Kadr z filmu Fantastyczne Zwierzęta: zbrodnie Grindelwalda, reż. David Yates, 2018.
Kadr z filmu Fantastyczne Zwierzęta: zbrodnie Grindelwalda, reż. David Yates, 2018.

Sztuka pisania fan fiction [feat. J.K. Rowling, Fantastyczne zwierzęta 2 i Przeklęte dziecko]

Zdarza się wam czasem zanurzyć w stworzonym przez pisarza świecie tak bardzo, że zupełnie nie macie ochoty go opuszczać? Nawet, kiedy odkładacie książkę, cały czas eksplorujecie ten świat – zastanawiacie się już nie tylko nad tym, co rzeczywiście pojawiło się na kartach powieści, ale też nad tym, co mogłoby się na nich pojawić. Co będzie dalej, co by było, gdyby w tym czy innym momencie bohater podjął inną decyzję, co mogło się dziać gdzieś na obrzeżach głównego wątku czy w życiu pobocznych bohaterów. Jeśli ekscytują was takie rzeczy – jesteście świetnymi kandydatami do pisania własnych opowiadań z gatunku fan fiction.

Fan fiction to taki uroczy rodzaj twórczości, który wyrasta na styku świata powołanego do życia przez poczytnego pisarza i wyobraźni fanów, którą udało mu się całkowicie zawładnąć. To też rodzaj kreatywnej rozrywki, który pozwala tak piszącemu fanowskie opowiadania, jak i jego własnym czytelnikom, wypełnić czymś czas oczekiwania na kolejne oficjalne tomy czy ekranizacje książek pisarza, zrealizować swoje nadzieje na dalszy rozwój fabuły – a przy okazji niekiedy pogłębiać tło psychologiczne bohaterów czy zaoferować nowe spojrzenie na dany wątek czy sytuację.

To jest materiał fanfik, który chciałabym przeczytać. Kadr z filmu Fantastyczne Zwierzęta: zbrodnie Grindelwalda, reż. David Yates, 2018.

Niekwestionowaną królową fan fiction już niemal od 20 lat jest J.K. Rowling. Swoimi książkami uczyła nas nie tylko wrażliwości na innych i tolerancji, nie tylko tego, że czytanie jest fajne – ale dla wielu z nas stworzone przez nią magiczne uniwersum stało się też literackim poligonem doświadczalnym. Bez reszty wciągnięci w jej świat pisaliśmy do szuflady albo na niezliczonych blogach, snuliśmy swoje własne opowieści o młodych Huncwotach, tajemniczych krewnych Voldemorta, zaginionym rodzeństwie Harry’ego Pottera albo młodym pokoleniu czarodziejów, które miało dopiero nadejść.

Rowling nigdy nie miała problemu z tym, jak wiele osób pożycza sobie jej świat i jej bohaterów do opowiadania własnych historii. Oficjalnie oświadczyła, że jej to pochlebia – a powołując do życia Pottermore i ujawniając coraz więcej szczegółów, wręcz prowokowała nas do tego, by je wykorzystywać.

Wygląda na to, że w ostatnich latach relacja J.K. Rowling z fan fiction weszła na kolejny poziom. Po tym, jak nauczyła nas maniakalnie czytać książki i z wypiekami na twarzach pisać własne opowiadania, tym razem autorka postanowiła chyba osobiście pokazać nam, jak się pisze potterowe fan fiction.

Kadr z filmu <em>Fantastyczne Zwierzęta: zbrodnie Grindelwalda</em>, reż. David Yates, 2018.
Ewidentny wstęp do fan fiction pióra samej Królowej. Kadr z filmu Fantastyczne Zwierzęta: zbrodnie Grindelwalda, reż. David Yates, 2018.

Bo jak inaczej nazwać to, że oficjalnie włączyła do kanonu Przeklęte dziecko – sztukę wywracającą historię niektórych bohaterów do góry nogami i napisaną tak… że 15 lat temu czytałam lepsze potterowe opowiadania pisane przez nastolatki. Albo jak inaczej nazwać to, że Rowling sięgnęła w przeszłość i najpierw dała nam rozgrywające się w latach 20. Fantastyczne Zwierzęta i historię Newta Scamandera… a potem sama w drugiej części postawiła część swoich oryginalnych bohaterów na głowie, zmieniając im wiek, pochodzenie i historię rodzinną. Jak tak dalej pójdzie, niedługo w przypadku Rowling będzie trudno mówić o kanonie, skoro kanon sam bywa ze sobą sprzeczny… Ale dziś nie o tym. Dziś o tym, jak się tworzy fan fiction – na przykładzie między innymi materiałów sygnowanych przez Rowling.

