10 rzeczy, które pamiętają tylko najstarsi blogerzy

Kiedyś to było… W Polsce blogowanie zaczęło się stawać popularne w pierwszych latach XXI wieku – i był to bardzo specyficzny, trochę dziki okres, nie do końca przypominający dzisiejsze, wymuskane i sprofesjonalizowane blogowanie. Choć tego bloga prowadzę dopiero (?) od ośmiu lat, śmiało mogę powiedzieć, że jako nastolatka załapałam się jeszcze na tę wczesną falę blogowania. Od 2005 lub 2006 roku pisałam opowiadanie w odcinkach osadzone w świecie Harry’ego Pottera, a wcześniej zdarzyło mi się też współtworzyć fan fiction o pewnym okołorockowym zespole… Jako że trochę zebrało mi się na nostalgię, przed wami dziesięć rzeczy, które pamiętam z tamtych czasów:

1. Blogi z muzyką w tle – wiecie, dla dodania nastroju albo w ramach ścieżki dźwiękowej do opowiadania. Rzecz jasna była to muzyka wgrana na bloga pokątnie, chałupniczo i niezgodnie z prawem… wtedy nikt się nie przejmował takimi rzeczami jak tantiemy czy prawa autorskie.

2. Komentarze zawiadamiające o nowych notkach – to były jeszcze czasy, kiedy o Facebooku i Twitterze mało kto słyszał… Pierwszą rzeczą, jaką robiło się po opublikowaniu wpisu, była wycieczka po zaprzyjaźnionych blogach i spamowanie komentarzami o treści: U MNIE NOWA NOTKA, ZAPRASZAM!

3. Blogi na Onecie i inne darmowe platformy – dziś zakładając bloga, przeważnie od razu zastanawiamy się nad własną domeną i serwerem, ale wtedy mało kto myślał o takich rzeczach. Tym bardziej, że mnóstwo platform oferowało możliwość prowadzenia bloga za darmo, zapewniało zaplecze techniczne, a także jakąś formę promocji ciekawych wpisów wewnątrz platformy. Jedną z największych tego typu platform miał Onet – a dzięki temu, że czasem nawet teksty z bardzo małych blogów trafiały na główną stronę Onetu, można było zaliczyć swoje pięć minut „sławy”. Jak ja z tym tekstem o czytaniu Cortazara.

4. Niekontrolowane reklamy na blogach – korzystanie z darmowych platform miało swoje minusy… Jednym z największych był kompletny brak kontroli nad liczbą i treścią reklam, jakie serwis-matka umieszczał na twoim blogu. Wyskakujące okienka, krzykliwe banery, średnio pasujące do treści linki nałożone na twój tekst… I te reklamy książek, których nigdy bym nikomu nie poleciła… Pamiętam, że to właśnie reklamy, a zwłaszcza irytujące banery z prężącym muskuły Krzysztofem Ibiszem, który doradza, jak być wiecznie młodym, ostatecznie skłoniły mnie do przejścia na własną domenę – jeszcze na długo przed tym, zanim upadek największych darmowych platform zmusił do tego miliony użytkowników.

5. Brzydkie szablony – w tamtych czasach mało kto przejmował się estetyką bloga… a nawet jeśli się przejmował, to kryteria tego, co uważane było za estetyczne, znacznie różniły się od dzisiejszych standardów. W nagłówkach dominowały wielkie obrazki przypominające tapety na pulpit, wiele osób nie przejmowało się neutralnym i ułatwiającym czytanie kolorem tła, stawiając na rozmaite krzykliwe czy nastrojowe odcienie, teksty pisało się tak małym fontem, że bez lupy trudno było to przeczytać, obrazki ładowały się godzinę i miały tendencje do układania się zupełnie nie tak, jak tego chciałeś… Darmowe szablony zazwyczaj były toporne, a samodzielne dostosowanie ich elementów miało w sobie coś z czarnej magii. Stąd też dość popularne były blogi z gotowymi szablonami albo elementami graficznymi do pobrania.

