Kadr z filmu Obiecująca. Młoda. Kobieta., reż. Emerald Fennell, 2020.

Wszyscy* mamy coś na sumieniu [Obiecująca. Młoda. Kobieta.]

Jeśli zapytacie mnie o najważniejszy film tegorocznego sezonu oscarowego, bez wahania odpowiem, że jest nim Obiecująca. Młoda. Kobieta. Nie dlatego, żeby to był mój ulubiony film… Choć jest to film wspaniały, to widziałam go tylko raz, była to okropnie ciężka przeprawa i trudno byłoby mi się zmusić do ponownego seansu. Ale właśnie o to chodzi – bo Obiecująca. Młoda. Kobieta. bezkompromisowo podstawia nam pod nos lustro, w którym wybitnie nieprzyjemnie jest się przeglądać… Ale to bardzo ważne, żebyśmy wszyscy w nie spojrzeli. [Spoilery].

Bohaterka filmu, Cassie (nieprzypadkowo nazwana na cześć Kasandry, mitologicznej wieszczki, w której przepowiednie nikt nie chciał wierzyć i której nikt nie chciał słuchać), zabiera nas w swoją motywowaną prywatną zemstą podróż przez kulturę gwałtu – i konfrontuje nas z niewygodną rzeczywistością: wszyscy* mamy coś na sumieniu.

Kultura gwałtu to pojęcie opisujące pewien system, strukturę społeczną, w której normalizacja pewnych przekonań i zachowań, pozornie drobnych, otwiera drogę i przyzwolenie do kolejnych, o coraz cięższym kalibrze. To trochę taka piramida, gdzie fundamenty zbudowane z seksistowskich postaw, żarcików z gwałtu, wysyłania nieproszonych nagich zdjęć i obwiniania ofiar za to, co im się przytrafiło, są podstawą dla kolejnych poziomów przekraczających cudze granice zachowań – a im bliżej szczytu, tym większe natężenie przemocy. To złożony system powiązań, w którego podtrzymywaniu uczestniczymy wszyscy – niezależnie od tego, czy jesteśmy sprawcą przemocy, jej ofiarą, kimś, kto kryje sprawcę, kto biernie stoi i patrzy z boku, czy kimś, kto w ogóle zamyka oczy i udaje, że problem go nie dotyczy.

Kadr z filmu <em>Obiecująca. Młoda. Kobieta.</em>, reż. Emerald Fennell, 2020.
Kadr z filmu Obiecująca. Młoda. Kobieta., reż. Emerald Fennell, 2020.

Takie postawienie sprawy zmusza nas do zrewidowania wyobrażenia o tym, że gwałt to coś, czego dopuszczają się wyłącznie podejrzani, wyskakujący nagle nocą zza krzaka degeneraci – i może czas najwyższy, żebyśmy wreszcie pożegnali się z tą iluzją. W 80% przypadków sprawca przemocy seksualnej jest osobą znaną ofierze**: kolegą ze studiów czy z pracy, sąsiadem, mężem, byłym chłopakiem, współlokatorem, szefem. I tak, w 99,15% przypadków jest mężczyzną.*** To nie są jakieś anonimowe typy spod ciemnej gwiazdy. To czyiś synowie, mężowie, koledzy. Może to ten sprzedawca z warzywniaka, który zawsze jest taki miły. Może to ten szanowany w środowisku lekarz. A może to ten obiecujący młody student, który ma przed sobą świetlaną przyszłość. A biorąc pod uwagę, że według badań 9 na 10 kobiet w Polsce doświadcza jakiejś formy szeroko rozumianego molestowania seksualnego****, co trzecia kobieta doznała w życiu jakiejś formy przemocy seksualnej**, a według różnych szacunków co dziesiąta** albo nawet co piąta**** została zgwałcona, to nie jest marginalny problem. Prawdopodobnie każdy i każda z nas zna kogoś, kogo to spotkało. Prawdopodobnie każdy i każda z nas zna kogoś, kto dopuścił się tego typu przemocy lub jakichś nadużyć. A my wszyscy* stwarzamy im warunki do tego, by mogli to bezkarnie robić dalej.

Wszyscy jesteśmy uwikłani w kulturę gwałtu – bywamy jej ofiarami, bywa, że ją podtrzymujemy, ale wszyscy jesteśmy też jej produktami. Dorastamy w pewnym zestawie pojęć, przekonań i uważanych za normę zachowań, które siedzą w nas głęboko, nawet jeśli świadomie nie zawsze zdajemy sobie z tego sprawę. A w określonych sytuacjach potrafią z pełną mocą dojść do głosu.

