Jak założyć bloga w 2021 roku (i czy w ogóle warto)?

Czy w 2021 roku warto jeszcze założyć bloga? Regularnie dostaję takie pytania od różnych osób, które kusi wizja rozpoczęcia działalności w internecie – i regularnie gryzę się z tym, co im odpowiedzieć. Bo najlepsza odpowiedź na to pytanie brzmi… TO ZALEŻY. W tym tekście wyjaśniam, od czego (i dlaczego) to zależy i czy blogowanie to na pewno najlepsza dla ciebie forma – oraz podpowiadam, jak zacząć, jeśli już zdecydujesz się założyć bloga.

Dlaczego to zależy? Bo złote czasy blogów były dawno temu

Blogi są super. Ale nie da się ukryć, że dla wielu odbiorców nie są już dzisiaj najbardziej atrakcyjną formą. Nawet ja, która kocham słowo pisane i będę go bronić do upadłego, oglądam znacznie więcej kanałów na YouTubie niż czytam blogów. I nie jestem w tym osamotniona. Wiele osób większość treści w internecie konsumuje raczej w formie wideo, audio lub krótkich postów na Facebooku czy Instagramie. Blogi jako takie od lat już „odchodzą do lamusa” (choć od lat uparcie nie chcą do niego odejść), a coraz więcej miejsca i odbiorców zagarniają dla siebie filmy na YouTubie, podcasty, Instagram, Twitter, TikTok, rozmaite krótkie, dynamiczne i atrakcyjne formy – i nie wygląda na to, żeby coś w tej kwestii miało się w najbliższym czasie zmienić.

To oczywiście nie znaczy, że blogi zaraz umrą i nie ma co nawet dotykać tego tematu. Prasa nadal nie umarła, mimo że jej upadek wieszczy się już od czasów powstania radia. Ale jeśli chcesz działać w internecie, warto się przyjrzeć różnym dostępnym formom i formatom i zastanowić się, czy któryś z nich nie będzie dla ciebie odpowiedni albo nawet bardziej odpowiedni niż pisanie. Powiem więcej – i tak musisz się im przyjrzeć, nawet jeśli z góry wiesz, że najbardziej na świecie chcesz pisać bloga. Brutalna prawda jest taka, że dzisiaj blog bez wsparcia w postaci działalności w social mediach praktycznie nie istnieje i najpewniej przepadnie gdzieś w czeluściach internetu. Blog jest twoją bazą, może być twoim ulubionym miejscem – ale może cię zaskoczyć, jak wiele czasu i wysiłku musisz włożyć w promowanie go w rozmaitych social mediach, żeby w ogóle zaistnieć w świadomości odbiorców i przyciągnąć czytelników na bloga.

Ba, są i tacy, którzy twierdzą, że dziś można być blogerem bez bloga – publikować obszerne teksty na profilu na Facebooku czy działać w innych miejscach. Jest to jakieś wyjście i wiele osób doskonale sobie w ten sposób radzi, choć ja nie jestem fanką takiego podejścia… Blog na własnej domenie daje ci bezpieczeństwo i jako taką niezależność od kaprysów wielkich platform. Co prawda raczej nie zanosi się na to, żeby Instagram, YouTube czy Facebook nagle zniknęły z rynku, ale twoje konto w takich platformach może nagle zniknąć lub z takich czy innych względów zostać chwilowo zamknięte – i jeśli nie masz własnej strony, nagle tracisz dostęp do swoich odbiorców i do efektów swojej dotychczasowej pracy.

Biorąc to wszystko pod uwagę, warto dziś myśleć o blogu jak o jednym z filarów twojej działalności i oswoić się z tym, że równolegle trzeba będzie działać także w innych miejscach. Wiem, co teraz czujesz – ja na samą myśl o stanięciu przed kamerą i nagrywaniu filmów na YouTube czy TikToka dostaję palpitacji serca… Ale spokojnie, nie każdy musi być gwiazdą YouTube’a (choć bycie gwiazdą YouTube’a zdecydowanie nie zaszkodzi twojemu blogowi). Warto się zastanowić nad swoimi predyspozycjami i nad tym, jak możesz wykorzystać swoje różne talenty i różne platformy do budowania społeczności wokół swojego bloga.

