Witajcie w Rosji

by Mila

Na hasło Dmitry Glukhovsky wielu osobom momentalnie przychodzą na myśl postapokaliptyczne powieści z logo Metro 2033. Ale poza powołaniem do życia i doglądaniem swojego błyskawicznie rozrastającego się uniwersum, Glukhovsky nie szczędzi również czasu na obserwowanie świata takim, jaki ten jest w tej chwili. Szczególnie czujne oko autor kieruje zaś na swoją ojczyznę – i jak większość wykształconych i trzeźwo myślących Rosjan, znajduje tam sporo materiału do dość gorzkiej refleksji. Część tych refleksji Glukhovsky przemycał już w Metrze, ale nigdzie nie widać ich tak wyraźnie, jak w jego zbiorze opowiadań wydanym w Polsce pod tytułem Witajcie w Rosji.

Znajdziemy w tym tomie dokładnie 16 opowiadań balansujących na granicy science-fiction, ulubionej konwencji Glukhvsky’ego. Tymi 16 tekstami autor udowadnia, że z krótką formą radzi sobie chyba nawet jeszcze lepiej niż z oprowadzaniem czytelnika po ciasnych tunelach moskiewskiego metra.

Mimo bardzo wyraźnych niekiedy rysów fantastycznych, jego opowiadania są przerażająco wręcz prawdopodobne, a fikcja naprawdę dalece miesza się tu z rzeczywistością. Glukhovsky zabiera nas w samo serce Rosji – zarówno to polityczne, społeczne, moralne, jak i mentalne. Na kartach tej książki spotkamy między innymi dwóch wysoko postawionych polityków, którzy lubią zamieniać się stanowiskami. Zatrzymamy się w zabitej dechami i zapomnianej przez świat wiosce. Ugrzęźniemy w samym centrum skorumpowanego wymiaru sprawiedliwości, spróbujemy wyjaśnić tajemnicę plagi erotycznych snów z Sami-Wiecie-Kim w roli głównej. Zajrzymy za kulisy propagandowych mediów, prześledzimy podejrzane interesy wielkich oligarchów, spędzimy dzień z parą pijanych meneli, a nawet dokopiemy się Piekła… które okaże się dużo mniej opresyjne niż zwykła rosyjska codzienność.

witajciewrosji

Wszystko to Glukhovsky podaje nam w niezwykle ironiczny sposób. Satyryczna forma i zarazem bolesna wręcz trafność i celność jego spostrzeżeń sprawiają, że podczas lektury tak naprawdę nie wiadomo, czy śmiać się, czy może jednak płakać… Autor wnikliwie i bezkompromisowo rozprawia się tu z brudną rosyjską polityką, wszechobecną korupcją, do reszty zgniłym systemem służb państwowych. Obnaża dość siermiężną obyczajowość swoich rodaków i determinację tych tam, u góry, którzy nieustępliwie trzymają naród za mordę i robią z nim, co im się żywnie podoba. Wszystko rzecz jasna na chwałę Mateczki Rosji.

Wszystkie te dość ponure tematy udaje się Glukhovsky’emu ugryźć wprost popisowo. Autor po mistrzowsku lawiruje tu między ciężarem sytuacji, a zabawianiem czytelnika. Nie próbuje być poważny, doskonale zdaje sobie sprawę, że najlepiej i najskuteczniej absurdy rosyjskiej rzeczywistości portretuje się w krzywym zwierciadle – choć niekiedy czytelnik może mieć wrażenie, że to zwierciadło nie jest wcale zaraz takie powykrzywiane… Wystarczyłoby wyciąć z historii kosmitów czy Iwana Groźnego wyłażącego ze ściany, a nagle cała opowieść zrobiłaby się niepokojąco prawdopodobna…

Ta książka to nie tylko cała Rosja w pigułce – to także cały Glukhovsky. Dosadny, bezkompromisowy, wnikliwy i oryginalny… a przy tym jakiś taki swojski, rozumiejący i zabawny. Nie musicie wiedzieć niczego o Metrze 2033, żeby dać się pochłonąć temu zbiorowi opowiadań. Nie musicie też być ekspertami od Rosji, jej polityki, kultury czy czegokolwiek innego. Tak naprawdę wystarczy, że potraficie sobie wyobrazić, co kryje się pod hasłem Rosja to nie kraj, Rosja to stan umysłu – Glukhovsky profesjonalnie dopowie wam całą resztę.

Przeczytaj także:

2 komentarze

Magia Słowa 23 kwietnia 2016 - 10:57

Chyba tym razem przełamię swoje opory do opowiadań i skusze się na książkę 😉

Mila 24 kwietnia 2016 - 08:51

Jak najbardziej polecam 😉

Komentarze zostały wyłączone.