Fot. Matt Christine

Depresja nie wybiera. Ty możesz wybrać pomoc

Chciałam napisać tekst o tym, ile razy zdzieranie gardła przy Hybrid TheoryMeteorze przyniosło mi ulgę. I o tym, jak In the end po latach dalej jest dla mnie piosenką zamknięcia paskudnych etapów w życiu. O tym, że dziękuję Chesterowi Benningtonowi za wszystkie te momenty ulgi. Ale mój osobisty sentyment to mało. Tu trzeba podejść do sprawy poważnie.

Światowa Organizacja Zdrowia szacuje, że obecnie na całym świecie ponad 300 milionów ludzi cierpi na depresję. To prawie tyle, ilu jest mieszkańców Stanów Zjednoczonych. Z tych 300 milionów około 15% w którymś momencie popełni samobójstwo. To daje jakieś 45 milionów osób. Tyle, ile mieszka w Polsce i Bułgarii razem wziętych. A to są tylko statystyki dla skutecznych samobójstw… Kolejne miliony w którymś momencie życia podejmą taką próbę. Jeśli te liczby was przerażają, to posłuchajcie tego – liczba chorych na depresję cały czas rośnie.

Według nieoficjalnych szacunków w Polsce na depresję może cierpieć nawet 10% obywateli. Co dziesiąty z nas. A to oznacza, że prawdopodobnie znasz co najmniej jedną taką osobę… i to nie gwiazdę z pierwszych stron gazet, która odważyła się o tym publicznie powiedzieć. Kogoś bliskiego. Matkę, brata, przyjaciółkę, kolegę z pracy, tę sąsiadkę, która tak rzadko ostatnio wychodzi z domu.

Pytanie, czy jesteś w stanie to rozpoznać, zareagować, pomóc. Pomoc w przypadku depresji jest trudniejsza niż choćby w przypadku zawału. Przede wszystkim dlatego, że większość z nas mniej więcej wie, jak wygląda zawał – i że jak najszybciej należy wezwać karetkę. Ale ilu z nas potrafi rozpoznać depresję? A ilu bezmyślnie powiela szkodliwe bzdury rozpowiadane przez rozmaitych coachów i samozwańczych specjalistów od wszystkiego? Wiecie, te bzdury o tym, że depresja to choroba leniwych, niezaradnych egoistów przewrażliwionych na swoim punkcie. Którzy tkwią w niej na własne życzenie – a przecież mogliby po prostu wstać, otrzepać się i postanowić: od dzisiaj nie mam depresji. Od dzisiaj jestem zwycięzcą. Aż dziwne, że ci sami „specjaliści” nie mówią osobom po amputacji: musisz się wziąć do roboty i od razu noga ci odrośnie. Bo to jest mniej więcej ten poziom nie tylko wrażliwości, ale i logiki.

Depresji się nie wybiera, tak jak nikt nie wybiera raka ani Alzheimera. Ona też nie wybiera. Przychodzi po młodych i starszych, bogatych i biednych, pięknych i przeciętnych, po tych, którzy mają wszystko, i po tych, którzy mają bardzo mało. Czasem budzi się w reakcji na jakiś wstrząs – śmierć w rodzinie, traumę z dzieciństwa, moment fizycznego zagrożenia, chorobę, utratę pracy, a nawet niespodziewany sukces. A czasem przychodzi znikąd, kiedy ludziom wokół wydaje się, że masz wszystko i powinieneś być szczęśliwy. Przychodzi, coraz ciaśniej oplata cię swoimi mackami, otula warstwą ciemności, odbiera energię i zdolność cieszenia się czymkolwiek, wykrzywia obraz, który widzisz w lustrze, sprawia, że czujesz się bezsilny, bezwartościowy, niepotrzebny, niegodny ratunku, winny wszystkiego, co złe. Czasem ta pustka boli tak, że chcesz już tylko, żeby przestała. A czasem czujesz się dla bliskich i świata takim niepotrzebnym, brudnym ciężarem, że z łatwością jesteś w stanie uwierzyć, że odchodząc, zrobisz im największą przysługę. Że nawet twoje małe dzieci będą szczęśliwsze, jeśli przestaniesz istnieć.

Depresja jest jak armia demonów, które oplatają twój umysł. Mają różne twarze. Paraliżujący lęk. Obrzydzenie do samego siebie.  Autoagresja. Czasem każą ci krzyczeć i wgryzać się własną skórę, a czasem leżeć godzinami bez ruchu, gapiąc się w sufit i kontemplując czarną otchłań. Z całą armią demonów nie da się walczyć samemu. A szacuje się, że nawet połowa chorych nigdy nie zgłasza się po profesjonalną pomoc. Milcząco akceptują swój stan albo próbują sobie pomóc na własną rękę. Jedni zagłuszają pustkę wycieczką w świat narkotyków i alkoholu. Inni rosnącą liczbą blizn na przedramionach. A jeszcze inni, jeśli akurat urodzili się z jakimś talentem, próbują zamknąć swoje demony w obrazach, książkach, piosenkach… przynajmniej wtedy, kiedy akurat mają dość siły, żeby podnieść się z łóżka.