Założyć bloga – ale jakiego i po co?

Dobrze jest odpowiedzieć sobie na pytanie, po co ci właściwie blog. Czy będzie osobisty, czy firmowy? Czy będzie promował twoją firmę albo twoje produkty, czy może będzie wyrazem twojego hobby? Czy ma pomóc budować twój wizerunek? Czy ma ci pomóc podbić świat i zarobić miliony? A może po prostu ma być narzędziem do poukładania twoich myśli na jakiś temat?

Blog może służyć rozmaitym celom – warto wiedzieć, jakie są twoje, bo one w pewnym sensie przełożą się na to, jak (a czasem i jak długo) będziesz działać i prowadzić bloga. Jeśli blog ma być narzędziem w biznesie czy budowaniu wizerunku, pisz śmiało. Firmowe blogi bywają specyficzne, ale są dobrą bazą do budowania zaufania, pozycjonowania firmy, zdobywania klientów i sprzedaży produktów czy usług. Nawet jeśli nie podbijesz całego internetu, to w twojej niewielkiej niszy czy w kontaktach z wąską grupą klientów nawet mały blog może być bardzo przydatnym narzędziem.

Jeśli zaczynasz od zera i bez konkretnego pomysłu na biznes, ale z tyłu głowy myślisz o perspektywie milionów czytelników i monetyzacji bloga – to też w porządku. Ale nie zapomnij sobie zadać ważnego pytania: czy pisałbyś tego bloga także wtedy, gdy nikt by ci za to nie płacił, a czasem nawet nikt by go nie czytał? Mogą minąć tygodnie, miesiące albo nawet całe lata, zanim zbudujesz wokół bloga społeczność odbiorców. I czasem drugie tyle, zanim ktoś zechce ci zapłacić za reklamę albo chociaż wysłać darmowy produkt do przetestowania. Przy obecnym nasyceniu blogosfery droga od blogera do milionera jest już tak zatłoczona, długa i wyboista (nigdy zresztą nie była prosta), że do mety dotrą naprawdę nieliczni. Jeśli więc szukasz łatwego zarobku, to albo jesteś geniuszem z innowacyjnym pomysłem i ogromną wytrwałością… albo możesz się mocno rozczarować. Lepiej się nastawić na maraton niż sprint i pamiętać o tym, że zamienienie bloga w swoje podstawowe źródło dochodu jest dużo trudniejsze, niż mogłoby się wydawać.

Jeśli z kolei myślisz o blogu czysto hobbystycznie i po prostu chcesz się dzielić swoimi myślami z resztą świata, nie zważając na statystyki czy pieniądze – pisz śmiało, najpewniej będziesz najbardziej usatysfakcjonowanym z blogerów. Hobbystyczne blogowanie jest cudowne – schody zaczynają się zazwyczaj dopiero wtedy, kiedy włącza ci się ambicja i poczucie obowiązku. A nie oszukujmy się… prawie każdemu prędzej czy później jednak się włącza. Sama dość długo oszukiwałam się, że piszę tylko dla siebie – ale jednocześnie frustrowały mnie stojące w miejscu statystyki i małe zaangażowanie odbiorców. Dlatego warto być ze sobą szczerym – w pragnieniu, żeby twój blog na kogoś wpłynął, rozwinął się czy podbił świat, nie ma nic złego, warto jednak to pragnienie zaakceptować, a nie oszukiwać się, że jest inaczej.

Jak założyć bloga w 2021 roku?