Zbytnia ingerencja w życie pierwszoplanowego bohatera i główne wątki kanonicznych powieści jest dość ryzykowna – dlatego najczęściej autorzy fan fiction szukają dla siebie miejsca trochę bardziej na obrzeżach ulubionej historii. Najpopularniejsze szkoły pisania fan fiction obejmują:

– odwrócenie perspektywy – tego akurat jeszcze Rowling nie zrobiła, a szkoda, bo świat widziany oczyma Voldemorta czy chociaż Grindelwalda mógłby być ciekawy. Odwrócenie perspektywy pozwala nam spojrzeć na wydarzenia z punktu widzenia drugiej strony konfliktu – tak, jak to zrobił choćby Kiriłł Jeśkow w Ostatnim Władcy Pierścienia, opowiadając słynną wojnę o Pierścień widzianą oczami żołnierzy armii Saurona.

Kadr z filmu <em>Fantastyczne Zwierzęta: zbrodnie Grindelwalda</em>, reż. David Yates, 2018.
W moim fanfiku Jude miałby fioletową kamizelkę w żółte gwiazdki. Poza tym spoko. Kadr z filmu Fantastyczne Zwierzęta: zbrodnie Grindelwalda, reż. David Yates, 2018.

– przeniesienie akcji w czasie – o kilkanaście lat do przodu, jak w Przeklętym dziecku, gdzie głównym bohaterem był syn Harry’ego Pottera, lub o kilkadziesiąt do tyłu, jak w Fantastycznych Zwierzętach. Warto tylko pamiętać o tym, że przy takich zabiegach utrzymanie chronologii zdarzeń może być (najwyraźniej) dość wymagającym zadaniem.

– rozwijanie któregoś z pobocznych bohaterów – za moich czasów wyjątkowo popularni byli tutaj młodzi Huncwoci… a także Draco Malfoy. Z jakiegoś względu dziewczyny uwielbiały rozbierać jego zarazem brutalną i udręczoną psychikę na części pierwsze. J.K. Rowling też korzysta z tego wybiegu, wypychając przed szereg Newta Scamandera, który dopiero co był jedynie autorem jednego z podręczników wertowanych przez Hermionę. Nie obraziłabym się, gdyby wypchnęła przed szereg także Huncwotów – to mogłaby być naprawdę urocza, zabawna i tragiczna historia!

Kadr z filmu <em>Fantastyczne Zwierzęta: zbrodnie Grindelwalda</em>, reż. David Yates, 2018.
Z tego dopiero byłby (będzie?) soczysty fanfik! Kadr z filmu Fantastyczne Zwierzęta: zbrodnie Grindelwalda, reż. David Yates, 2018.

– dopisanie komuś sekretnego bliźniaka, nieślubnego dziecka albo zaginionego ojca – to forma szczególnie ulubiona przez nastolatki. Kiedy lata temu namiętnie czytywałam fan fiction, aż roiło się od siostrzenic Voldemorta, złych braci bliźniaków i zaginionych sióstr Harry’ego Pottera. Które, rzecz jasna, lądowały w Slytherinie, bo jak inaczej miałyby romansować z młodym Malfoyem. Nie ukrywam, sama dołożyłam cegiełkę do tej niekontrolowanie rozrastającej się potterowej rodziny – żałuję, że nie zdążyłam skopiować swojego ówczesnego bloga, zanim platforma blog.pl przestała istnieć… Rowling sygnuje dziś swoim nazwiskiem tak kontrowersyjne rewelacje genetyczne, że może i na bajeczkach o siostrze Harry’ego dałoby się coś zarobić.

Pisanie fan fiction pod pewnymi względami jest łatwiejsze niż pisanie własnej powieści… przede wszystkim dlatego, że cały świat przedstawiony dostajemy w prezencie od autora oryginału. Fabuła też w pewnym sensie pisze się sama – zwłaszcza jeśli cały pomysł na swoją historię opieramy na jakimś szokującym odkryciu w stylu „jestem twoim ojcem, ciotką i bratem jednocześnie”. Że to się logicznie nijak nie trzyma kupy? Nieważne. Że chronologia wydarzeń z kanonu przestaje mieć znaczenie? A kto by się tym przejmował. Że to pójście na łatwiznę? A kto nam zabroni. Nie jesteśmy przecież J.K. Rowling, żeby obsesyjnie dbać o zgodność i logikę wszystkich faktów… Oh, wait.

1 Komentarz

  • Naprawdę ciekawy artykuł! Celnie i w przyjemniej formie ujęte te wszystkie największe dotychczasowe „dziury”. Jednak druga odsłona „Fantastycznych Zwierząt”… WOW, co tam się wydarzyło. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.