O związkach depresji ze sztuką można by napisać wiele. O autoterapii sztuką też całkiem sporo, bo przetworzenie tych demonów i zamknięcie ich w jakiejś artystycznej formie może pomóc, choć często nie wystarcza. Można też na tysiącach przykładów analizować, jak artystyczny zapis czyjejś walki komuś innemu pomógł pokonać jego własne demony. Spójrzcie, jak wielu ludzi dziękuje dzisiaj wokaliście Linkin Park. W pewien sposób to pokrzepiające, kiedy ktoś tak tak dobrze potrafi zamknąć w słowach twoją własną ciemność i ciemność tysięcy innych osób. To zdaje się też być dość romantyczne – świadomość, że twój własny ból kogoś mógł wyciągnąć z dołka. Ale depresja koniec końców nie jest romantyczna. I choć zdarza jej się inspirować powstawanie prawdziwych dzieł sztuki, nie uchroni cię przed nią ani uwielbienie tysięcy, ani ich wdzięczność.

Smutno się na to patrzy, kiedy odchodzi ktoś – nawet zupełnie obcy – kto tak celnie potrafił wyrazić i ukoić twoje emocje. Smutno się patrzy na te wszystkie świadectwa i słowa wdzięczności – na ten paradoks artysty: jak wielu ludziom można nieświadomie w życiu pomóc, nie znajdując ratunku dla samego siebie. Jak bardzo samotnym można się czuć, gdy tylu ludzi czuje z tobą niemal intymną bliskość.

Niech to poruszenie i smutek nie pójdą na marne. Rozejrzyj się. Może wokół ciebie ktoś właśnie teraz potrzebuje pomocy. Rozejrzyj się uważnie. Bo może nie będzie o tym wrzeszczał ani pisał wyrazistych piosenek. Może po prostu zupełnie nieromantycznie trochę ostatnio przygasł, przycichł, wycofał się wgłąb siebie. Nie przechodź obok tego obojętnie. Nie bagatelizuj, nie rzucaj frazesów o tym, że jutro będzie lepiej, bo nie będzie. Bądź obok. Nawet milczące wsparcie może dużo znaczyć. Zacznij czytać o depresji. Rozejrzyj się za dobrym specjalistą i profesjonalnymi formami pomocy. I bądź – nawet jeśli wydaje ci się, że niewiele możesz zrobić, bo tu nie pomoże ani masaż serca, ani szybki telefon na pogotowie. Bądź.

A jeśli to ty sam przygasłeś, przycichłeś i świat coraz bardziej wymyka ci się spod stóp – nie bój się prosić o pomoc. Depresja może ci wmawiać, że jesteś najbardziej samotnym człowiekiem na świecie, ale nie musisz się z nią zmagać sam. Zajrzyj tutaj i pozwól sobie pomóc.

Skala depresji we współczesnym świecie jest przerażająca. Ale jeszcze bardziej przerażające jest to, jak mimo tego mało o niej mówimy, ulegamy stereotypom, odwracamy wzrok, jakby to było coś wstydliwego. Nie jest. A przynajmniej nie powinno być. Depresja to choroba jak każda inna – a choroby należy leczyć i edukować społeczeństwo w ich zakresie. Nie wystarczy, że uronimy łzę, kiedy kolejny charyzmatyczny muzyk odejdzie stanowczo zbyt szybko i pod ciężarem stanowczo zbyt dużego bólu. To za mało. Przekujmy tę łzę w coś więcej. Szukajmy informacji. Dzielmy się nimi. Uwrażliwiajmy siebie i innych. Rozglądajmy się wokół. Pomagajmy na małą skalę i wspierajmy odpowiednie instytucje. Ponad 3 miliony ludzi w samej Polsce tego od nas potrzebuje.

3 komentarze

  • Mocny tekst i potrzebny, bo prawdziwa depresja to wciąż tabu, podstępna choroba, a jednocześnie na naszą własną szkodę nadużywane pojęcie. Apatia, zmęczenie, nawet smutek po rozstaniach często są podciągane właśnie pod depresję. W dużej mierze przez to pojęcie o chorobie się rozmywa, nie dostrzega się problemu, a dopiero po fakcie zaczyna się myśleć, że trzeba było działać…

  • Mi się marzy jakiś program edukacyjny, ale taki sensowny i na poważnie, który byłby skierowany do uczniów np. gimnazjów i szkół ponadgimnazjalnych. Żeby już od początku edukować, pokazywać, czym jest depresja (i inne zaburzenia i choroby psychiczne), żeby potem te osoby były już odporne na stereotypu, głupie gadanie pseudospecjalistów, itd. i dostrzegały problemy ze zdrowiem psychicznym jasno i wyraźnie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.