Kultura gwałtu to system, który podważa wiarygodność ofiar i chroni sprawców – w 90% przypadków sprawcy pozostają bezkarni, średnia długość wyroków za gwałt ze szczególnym okrucieństwem (zagrożonych w Polsce karą 2-12 lat pozbawienia wolności) wynosi nieco ponad 3 lata, a 30% spraw kończy się wyrokiem w zawieszeniu**. To system, w którym przemoc seksualna jest zamiatana pod dywan, a kiedy już się o niej mówi, dominuje niesymetryczny dyskurs. Mówiąc o zdarzeniu, używamy często słów „kobieta została zgwałcona” i próżno szukać w zdaniu jakiegoś sprawcy, jak gdyby to wszystko wydarzyło się samo z siebie. Z drugiej strony, gdy już pojawia się jakiś konkretny domniemany gwałciciel, a kobieta wysuwa oskarżenia – podejrzanie dużo czasu i energii poświęcamy na roztrząsanie tego, jak ten przykry incydent wpłynie na życie i karierę domniemanego sprawcy. Nie wiem, czy są jakieś potwierdzające to badania, ale zauważyłam pewną prawidłowość… że będąc ofiarą gwałtu, by otrzymać publiczne współczucie i mieć słuszny gniew społeczeństwa po swojej stronie, trzeba być przy okazji ofiarą brutalnego morderstwa. W przeciwnym wypadku, kiedy wciąż żyjesz i domagasz się sprawiedliwości, współczucie podejrzanie szybko przepływa w kierunku człowieka, który cię skrzywdził, a ty obrywasz kolejnymi ciosami mającymi podważyć twoją wiarygodność.

Kadr z filmu <em>Obiecująca. Młoda. Kobieta.</em>, reż. Emerald Fennell, 2020.
Kadr z filmu Obiecująca. Młoda. Kobieta., reż. Emerald Fennell, 2020.

Obiecująca. Młoda. Kobieta. zabiera nas w sam środek tej paskudnej rzeczywistości. Główną bohaterkę Cassie spotykamy po raz pierwszy, kiedy na imprezie w klubie udaje pijaną wręcz do nieprzytomności – i pozwala, by jakiś miły, ułożony mężczyzna zaoferował, że odwiezie ją do domu… tylko po to, żeby pokazać mu, że jeśli zamierza jej przy tym ściągnąć majtki, to nie jest takim miłym i ułożonym mężczyzną, jak mu się wydawało. Szybko przekonujemy się, że to jest jej modus operandi w tej cichej zemście za los, jaki spotkał jej przyjaciółkę – łapie na tę przynętę kolejnych „miłych” mężczyzn, by w kluczowym momencie skonfrontować ich z faktem, że właśnie zamierzali wykorzystać niemal nieprzytomną kobietę.

Ale Obiecująca. Młoda. Kobieta. to nie film obnażający jeden określony typ męskich zachowań. To film, który po kolei, metodycznie rozmontowuje kolejne aspekty kultury gwałtu i na każdym kroku konfrontuje nas z niewygodną prawdą o świecie i o nas samych. Zaczynając od samego tytułu, który wyraźnie pije do tego, jak jako społeczeństwo trzęsiemy się nad potencjalnie złamanymi karierami obiecujących młodych gwałcicieli, nawet kiedy już zostaną skazani, a zapominamy się zastanowić nad tym, czy przypadkiem całe życie jakiejś obiecującej młodej kobiety nie zostało właśnie złamane.***** Idealnie zagrał tu casting, gdzie aktorów znanych przede wszystkim z ról przyjaznych, miłych chłopaków obsadzono w rolach… przyjaznych, miłych chłopaków, z których w określonych okolicznościach wychodzi okropny stosunek do kobiet i seksu – a przy okazji jakieś totalne niezrozumienie, że w ogóle robią coś złego.

Już sam miks gatunków, jakie przeplatają się w tym filmie, może być jakąś metaforą życia kobiety, które czasem w mgnieniu oka potrafi przejść z komedii romantycznej w istny thriller, kiedy nagle okazuje się, że ten przemiły mężczyzna, który wydawał się taki idealny, potrafi ci przyłożyć, kiedy się zdenerwuje, albo uważa, że „seks na śpiocha” (sic!) to coś zupełnie w porządku. Bardzo wymowne jest też słodko-gorzkie (z wyraźną przewagą gorzkiego) zakończenie, w którym coś niby udaje się zdziałać i jakaś sprawiedliwość zostaje wymierzona – ale żeby tak się stało, znów jakaś kobieta musiała umrzeć. Walka o ukaranie winnych często okupiona jest ofiarą z życia kobiety – jeśli nawet nie samobójstwem, to powtórną wiktymizacją, społeczną nagonką, jej zdrowiem psychicznym, które sypie się pod wpływem powtórnego przeżywania traumy przyprawionego tym razem falą nienawiści i oburzenia próbującego jej udowodnić, że sama sobie była winna.