Jeśli po tym wszystkim, co napisałam powyżej, nadal kusi cię założenie własnego bloga, oto kilka ważnych rzeczy, o których warto pomyśleć na samym początku działalności:

Jasno zdefiniowany temat przewodni

O ile nie jesteś Tomem Hiddlestonem, którego ja i miliony innych ludzi chcielibyśmy słuchać, nawet gdyby jednego dnia mówił o teatrze, następnego relacjonował życie żuków gnojarzy, a potem jeszcze radził, które szczoteczki do zębów są najlepsze – na początku potrzebujesz konkretnego i jasnego do zdefiniowania tematu przewodniego dla swojego bloga. Im bardziej konkretny temat, tym łatwiej zbudować wokół bloga społeczność, bo ludzie wiedzą, czego się po tobie spodziewać, i jeśli podoba im się twój dzisiejszy tekst, mogą bezpiecznie zakładać, że jutrzejszy będzie podobny i też przypadnie im do gustu. Dobry motyw przewodni to taki, który pozwala opisać twojego bloga jednym zdaniem. Ja na przykład piszę głównie o kulturze. A twórcy, których śledzę najchętniej, siedzą głęboko w temacie filmów albo social mediów.

Nie twierdzę oczywiście, że nie możesz łączyć kilku pokrewnych tematów, czasem wypowiedzieć się o czymś zupełnie innym albo wraz z rozwojem bloga trochę dywersyfikować rejony, w które się zapuszczasz – strzelałabym sobie w stopę, bo i na tym blogu znajdziecie jednocześnie teksty o superbohaterach, feministycznych książkach, brytyjskim teatrze i jak widać na niniejszym przykładzie, o blogowaniu. Ale to wszystko zebrane razem powinno mieć ręce i nogi i być w miarę spójne, przepuszczone przez twój charakterystyczny filtr, krążące jakoś wokół motywu przewodniego.

Motyw przewodni może być zdefiniowany z różną szczegółowością. Możesz na przykład pisać o kinie w ogóle – albo wyłącznie o kinie azjatyckim. Obie opcje mają swoje zalety. Pierwsza ma szansę trafić do większej grupy odbiorców. Druga ma szansę zbudować mniejszą, ale za to bardzo konkretnie zorientowaną (i być może bardziej aktywną) społeczność. Nie mówiąc już o tym, że im bardziej niszowy temat, tym łatwiej zostać w nim specjalistą.

Istnieje oczywiście cała kategoria blogów lifestyle’owych – a lifestyle to bardzo pojemne pojęcie. Ustaliliśmy już jednak, że nie jesteś Hiddlestonem (w przeciwnym wypadku koniecznie odezwij się do mnie!) – a jeśli na wejściu nie masz ogromnej rzeszy fanów, to nikogo raczej nie będzie interesowało, co jesz na śniadanie i gdzie chodzisz do obuwniczego… o ile nie opakujesz tego w atrakcyjny, spójny temat przewodni. Bo jeśli na przykład piszesz o życiu przez pryzmat biegania, to pewnie znajdą się ludzie, których zainteresuje zawartość twojej owsianki i model butów, który polecasz. Albo jeśli piszesz o byciu eko, informacja o tym, jakie ekologiczne produkty jesz na śniadanie albo który producent butów zostawia najmniejszy ślad węglowy, będzie istotna dla osób, które podzielają twoje podejście do świata. Na lifestyle bez żadnego motywu przewodniego mogą sobie pozwolić celebryci albo ci blogerzy, którzy dawno ugruntowali sobie pozycję, pisząc o czymś konkretnym, i sami stali się właściwie celebrytami, bo na tym etapie oni sami w sobie są motywem przewodnim. Czasy pisania internetowych pamiętniczków o wszystkim i o niczym są już dawno za nami, a rynek jest dziś tak nasycony, że jeśli nie masz konkretnych zainteresowań, nie patrzysz na świat pod bardzo konkretnym kątem albo nie masz bardzo charakterystycznego stylu, zwyczajnie zginiesz w tłumie.

