Wielkie rozczarowanie albo 5 sezon Black Mirror

by Mila

Pamiętacie jeszcze te czasy, kiedy Black Mirror był produkcją trochę dla masochistów? Albo, jak kto woli: genialnym serialem moralnego niepokoju? Kiedy po każdym odcinku, czy to futurystycznym, czy mierzącym się z bardzo współczesnymi tematami, chodziliśmy jacyś struci, poruszeni, wytrąceni z równowagi, zastanawialiśmy się nad działaniami i wyborami bohaterów, nad potencjalnymi kierunkami rozwoju technologii i stawialiśmy sobie niewygodne pytania o to, jak sami odnaleźlibyśmy się w takich sytuacjach i w świecie z tak imponującymi technicznymi możliwościami…

Od pewnego czasu nietrudno jest odnieść wrażenie, że serial gdzieś po drodze stracił swój pazur, a kolejne opowieści dołączane do tej (niegdyś) mrocznej antologii futurystycznych wizji stają się coraz bardziej banalne – i zamiast prowokować widza i konfrontować go z zupełnie nowymi ujęciami etycznych dylematów, raczej niezbyt odkrywczo odgrzewają tematy, które od lat już widujemy w kinie i telewizji. Wiele osób twierdzi, że Black Mirror stał się ofiarą własnego sukcesu i wszystko zaczęło się sypać po przejęciu kontroli nad produkcją przez Netflixa… Ale nie wiem, czy ten moment da się tak łatwo umiejscowić w czasie – bo i po przejściu w ręce Netflixa serial wciąż potrafił nam zaserwować takie odcinki, które wbijały nas w fotel i z miejsca lądowały wysoko w rankingu najlepszych odsłon Black Mirror.

"Kadr

Wyraźnie jednak da się zauważyć, że wraz ze wzrostem budżetu i możliwości zmieniły się priorytety – twórcy mocno zaczęli bawić się z formą i eksperymentować z gatunkami, a na drugi plan zeszło to, co w Black Mirror zawsze było najsilniejszym elementem: sprytne konfrontowanie widza z wybitnie niewygodnymi pytaniami o różne aspekty człowieczeństwa. Te pytania, które na początku drogi tak mocno kołatały nam w głowach jeszcze długo po seansie, ustąpiły miejsca formalnym eksperymentom. W czwartym sezonie na przykład z jednej strony dostaliśmy zabawny i flirtujący ze startrekową estetyką USS Callister, a z drugiej – czarno-biały Metalhead w stylu postapokaliptycznym, który w zasadzie niczym się nie różnił od innych produkcji o świecie opanowanym przez mordercze istoty. A już szczytem eksperymentów okazał się bardzo różnie przyjęty przez widownię interaktywny odcinek Bandersnatch, który teoretycznie miał połączyć ze sobą świat telewizji i gier komputerowych, oferując widzowi możliwość wpływania na decyzje bohaterów… a w praktyce dał nam tylko iluzję wyboru i wpływu na rzeczywistość – co prawdopodobnie miało być jakąś metaforą ludzkiego losu, ale ostatecznie przy mocno napompowanym baloniku oczekiwań okazało się jednak falstartem.

"Kadr

Chciałabym móc powiedzieć, że najnowszy i piąty już sezon Black Mirror potrafi jakoś bardziej wyważyć formalne eksperymenty z kwestiami moralnymi i stawianiem niewygodnych pytań… Ale to był chyba najbardziej nijaki zestaw odcinków, jakie do tej pory nam zaserwowano. Jeśli Black Mirror zachowuje tu coś z dawnej wersji siebie, to jedynie to, że technologia stanowi tylko pretekst do opowiadania o człowieku i kierujących nim impulsach. Tyle tylko, że nowy sezon nie ma w tej kwestii zupełnie nic odkrywczego do powiedzenia – i sposób, w jaki podchodzi do poruszanych tematów, też nie jest specjalnie nowatorski czy oryginalny. Same w sobie te najnowsze historie nie są wcale złe – ale trochę sprawiają wrażenie, jakby pochodziły z zupełnie innego serialu.

"Kadr

W odróżnieniu od dwóch ostatnich 6-odcinkowych sezonów, tutaj dostajemy zaledwie trzy odcinki – prawdopodobnie za sprawą tego, że interaktywny Bandersnatch, który ukazał się ledwie kilka miesięcy temu, pochłonął sporą część budżetu i mocy przerobowych. Być może na osłodę, a być może dla podratowania oglądalności, każdy z odcinków ma swojego słynnego „frontmana” – w Striking Vipers główną rolę gra Anthony Mackie (aka Falcon z filmów Marvela), w Smithereens zobaczymy Andrew Scotta (niezapomniany Moriarty z Sherlocka), a w Rachel, Jack i Ashley Too pojawia się nie kto inny jak była gwiazda Disneya Miley Cyrus.