Kadr z filmu <em>Obiecująca. Młoda. Kobieta.</em>, reż. Emerald Fennell, 2020.
Kadr z filmu Obiecująca. Młoda. Kobieta., reż. Emerald Fennell, 2020.

Scena po scenie film przeprowadza nas przez kolejne elementy tego chorego systemu, którego wszyscy jesteśmy częścią – a w kolejnych bohaterach i bohaterkach, którzy nie zareagowali jak należy albo tuszowali sprawę, wielu z nas ma szansę zobaczyć nieprzyjemne odbicie samych siebie. Może nawet poczujemy ten sam bunt, który jest ich udziałem, gdy konfrontują się z niewygodną prawdą o sobie. Może poczujemy wstyd, za innych i za siebie. Bo to właśnie chce nam uświadomić Obiecująca. Młoda. Kobieta. – żyjąc wewnątrz kultury gwałtu niemal wszyscy mamy COŚ na sumieniu.

Mamy na sumieniu brak reakcji. Kiedy mogłyśmy wyciągnąć pijaną do nieprzytomności koleżankę z imprezy, ale wolałyśmy biernie patrzeć, jak jakiś typ wkłada jej łapy pod spódnicę, i po cichu ją oceniać. Kiedy mogliśmy powstrzymać kumpla przed podbijaniem do pijanej dziewczyny, ale tego nie zrobiliśmy, bo w sumie sytuacja wydawała nam się zabawna. Kiedy mogliśmy coś powiedzieć i zeznawać przed sądem, ale nie chcieliśmy sobie robić kłopotów. Kiedy mogliśmy coś powiedzieć, gdy kumpel opowiadał dowcipy o gwałcie, ale nie chcieliśmy wyjść na sztywniaka.

Jesteśmy winni braku refleksji. Kiedy bez zastanowienia wypisywaliśmy w necie komentarze o tych strasznych kobietach, które na pewno po prostu złośliwie chcą zniszczyć komuś karierę. Kiedy w pierwszej chwili pytaliśmy ofiarę, co miała na sobie, jakby to miało jakiekolwiek znaczenie (spoiler: nie ma). Kiedy w scenariuszach filmowych hitów przez lata pokazywaliśmy gwałty i napastliwych mężczyzn jako coś romantycznego albo zabawnego. Kiedy z iście spiskowym zacięciem pytaliśmy, dlaczego ona mówi o tym dopiero teraz po latach – nie myśląc o tym, że przetworzenie traumy na tyle, by o niej mówić, może zająć dużo czasu.

Zawiniliśmy poczuciem, że nam się coś należy. Kiedy wydawało nam się, że skoro już oficjalnie z kimś chodzimy, to mamy niczym nieograniczony seks na zawołanie i druga strona nie ma w tej kwestii nic do powiedzenia. Kiedy chodząc po ulicach, zastępowaliśmy drogę przypadkowym kobietom i domagaliśmy się, żeby się do nas uśmiechnęły, jakby były stworzoną na nasze potrzeby dekoracją.

Mamy na sumieniu przekraczanie granic. Kiedy bez ostrzeżenia wysyłaliśmy ledwo co poznanym osobom zdjęcia swoich penisów. Kiedy zamiast zaopiekować się zalaną w trupa koleżanką woleliśmy jej ściągnąć bluzkę i wsadzić język do gardła. Kiedy wykorzystywaliśmy tłok w autobusie, żeby się poocierać o tyłek młodej dziewczyny. Kiedy bez pytania po kryjomu nagrywaliśmy naszą partnerkę w negliżu. Kiedy po kilku głębszych zaczynaliśmy macać wszystkie koleżanki, które nawinęły się pod ręką.

Jesteśmy winni atakowania przez seksualność. Kiedy nie zgadzając się ze zdaniem jakiejś obcej kobiety w internecie, groziliśmy jej, że wpadniemy z kolegami ją wyruchać, bo ewidentnie nikt tego dawno nie zrobił i dlatego pierdoli takie głupoty. Kiedy uciszaliśmy kobiety próbujące walczyć o swoje prawa i sprawiedliwość dla ofiar, publicznie sugerując, że nie muszą się martwić, bo i tak są zbyt brzydkie, żeby ktokolwiek chciał je zgwałcić. Kiedy kobietę, która nie chciała się z nami umówić, wyzywaliśmy od dziwek. Kiedy tę koleżankę, którą nie za bardzo lubimy, notorycznie nazywałyśmy „puszczalską”.