6. Szantażowanie, że nie będzie nowej notki, jeśli pod poprzednim tekstem nie uzbiera się wystarczająca ilość komentarzy. To były czasy, kiedy stosunkowo niewielu blogerów interesowało się marketingiem czy psychologią reklamy… Ale prawie wszyscy mieliśmy ego, które cierpiało na widok wpisów, których nikt nie komentuje.

7. Polecanie innych blogów w panelu bocznym – mam wrażenie, że w tamtych czasach chętniej polecaliśmy swoim czytelnikom inne blogi i pokazywaliśmy im, kogo sami czytamy (może też dlatego, że po prostu czytaliśmy więcej blogów). Wielu z nas miało w panelu bocznym całą listę zaprzyjaźnionych blogów, na które warto zajrzeć – i jest to nieodżałowany element. Chociaż trzeba przyznać, że nie zawsze były to tylko blogi polecane z czystego serca – w tym zakresie funkcjonował wtedy regularny handel wymienny na zasadzie: ty polecisz mnie, ja polecę ciebie.

8. Wszechobecny Comic Sans – dziś używanie tego fontu uchodzi trochę za obciach, ale kiedyś robili to dosłownie wszyscy. WSZYSCY.

9. Pisanie prosto z serca… i bez planu – SEO? A co to właściwie jest SEO? W początkach blogowania, kiedy jeszcze konkurencja w sieci nie była TAK OGROMNA, a jako taką promocję postów zapewniały nam darmowe platformy blogowe, mało kto przejmował się starannym konstruowaniem postów na potrzeby wyszukiwarek i algorytmów. Nierzadko zdarzało nam się zaczynać recenzję książki czy filmu od dwóch akapitów prywaty o czymś zupełnie innym albo poprzedzać odcinek opowiadania jakimś technicznym ogłoszeniem na temat bloga. I mało kto myślał o tym, żeby umieszczać słowa kluczowe w tytule posta, a co dopiero mówić o starannym planowaniu tekstów według wszelkich prawideł internetowego marketingu (który sam był w powijakach).

10. Dyskusje w komentarzach – i ludzie, którzy przed skomentowaniem czytają cały post, a nie tylko nagłówek. To były piękne czasy, kiedy blogi czytało się tak, jak ulubioną gazetę – od deski do deski, a nie tylko w pośpiechu przelatując tekst wzrokiem… i wielu czytelników w reakcji na dobry tekst zostawiało po sobie ślad, co sprzyjało dyskusjom i formowaniu się społeczności.

Blogowanie nieustannie i nieuchronnie się zmienia, w niektórych kwestiach na lepsze, w innych na gorsze – ale ta specyficzna atmosfera raczkującej blogosfery jest nie do podrobienia!

A wy jak długo blogujecie albo czytacie blogi? Czy są wśród was jakieś blogowe dinozaury, które pamiętają jeszcze tamte czasy?

10 komentarzy

  • Obecnego bloga prowadziłam 5 lat, przerwa 2 lata i wróciłam. Pamiętam właściwie wszystkie punkty, które zostały wymienione i szczerze trochę brak tej starej blogosfery

  • Ach, blogowanie na Onecie i te pięć minut sławy! Pamiętam swoją ogromną dumę, kiedy zawitałam też z jednym ze swoich tekstów wśród polecanych. I pamiętam też pisanie maili, że to-warto-polecić, gdy widziałam u znajomych blogerów wartościowe teksty.

    Dla mnie, osoby, która w tamtym czasie tworzyła głównie blogi z własnymi opowiadaniami, nieodłącznym elementem były ocenialnie. Wysyłanie linków do innych blogerów, którzy „specjalizowali” się w ocenianiu – wyglądu, stylu pisania, fabuły opowiadania, elementów zamieszczonych na stronie, a nawet jakichś pierdół, jak liczba komentarzy. To potrafiło nieźle podbudować albo totalnie załamać, ale teraz, wspominając to, głównie myślę o tym z przyjemną nostalgią.

    W każdym razie – miło powspominać te czasy, kiedy zamiast obserwować blogi, dodawałam zakładki do ulubionych, a sama pisałam ludziom „hej, u mnie jest nowa notka/nowy rozdział!”.