Dobra nazwa

Dobra nazwa dla bloga to podstawa – najlepiej łatwa do zapamiętania, związana z tym, o czym piszesz (albo bezpośrednio z tobą), i taka, która zostanie z tobą na długo, wokół której można budować markę. Pod tym względem nie bierz przykładu ze mnie… Mi w życiu naprawdę wyszła tylko jedna nazwa i to taka, którą posługuję się wyłącznie do celów administracyjnych i w kontaktach z urzędami. Z nazwami moich blogów od zawsze mam skomplikowane relacje – najpierw jestem w nich zabójczo zakochana, potem zapał słabnie, a ostatecznie zaczynam w nie wątpić i intensywnie rozmyślać nad zmianą. Gdyby nie to, że trzeba by zmieniać domenę i od nowa pozycjonować się zarówno w wyszukiwarkach, jak i w głowach odbiorców, pewnie zmieniałabym nazwę bloga co miesiąc. Zmiana nazwy w trakcie działalności jest jednocześnie bardzo prosta i bardzo trudna – niby wystarczy kilka kliknięć, ale im dłużej działasz, tym trudniej zdobyć się na ten krok, bo wiąże się on z szeregiem konsekwencji, od tego, że niektóre twoje teksty wypozycjonowały się wysoko w Google i szkoda to stracić, przez znajomość twojej marki wśród odbiorców, po fakt, że trochę głupio tak zmieniać nazwę, jeśli pod starą objąłeś patronatem kilka głośnych książek czy wydarzeń. Dobrze więc przemyśl swoją nazwę, biorąc pod uwagę to, o czym zamierzasz pisać i kto stanowi twoją grupę odbiorców.

Lista tematów na początek

Wiesz, że większość zakładanych blogów zawiesza swoją działalność już po pierwszym, powitalnym wpisie? Łatwiej nie stracić zapału, jeśli masz z góry przygotowanych kilka pomysłów na teksty. Zrób sobie listę ciekawych tematów na początek, notuj pomysły, które przychodzą ci do głowy – to przydaje się nie tylko na starcie, ale też w momentach, kiedy stracisz wenę. Zadawaj sobie pytania o to, co może nurtować twoich odbiorców, czego chcieliby się dowiedzieć czy nauczyć. Teksty odpowiadające na jakiś problem (taki jak ten, który właśnie czytasz) świetnie się sprawdzają, bo ludzie aktywnie szukają takich informacji. Oczywiście tworzenie poradników nie zawsze jest łatwe czy wręcz możliwe – bloguję o kulturze, więc coś o tym wiem. Dobrze jest jednak zastanowić się, co może ciekawić twoich odbiorców, z czym mogą się oni utożsamiać. Niekoniecznie chodzi o to, żeby każdy tekst był dyktowany tym, czego twoim zdaniem chcą ludzie – bo to ty masz coś do powiedzenia i czasem możesz mieć do powiedzenia coś takiego, o czym twoi odbiorcy jeszcze nawet nie wiedzą, jak bardzo tego potrzebują. Warto się jednak przyglądać swoim czytelnikom i wsłuchiwać w ich głosy.

Możesz też oczywiście pisać, co ci się żywnie podoba, i liczyć, że w końcu trafi swój na swego i znajdą cię ludzie, którzy myślą podobnie… Ja na przykład jestem mistrzynią pisania tekstów, które obchodzą chyba tylko mnie – i czasem zupełnie mi to nie przeszkadza, skoro pisanie na dany temat sprawia mi przyjemność albo jest dla mnie ważne. Ale musisz pamiętać o tym, że jeśli nie znajdziesz klucza do głów i serc swoich potencjalnych czytelników, twój blog raczej za bardzo się nie rozwinie.

