ma ochotę do niego strzelać, sytuacja robi się nie do pozazdroszczenia. Telefon to film może nie tak ambitny jak pozostałe w tym zestawieniu, ale w ciasnej budce telefonicznej udaje się zbudować klaustrofobiczny i stresujący klimat.

 

Rzeź, reż. Roman Polański, 2011

Dwie pary rodziców spotykają się przy stole, by porozmawiać o bójce, w jaką wdały się w szkole ich dzieci. Wydawałoby się, że to grzecznościowe spotkanie ludzi na poziomie będzie przebiegało spokojnie… ale sprawy szybko wymykają się spod kontroli, a pogawędka zatroskanych rodziców zamienia się w regularną bitwę na przytyki i złośliwości.  Polański chyba szczególnie lubi takie klimaty i bohaterów zamkniętych na małej przestrzeni – sprawdźcie jeszcze choćby Wenus w futrze, Lokatora czy Wstręt.

 

The Place, reż. Paolo Genovese, 2017

Tajemniczy facet całe dnie i noce siedzi przy stoliku w małej włoskiej kawiarni i przyjmuje petentów. Oni mówią mu, czego najbardziej chcieliby w życiu, on zapisuje to w opasłym notesie, coś w nim sprawdza, a potem w ramach zapłaty wyznacza im do wykonania zadania. Czasem drobne, czasem wymagające poświęcenia, a czasem… kontrowersyjne. Nie wiadomo, kim jest ten człowiek – szarlatanem, psychopatą, bogiem, facetem z magiczną książką pod pachą? Ale w tej bardzo symbolicznej opowieści rozgrywają się ludzkie dramaty i radości, a film stawia pytania o to, jak daleko jesteśmy w stanie się posunąć, by zdobyć to, czego pragniemy. The Place to dzieło reżysera rewelacyjnego Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie – też w większości rozgrywającego się w jednym miejscu.

Jakie jeszcze tytuły dopisalibyście do tej listy?

1 Komentarz

  • Rzeź oglądałam i bardzo mi się podobała! Z takich filmów w jednym miejscu, podobał mi się też „Circle” z 2015 roku. Co prawda zakończenie niejako rozczarowujące, ale to napięcie w filmie i walka z samym sobą (moja jako widza) niezastąpione 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.