Zawiniliśmy spychaniem kobiet do roli obiektu seksualnego. Kiedy oburzaliśmy się w sieci, że bohaterka nowego filmowego hitu ma za bardzo zabudowany kostium i lepiej pokazałaby trochę tyłeczka. Kiedy upychaliśmy półnagą albo seksownie rozdziawioną kobietę na reklamach dosłownie wszystkiego, od jogurtów po cement. Kiedy w komentarzach do całkiem mądrego vloga nagranego przez kobietę bez żenady wypisywaliśmy „nie mam pojęcia, o czym ona mówi, bo zagapiłem się na cycki”.

Mamy na sumieniu bagatelizowanie. Kiedy powtarzaliśmy, że przecież nic się nie stało, przecież to na pewno miał być komplement i gdybyś miała więcej dystansu, to byś go zrozumiała. Kiedy machaliśmy ręką, kwitując sprawę słowami „przecież niczego jej od tego nie ubyło”.

Kadr z filmu <em>Obiecująca. Młoda. Kobieta.</em>, reż. Emerald Fennell, 2020.
Władza, która nie chce słyszeć. Kadr z filmu Obiecująca. Młoda. Kobieta., reż. Emerald Fennell, 2020.

Jesteśmy winni przymykania oczu. Kiedy odwracaliśmy wzrok i udawaliśmy, że nie mamy o niczym pojęcia, nawet jeśli było nam jakoś nieprzyjemnie, gdy szef klepał po tyłku sekretarkę albo sąsiad na górze znowu tłukł żonę. Kiedy ktoś nam bliski zrobił coś okropnego, a my za wszelką cenę staraliśmy się tego nie widzieć albo go usprawiedliwić.

Zawiniliśmy zrzucaniem odpowiedzialności na ofiary. Kiedy uczyliśmy dziewczynki, jak nie dać się zgwałcić, ale zapomnieliśmy nauczyć chłopców, czym są osobiste granice i że nie należy ich przekraczać. Kiedy po fakcie dawaliśmy „dobre rady”, żeby na siebie uważać, żeby nie chodzić samej po ciemku, żeby się „skromnie” ubierać, a najlepiej w ogóle nie wychodzić z domu samej – nie widząc, że unikanie życia nie jest żadnym rozwiązaniem problemu (a 80% gwałtów zdarza się w domu**). Kiedy głośno debatowaliśmy nad tym, jaka jest „właściwa” reakcja na gwałt i czy jeśli nie podrapałaś typa do krwi albo nie odgryzłaś mu ucha, to znaczy, że dałaś wystarczająco czytelny komunikat, że nie masz ochoty.

Mamy na sumieniu stwarzanie sytuacji, w których trudno odmówić. Kiedy podrywaliśmy podwładną, studentkę, kogoś, kto jest od nas zależny albo nad kim mamy urzędową władzę. Kiedy graliśmy poczuciem winy, opowiadając o tym, jak strasznie będą nas boleć jądra, jeśli teraz do czegoś nie dojdzie. Kiedy stosowaliśmy szantaż emocjonalny, bo jak nie chcesz, to przecież znaczy, że już nie kochasz. Kiedy uskutecznialiśmy nachalny podryw w warunkach, w których drugiej stronie byłoby głupio zrobić publiczną scenę.

Jesteśmy winni szafowania krzywdzących wyroków. Kiedy z wyższością stwierdzaliśmy, że puszczalska była, to czego się spodziewała, a w ogóle to po co szła na tę imprezę. Kiedy pielęgnowaliśmy w naszym słowniku wyrażenia takie jak „cnotka niewydymka”, „szmata” i „kurewka”. Kiedy powtarzaliśmy bzdury o tym, że na oskarżeniu kogoś znanego można zrobić oszałamiającą karierę.

Zawiniliśmy niekwestionowaniem zastanej rzeczywistości. Kiedy rozkładając ręce, powtarzaliśmy sobie, że tak już jest świat urządzony, więc trzeba go zaakceptować i liczyć, że nas to nigdy nie spotka. Kiedy milcząco akceptowaliśmy konieczność znoszenia „zalotów” szefa jako część obowiązków naszych koleżanek z pracy. Kiedy bez mrugnięcia okiem powielaliśmy szkodliwe wzorce – dokładnie te, z którymi film nas konfrontuje.