Dobrym pomysłem jest przygotowanie sobie bazy choćby kilku artykułów pod SEO – czyli zawierających umiejętnie wykorzystane słowa kluczowe, które pomogą ci się wypozycjonować w wyszukiwarkach i w ten sposób ściągać na bloga czytelników. To bywa łatwiejsze lub trudniejsze w zależności od tego, o czym (i o jak wielu tematach) jest twój blog – łatwiej się wypozycjonować, jeśli piszesz o czymś praktycznym, czego ludzie aktywnie szukają w internecie: o tym, jak oszczędzać pieniądze czy jak zrobić najmodniejsze żelowe paznokcie, niż jeśli snujesz filozoficzne rozważania o naturze wszechświata. Nie lekceważ SEO, nawet jeśli wydaje ci się, że twój blog do niego nie pasuje – nie musisz w ten sposób pisać każdego posta, ale parę takich tekstów może ci pomóc pozyskać nowych czytelników.

Postaraj się wyróżnić – ale nie szukaj oryginalności na siłę, bo jej nie znajdziesz

Wiem, że to nie jest łatwe. Rynek jest nasycony i prawdopodobnie istnieją już blogi absolutnie o wszystkim – jest pierdyliard blogów już nie tylko o gotowaniu, ale i o gotowaniu bez glutenu, a pewnie nawet i o gotowaniu bez glutenu na parze. Twoją konkurencją będzie nie tylko nisza, ale i nisza wewnątrz niszy. Zawsze jednak możesz spojrzeć na dany temat pod jakimś nowym kątem, wyróżnić się formą, osobowością, językiem albo oryginalnym formatem.

Musisz też wyrobić w sobie odporność na ten okropnie nieprzyjemny lęk, że twój pomysł jest wtórny. Żyjemy w takim świecie, że już od bardzo, bardzo dawna nie da się być w 100% oryginalnym – prawie na pewno ktoś już zrobił to, co ty chcesz zrobić, i prawie na pewno motywy, które chcesz wykorzystać, zostały już użyte na tysiąc sposobów. Sama mam taką swoją blogową Nemezis, blogerkę, którą swoją drogą uwielbiam, ale która regularnie wyprzedza mnie w opublikowaniu tekstu, który właśnie chciałam napisać – wpada mi do głowy jakiś fajny, wydawałoby się, że dość niszowy pomysł, a zanim zdążę wstać z kanapy i doczłapać do komputera, by zacząć go pisać, moja Nemezis już wrzuca tekst o tym samym na swojego bloga. Takie sytuacje bywają ogromnie frustrujące, niejeden raz sprawiły, że porzuciłam napisanie swojego tekstu, żeby uniknąć wrażenia plagiatowania kogoś… Ale jeśli za bardzo ulegamy takiemu lękowi przed wtórnością, możemy utknąć w miejscu i niczego już nie napisać. Wszystko już było – ale to nie znaczy, że nie jesteś w stanie spojrzeć na temat pod innym kątem albo chociaż nadać mu swojego własnego charakteru. Jeśli postarasz się szukać tych swoich osobistych wyróżników i wnosić wartość dodaną czy swoje doświadczenia, nawet bardzo oklepany temat może się stać dla twojej publiczności ciekawy, bo będzie przepuszczony przez twoje charakterystyczne filtry wrażliwości czy pomysłowości.

Technikalia: własna domena i serwer, ładny szablon

Jeśli zamierzasz pisać hobbystycznie i nie wiesz, na jak długo wystarczy ci zapału, pewnie nie musisz inwestować we własne serwery i na początek w zupełności wystarczy ci blog na jednej z darmowych platform do blogowania (których jeszcze kilka się ostało). Jeśli natomiast zakładasz bloga firmowego albo poważnie myślisz o zarabianiu na blogu, własna domena i serwer to podstawa. To oczywiście wiąże się z pewnymi kosztami, zazwyczaj w granicach kilkuset złotych rocznie – w moim przypadku utrzymanie serwera i domeny to koszt około 350 zł rocznie. Jeśli wiążesz swój blog z jakimkolwiek prowadzeniem biznesu, warto w to zainwestować – strona na własnej domenie robi dużo bardziej profesjonalne wrażenie, masz też większą kontrolę nad tym, jak będzie się prezentować, a także czy i jakie pojawią się na niej reklamy.

