Kadr z filmu "Tracle Jr", reż. Jamie Thraves, 2010.

Z Aidanem Gillenem o nowym kinie brytyjskim

Zadziwiające, jak niewiele mi potrzeba do szczęścia. Obejrzeć brytolski film, zobaczyć Aidana na żywo, posłuchać, jak Jamie Thraves bez końca opowiada o ich wspólnym filmie… Bogom dzięki za Off Plus Camera.

Pewnego dnia czterdziestoletni Tom wychodzi z domu. Po prostu. Zostawia za sobą żonę, małe dziecko, dobrze płatną pracę. Wychodzi bez słowa, pozbywa się kart kredytowych i zaczyna żyć na ulicach Londynu. Wkrótce poznaje Aidana – nieco irytującego, niesamowicie radosnego i gadatliwego Irlandczyka, który wałęsa się po mieście, pukając od drzwi do drzwi w poszukiwaniu pracy.

W pierwszej chwili Tom reaguje tak, jak spora część społeczeństwa – robi wszystko, byle tylko Aidan dał mu święty spokój. Ale pozbyć się Aidana wcale nie jest tak łatwo. Stopniowo Tom przyzwyczaja się więc do jego obecności… Między mężczyznami nawiązuje się dziwna nić przyjaźni, która dodaje im odwagi i siły, by stanąć twarzą w twarz z ich osobistymi problemami, od których obaj próbują uciekać.

Kadr z filmu "Tracle Jr", reż. Jamie Thraves, 2010.
Kadr z filmu Treacle Jr, reż. Jamie Thraves, 2010.

Treacle Jr., bo o tym filmie mowa, powstał z potrzeby serca. A raczej dwóch serc. Aidan Gillen i reżyser Jamie Thraves zgodnie mówią, że po prostu musieli go nakręcić. Inspiracją dla projektu była postać, o której głośno mówiło się w Dublinie w latach osiemdziesiątych – Aidan Walsh, samozwańczy Master of the Universe. Jako że nie miałam okazji być w Dublinie w latach osiemdziesiątych, ani tym bardziej spotkać go osobiście na ulicy, powiem tylko tyle, ile usłyszałam od twórców i co udało mi się przeczytać. Aidan Walsh był i nadal pewnie jest mocno ekscentrycznym, żeby nie powiedzieć, trochę kopniętym człowiekiem, który postanowił założyć zespół i zostać sławnym. I został. Przedtem i potem robił chyba wszystko, co się dało – śpiewał, pisał piosenki, grał w filmach, występował w teleturniejach. A przede wszystkim był dziwny. Jego charakterystyczny sposób mówienia, gigantyczne pokłady pozytywnej energii i niestandardowe zachowanie uczyniły z niego postać legendarną.

Treacle Jr. nie jest filmem biograficznym. Opowiadana w filmie historia niewiele ma wspólnego z życiorysem Aidana Walsha. Może i dobrze. Ale mimo to, ekscentryczny Irlandczyk jest w filmie obecny. Gillen pożyczył sobie od niego trochę jego energii, optymizmu i niepowtarzalnego sposobu mówienia i z powodzeniem przekazał je granej przez siebie postaci.

Gadatliwy, wiecznie uśmiechnięty Aidan i bierny, chwilami aż apatyczny Tom, grany przez Toma Fishera, całkiem nieźle się na ekranie uzupełniają. Są jak wcielenia dwóch skrajnych sposobów przeżywania problemów – jeden próbuje je zagadać i zauśmiechać na śmierć, drugi usiłuje uciec od nich tak daleko, aż ucieka od samego siebie. Żaden z nich nie poradziłby sobie ze swoimi problemami sam. Trzeba im było czegoś więcej…

Zrobić film zabawny, ale nie prześmiewczy, poważny, ale nie depresyjny i nie moralizatorski, ciepły, ale nie rozlazły i nie sentymentalny, a w dodatku połączyć to wszystko razem – to nie lada wyzwanie. Zrobić film uniwersalny w wymowie pomimo jego brytyjskości, film z idealnie brytyjską muzyką nagraną przez australijski zespół (Stems), to też nie lada sztuka. I tylko na dobre filmowi wyszło, że Jamie Thraves zrobił go sam, po swojemu, tak jak czuł, że Treacle Jr. powinien wyglądać. I przy okazji udowodnił, że za trzydzieści tysięcy funtów też można zrobić dobry film. Wystarczy wiedzieć, jak się robi filmy prosto z serca.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.