    • Pamiętam też, że regularnie robiłam sobie taką blogową „prasówkę” i sprawdzałam po kolei, co tam nowego na wszystkich blogach, które mam w zakładkach 😀

  • Swojego pierwszego bloga założyłam w 2003 roku, też z opowiadaniami 😀 Ale jakość nigdy nie polubiłam się z onetem — moim światem był mylog, brak reklam na blogu i możliwość wysłania sms (za jakieś 3-4 zł), żeby blog mógł być promowany na głównej stronie 🙂 Wymagał co prawda podstaw html, ale za to jakie ładne można było mieć szablony (i uwaga, nawet wysuwane menu 😀 ) Oczywiście ładne, jak na tamte standardy, bo królowały ciemne tła i inne dziwne rzeczy 😀

  • Swojego pierwszego bloga założyłam na stronie z blogami od wp. To było coś, każdy blog wyglądał wtedy tak samo i masz rację ludzie wtedy chętniej czytali zawartość postu a nie tylko nagłówek 🙁

  • W moim przypadku bloguję od ponad 6 lat. Zaczynałem również od darmowej platformy Onetu, a konkretnie Blog.pl i długo trzymałem się tego typu serwisów, ponieważ pisałem i nadal piszę w 100% hobbystycznie. Tak na prawdę gdyby nie ich likwidacja to pewnie do dnia dzisiejszego nie odważyłbym się na przejście na własną domenę. Z racji, że dużo później zaczynałem to wielu z rzeczy nie pamiętam, o których piszesz. Widziałem jednak stare blogi prowadzone na darmowych platformach i faktycznie mocno odbiegały od obecnych trendów oraz „standardów”. Wszystko się zmienia, blogosfera również. Faktycznie kiedyś ludzie pisali tylko z pasji, to było fajne. Dzisiaj trudniej znaleźć takie miejsca tworzone z serca, ale nadal są i miło się odwiedza takie małe przestrzenie w ogromnym wirtualnym świecie. 🙂

  • Jeszcze nałogowe obserwowanie statystyk — zobaczyłem tak, że mnie tutaj xpil maluje na dinozaura. 😉

    Na poważnie to dyskutowałbym z sednem pkt. 9 – to nie konkurencja. Kiedyś pisało się po prostu dla frajdy, a nie dla zysku. Dziś prawie cała sieć pisze dla zysku. Nawet na zwykłym blogu o jeździe rowerem, ktoś coś reklamuje lub sprzedaje, a jak pisze nawet zwykły wpis to może go rozbije na 10 bo będzie 10 razy więcej klików i całe to przeliczanie własnego zaangażowania na „czy to się na pewno opłaca”.
    Cześć blogów kiedyś odkrywała ciekawe osobowości, artystów, nowe tematy – dziś najcześciej to copy&paste i zero twórczego myślenia.
    A na koniec ktoś wydaje książkę z bloga bo same polepszanie warsztatu pisarskiego z pisania dla siebie to za mało – trzeba okrzyknąć się Jackiem Dukajem. Z takim egocentrycznym podejściem trudno wrócić do początków blogowania.

  • Mój pierwszy, pierwszy blog, stanął na Interii, łomatkobosko przeszło 10 lat temu. Nie żeby był on… dobry ani na poważnie, ot dzieciak z szóstej klasy podstawówki założył se bloga i pisał jakieś bzdury. Serio, nie wiem z jakiej paki go założyłem. Teraz nawet nie wspominam, bo aż wstyd.

    Na poważnie pisać zacząłem pięć lat temu (blog kulinarnych zajęć pozalekcyjnych). Mój pierwszy (własny) blog powstał niecały rok później we wrześniu. Obydwa stanęły na WordPressie, którego sobie chwalę. Dwa lata później postawiłem go na własnym hoście, lecz przez awarię wtyczki, parę miesięcy później blog umarł. Jak na upartego bloggera z pasją przystało, nie poddałem się, po kilku miesiącach otwierając kolejny. Było różnie, czasem zapału brakło, jednak człek dalej działa w branży.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.