Książki rzekomo nie powinno się oceniać po okładce, a bloga po szablonie… Ale to bzdura. W rzeczywistości nasze mózgi wyrabiają sobie jakieś zdanie na temat bloga już w oparciu o sam jego wygląd, zanim w ogóle zaczniemy czytać – dobrze jest więc zadbać o to, żeby blog raczej przyciągał wyglądem, niż nim odstraszał. Wiele tu zależy od twojego osobistego poczucia estetyki, ale dobrze, żeby blog był przejrzysty i wygodny do czytania, a jeśli na dodatek będzie ładny, prawdopodobnie będzie sprawiał wrażenie bardziej profesjonalnego. Wyobrażam sobie, że można by skutecznie sprzedać czytelnikom także bardzo brzydkiego bloga, jeśli to element większej koncepcji artystycznej i budowania wizerunku – tak jak autorzy niektórych kanałów na YouTubie celowo źle lub dziwacznie montują filmy – ale takie rzeczy trzeba robić bardzo świadomie i w przemyślany sposób. Jeśli nie masz zadatków na eksperymentatora, lepiej postaw na sprawdzone, przejrzyste szablony pasujące do treści i formy twoich wpisów – jeśli mają eksponować dużo zdjęć, niech będą do tego dobrze przystosowane, jeśli piszesz długie teksty, niech krój, rozmiar i kolor fontu nie utrudniają czytania.

Regularne publikacje

Jeśli wrzucasz jeden tekst raz na pół roku, może ci być trudno zbudować wokół bloga zaangażowaną społeczność. Czytelników bloga trzeba regularnie dokarmiać nowymi treściami – inaczej szybko o tobie zapomną, bo o ich uwagę konkuruje mnóstwo innych blogów i źródeł rozrywki czy informacji. Jeśli wspomagasz bloga kanałami w social mediach, tam regularne publikacje dokarmiają algorytm, który decyduje o tym, kto, kiedy i jak często będzie widział twoje posty.

Co to znaczy „regularne publikacje”? Nie ma na to jednoznacznej odpowiedzi i wiele zależy od charakteru twojej działalności, nakładów pracy, jakie pochłania jeden materiał, a także od konkretnego rodzaju platformy czy nawet rodzaju postów. Twitter czy relacje na Instagramie są stworzone raczej do codziennego zaangażowania, na blogu czy YouTubie można sobie wypracować na przykład cotygodniowy rytm dodawania nowych treści. Metodą prób i błędów w końcu dojdziesz do tego, jaka regularność działa najlepiej dla ciebie i twoich odbiorców.

Niektórzy eksperci od blogowania utrzymują, że dobry bloger powinien publikować co najmniej trzy teksty tygodniowo, żeby utrzymać zainteresowanie czytelników… Ale ja dodałabym do tego zastrzeżenie, że to zależy: od blogera i tego, jakie teksty pisze. Ja na przykład (jak widać na poniższym przykładzie) lubię długie, wyczerpujące, nierzadko wymagające dużego researchu teksty – i napisanie takich trzech tekstów w tygodniu przy uwzględnieniu faktu, że bloguję po godzinach pracy, wydaje się dosyć nierealne. Próbowałam to robić. Ale łączenie tak intensywnego blogowania z pracą na etacie sprawiło, że prawie zajechałam się do granic możliwości. Trzeba sobie dobrze wyważyć potrzeby czytelników, plany na rozwój bloga i własne możliwości. Blogowanie to nie praca w kopalni albo na ostrym dyżurze, ale potrafi pochłaniać długie godziny i całkiem sporo sił, wymaga ogromnego zaangażowania – udawanie, że jest inaczej, i wymaganie od siebie cudów może tylko sprawić, że się sfrustrujesz i zapragniesz rzucić to wszystko i uciec w Bieszczady.