Kadr z filmu <em>Obiecująca. Młoda. Kobieta.</em>, reż. Emerald Fennell, 2020.
Anioł zemsty. Kadr z filmu Obiecująca. Młoda. Kobieta., reż. Emerald Fennell, 2020.

Wszyscy* mamy coś na sumieniu. Mężczyźni, kobiety, sprawcy, bierni obserwatorzy, ci, którzy bezmyślnie podtrzymujemy system. Nawet jeśli uważamy się za dobrych ludzi, którzy wspierają kobiety, jest szansa, że mamy coś na sumieniu. Ja mam. Wiem, że w pewnym momencie życia mogłam być mądrzejsza, bardziej odpowiedzialna – i wyciągnąć pijaną koleżankę z podejrzanej sytuacji. Ale tego nie zrobiłam. Byłam zbyt skupiona na sobie. I do dzisiaj mnie to prześladuje.

Wszyscy* mamy coś na sumieniu. Odruchowo zasłaniamy się tym, że byliśmy młodzi, głupi, niedoświadczeni, pijani i nie wiedzieliśmy, jak się lepiej zachować – a potem zdarza nam się używać tych samych argumentów do okładania kijem ofiar, które zdecydowały się mówić o swoich doświadczeniach. Zaprzeczamy, bagatelizujemy, udajemy, że nic się nie stało, albo próbujemy zwalać na nie winę.

To nie tak, że nie wierzymy kobietom. My po prostu nie chcemy im wierzyć. Bo jeśli to, co mówią, okaże się prawdą, nasz świat nie będzie już taki sam. Okaże się brudny, okrutny, przerażający, niesprawiedliwy, zakłamany. Nie chcemy takiego świata, więc i nie chcemy dopuścić do siebie myśli, że to wszystko mogłoby być prawdą. Ale zamykanie oczu nie sprawia, że ten świat znika. Wręcz przeciwnie – pozwala mu nadal trwać.

Dlatego Obiecująca. Młoda. Kobieta. jest tak ważnym filmem – jest jak bezlitosne lustro, w którym wszyscy musimy się kiedyś w końcu przejrzeć. To film, który boli i uwiera, niezależnie od tego, czy to ciebie coś spotkało, czy sam coś zrobiłeś, czy bezczynnie stałeś z boku. I powinien uwierać. Bo bez przejrzenia się w tym lustrze nigdy nie staniemy w prawdzie. Nie weźmiemy odpowiedzialności za swoją część tego bagna, które wszystkich nas oblepia. I nic nigdy nie zmieni się na lepsze. Pytanie tylko, czy w konfrontacji z tym obrazem w lustrze będziemy, jak wielu bohaterów filmu, automatycznie wypierać swoją winę… Czy może jak ten jeden sprawiedliwy pokajamy się, włączymy się do walki i będzie nam wybaczone.

Bo póki co wszyscy* mamy coś na sumieniu – choćby to, że niewiele robimy, by było lepiej.


*Prawie

**Joanna Piotrowska, Alina Synakiewicz, Dość milczenia. Przemoc seksualna wobec kobiet i problem gwałtu w Polsce, Raport Fundacji Feminoteka, 2011. – polecam lekturę, można się tam dowiedzieć ciekawych rzeczy m.in. na temat przekonań, jakie przyświecają pracownikom organów ścigania, którzy teoretycznie powinni stać po stronie ofiar.

***Zbigniew Izdebski, Przemoc seksualna wobec kobiet, OBOP, 2005.

****Przełamać tabu. Raport o przemocy seksualnej, pod red. Magdaleny Grabowskiej i Agnieszki Grzybek, Fundacja STER, 2016. Omówienie tutaj.

*****Powtarzam zbitkę słów „obiecująca młoda” w ramach chwytu retorycznego – należy pamiętać, że zarówno ofiarami, jak i sprawcami gwałtów są osoby w różnych przedziałach wiekowych. Dodatkowo, w razie gdyby to nie było jasne: piszę o kobietach, bo a) to jest mi najbliższe, b) film dotyczy przemocy wobec kobiet i c) kobiety stanowią zdecydowaną większość ofiar przemocy seksualnej – co rzecz jasna nie oznacza, że mężczyźni również nie bywają jej ofiarami.

1 Comment

  • Okej – muszę to obejrzeć. Bardzo. Obiecujący. Film 🙂 Starałem się oczywiście czytać niewiele z racji spoilerów. Dam znać po seansie 😉 Dzięki!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.