Musisz znaleźć swój własny rytm, pamiętając zarówno o czytelnikach i algorytmach, jak i o swoich możliwościach przerobowych. Warto też pamiętać, że dokarmianie twoich odbiorców to nie tylko teksty na blogu. Łączenie bloga z profilami w social mediach z jednej strony dokłada nam nieco pracy, ale pozwala też dokarmiać społeczność mniejszymi formatami w czasie, kiedy nie publikujesz niczego na blogu – krótki status na fanpage’u na Facebooku czy relacja na Instagramie zajmują mniej czasu, a pozwalają utrzymać cię w świadomości odbiorców i ich angażować.

Obecność w social mediach

Ustaliliśmy już, że twoja obecność w social mediach jest właściwie niezbędna – ale czy musisz być wszędzie (i jak masz znaleźć na to czas)? Tu znów są różne szkoły – jedni powiedzą ci, że masz być absolutnie wszędzie, bo na każdej platformie znajdziesz trochę inną publiczność i nigdy nie wiesz, gdzie trafisz na żyłę złota… Inni doradzą ci wybranie dwóch, może trzech kanałów i skupienie się na nich. Ja praktykuję raczej tę drugą formę – poza blogiem jestem najbardziej aktywna na Instagramie, staram się też dokarmiać swoich odbiorców na Facebooku – ale myślę, że nie zaszkodzi od czasu do czasu spróbować nowej platformy i zobaczyć, jak się na niej czujesz i czy twoje treści dobrze się na niej odnajdują. Warto być w kilku miejscach, ale też nie warto szaleć i być wszędzie, zwłaszcza jeśli jakaś platforma ewidentnie ci nie odpowiada. Ja nie bardzo umiem sobie wyobrazić, co z moją introwertyczną osobowością mogłabym robić na YouTubie czy TikToku, szybko też znienawidziłam Twittera – ale za to Instagram okazał się miejscem, w którym czuję się bardzo dobrze i które całkiem nieźle mi się rozwija.

Pamiętaj też o ważnym blogowym lifehacku: nie musisz mieć osobnych treści na każdą platformę. Jeśli funkcjonujesz w kilku miejscach, trudno byłoby na każdej platformie publikować coś zupełnie innego. Jasne, specyfika niektórych platform wymaga pewnego dostosowania treści, a zwłaszcza formy, w jakiej je podajesz – ale pamiętaj, że tę samą treść możesz opublikować równocześnie na kilku platformach. Możesz też zastosować coś, co nazywam recyklingiem treści – przerobić stary tekst na blogu na kilka postów na Facebooku czy Instagramie, wyciągnąć kilka cytatów z blogowego tekstu i puścić je na Twitterze, rozwinąć lubiany post z social mediów i rozbudować go na blogu. Nie martw się tym, że będziesz się powtarzać i że kogoś to zrazi – zaskakująco niewielki procent twoich odbiorców śledzi cię jednocześnie na wszystkich platformach, a nawet ci, którzy tak robią, mogą nie zobaczyć niektórych twoich postów ze względu na działanie algorytmów. Prawdopodobnie więc mało kto zauważy, że wykorzystujesz tę samą treść w różnych miejscach.

Przedstaw się

Czasy anonimowego pisania blogów już dawno minęły – dzisiejsi odbiorcy chcą wiedzieć, z kim mają do czynienia. Jeśli się przedstawisz chociaż w kilku słowach i pokażesz swoją twarz, masz też większą szansę, że odbiorca, który raz czy drugi do ciebie trafia, łatwiej cię zapamięta. Nic nie stoi na przeszkodzie, by używać pseudonimu, ale ważne, żeby odbiorca miał w głowie miał jakieś wyobrażenie tego, kto do niego pisze – to buduje twoją rozpoznawalność, ale i zaufanie odbiorców do ciebie.

Warto też pomyśleć o krótkim przedstawieniu swojej internetowej działalności – w ostatnich latach popularne stały się zakładki typu „Pierwszy raz na blogu?” albo „Zacznij tutaj”, gdzie twórcy w kilku zdaniach opowiadają o swoim blogu i o tym, czego można się po nim spodziewać. W ten sposób ktoś, kto trafia na twojego bloga przypadkiem, na przykład z wyszukiwarki, może się szybko zorientować, czy znajdzie u ciebie więcej treści, które go zainteresują.

Przygotuj zakładkę „Współpraca”

Jeśli marzy ci się zarabianie na blogu, daj temu wyraz. Oczywiście nie chodzi o to, by być nachalnym, ale warto zaznaczyć swoją otwartość na nawiązanie współpracy. Dobrze sprawdza się w tej roli zakładka „Współpraca” – potencjalny partner czy reklamodawca od razu wie, że można się w tej sprawie do ciebie odezwać, i wie, gdzie ma się kierować po więcej szczegółów. W takim miejscu warto zamieścić krótki opis bloga, informacje o zainteresowaniach twoich odbiorców, o tym, jakiej współpracy najchętniej się podejmiesz (ja np. lubię recenzować książki). Jeśli nie masz oporów przed publicznym ujawnianiem takich informacji, możesz też zamieścić w tej zakładce kilka rzeczy przydatnych dla potencjalnych partnerów: w miarę świeże statystyki bloga i zaangażowania twoich odbiorców w social mediach, a nawet cennik dla poszczególnych form współpracy.

Pamiętaj jednak, że współpraca na blogu to nie taka prosta sprawa, jak może się wydawać. Nie oczekuj, że od razu wszyscy będą chcieli ci dawać rzeczy za darmo albo płacić ci za artykuły czy zdjęcia na Instagramie. Wypracowanie sobie takiej pozycji wymaga trochę czasu, systematycznej pracy, dbania o wiarygodność – a czasem też po prostu nieco szczęścia. Warto też pamiętać, że poleganie na współpracach z markami nie jest jedyną formą zarabiania na blogu – zainteresuj się takimi formami jak prowizje, programy partnerskie, własne produkty czy wsparcie ze strony twojej społeczności.

Wytrwałość

Na koniec najważniejsza sprawa: wytrwałość. Po tym wszystkim, co tu napisałam, pewnie zdajesz już sobie sprawę, że bez wytrwałości daleko nie zajdziesz. Blogowanie to wspaniała sprawa – ale to też praca, która wymaga wysiłku, to zajęcie, które czasem bywa bardzo frustrujące, czasem sprawia, że wątpisz w siebie. Potrzebujesz wytrwałości i wewnętrznej motywacji do pisania bloga, zwłaszcza na początku swojej drogi, ale nie tylko. Poleganie wyłącznie na wizji nagrody w postaci tysięcy lajków i milionów na koncie to może być za mało w sytuacjach, kiedy wszystko idzie nie tak, a statystyki bloga nijak nie chcą rosnąć. Musisz lubić pisać. Musisz chcieć to robić, nawet wtedy, kiedy rezultaty są dalekie od wymarzonych. A takie momenty będą się zdarzać, nie tylko na samym początku – bo nawet po spektakularnym sukcesie może się zdarzyć okres przestoju albo niepowodzenie.

Jeśli więc nadal zadajesz sobie pytanie, czy warto założyć bloga w 2021 roku, odpowiedź jest prosta: warto – pod warunkiem, że masz w sobie wystarczająco dużo motywacji i wiesz, co cię czeka. Mam nadzieję, że ten tekst pomoże ci postawić pierwsze kroki!

2 komentarze

  • Bardzo fajny, wyczerpujący tekst. Z tego wszystkiego najważniejsze jest chyba czerpanie przyjemności z pisania. To widać i czuć, że bloger pisze na siłę, o wiele przyjemniej czyta się teksty pasjonatów.

    Myślę, że tradycyjne blogi nie umrą jeszcze długo.

  • Bardzo wartościowy tekst! Gdybym nie miała bloga, właśnie biegłabym go zakładać. 😉
    No i zgadzam się w pełni co do powodów, dlaczego własny blog jest wciąż dobrym pomysłem. Akurat niedawno pisałam o tym, dlaczego jeszcze nie zrezygnowałam z bloga, chociaż niewiele na nim piszę.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.