O czym chce nam opowiedzieć najnowszy sezon Black Mirror? W Striking Vipers – o uzależnieniu, zdradzie i grach komputerowych. Pewnego dnia przykładny ojciec rodziny umawia się ze starym przyjacielem na wspólne granie – logują się do superzaawansowanej wirtualnej rzeczywistości, by pograć w nawalankę inspirowaną hitami pokroju Mortal Kombat. I tak się jakoś składa, że w grze między ich awatarami nawiązuje się romans. Czy ten odcinek pozwala nam z jakiejś nowej strony spojrzeć na zdradę i pożądanie? Nie bardzo. Czy mówi nam coś nowego o roli technologii w zaspokajaniu naszych impulsów i potrzeb? Też nie bardzo. Ludzie się zdradzają. I od dawna w poszukiwaniu seksu i bliskości zwracają się do najnowszych technologii. A i sama technologia gier wideo zobrazowana w Striking Vipers nie wydaje się już dzisiaj tak odległa czy dziwaczna, by jakoś szczególnie wpłynąć na nasze postrzeganie rozgrywającej się tu historii… Tak naprawdę najciekawszą rzeczą w całym tym odcinku było to, że Black Mirror trochę pozwala sobie dotknąć kwestii tożsamości płciowej.

"Kadr

Druga, dość kameralna historia zabiera nas w okolice Londynu – w Smithereens poznajemy kierowcę uberopodobnej taksówki, który porywa pracownika firmy zarządzającej fikcyjnym odpowiednikiem Facebooka. Twórcy niby biorą tutaj na warsztat temat uzależnienia od mediów społecznościowych, funkcjonowania wielkich korporacji i ich wpływu na nasze codzienne życie – ale znów nie mamy tu nic nowego. Ten odcinek wydaje się o dobrych kilka lat spóźniony, bo dyskusje, które mógłby prowokować, już od pewnego czasu się toczą… I nic, o czym mówią bohaterowie Smithereens, nie wydaje się mieć potencjału, by coś w tej debacie zmienić. Trzeba jednak przyznać, że jest to odcinek fenomenalnie zagrany przez Andrew Scotta, który wciela się tu w rolę człowieka z potężnymi problemami osobistymi – i pod tym względem ogląda się to naprawdę dobrze.

"Kadr

Trzeci odcinek to ukłon w stronę disneyowskich filmów dla nastolatków – nie tylko dlatego, że istotną rolę w Rachel, Jack i Ashley Too gra była gwiazda Disneya Miley Cyrus, ale także dlatego, że w samej nieco infantylnej i przewidywalnej formie odcinek nawiązuje do typowych produkcji tego gatunku. Początkowo akcja toczy się tutaj trochę dwutorowo – z jednej strony obserwujemy osamotnioną nastolatkę, która zaprzyjaźnia się z zabawkowym robotem mówiącym głosem jej idolki, z drugiej przyglądamy się piosenkarce, która podobnie jak sama Miley Cyrus zaczynała jako dziecięca gwiazda, by z czasem zbuntować się wobec swojego zinfantylizowanego wizerunku. Gdyby nie gadający robot i wielkie hologramy, to mogłaby być klasyczna teen drama z banalnie prostym przesłaniem – show biznes jest okrutny, pozbawiony duszy i wyzyskuje swoje gwiazdy.

"Kadr

U swoich korzeni Black Mirror był serialem wizjonerskim i prowokującym – tak jak najlepsze dzieła fantastyki naukowej, potrafił sprawnie wyważyć kreowanie fascynującej wizji przyszłości i nowych technologii z opowiadaniem o uniwersalnych ludzkich cechach i odwiecznych etycznych dylematach. I robił to w taki sposób, by pokazać nam coś nowego. Nawet dobrze znane mechanizmy ludzkiego zachowania opakowane w taki czy inny obraz futurystycznego świata nabierały nowego wydźwięku, zwracały naszą uwagę na zagrożenia i możliwości, potrafiły nas nieźle wystraszyć, zszokować, ale i czasami zaoferować jakąś iskierkę nadziei. Piąty sezon jednak zupełnie już w ten sposób nie działa. Nie ma do zaoferowania nic nowego – ani nowego spojrzenia na człowieka, ani nawet ekscytującej czy niepokojącej wizji przyszłości. Wszystko, co było w tym serialu najlepsze, gdzieś się rozmyło, ustępując miejsca zaskakująco zwyczajnym obyczajowym historyjkom, w których technologia jest już nawet nie pretekstem do opowiedzenia o czymś, ale atrakcyjnym gadżetem. Być może twórcy w którymś momencie po prostu przestali nadążać… Bo wygląda na to, że rzeczywistość zaczyna doganiać wyobrażenia niegdysiejszych futurystów z Black Mirror – a one w zetknięciu z czymś, co jest już niemal na wyciągnięcie ręki, tracą wizjonerską moc i gubią przekaz. Może to świat dogonił fikcję… a może twórcy gdzieś po drodze zgubili serce do tej produkcji.

Przeczytaj także:

2 komentarze

Piotr z Tam Idę 11 czerwca 2019 - 14:48

Dobre podsumowanie 5 sezonu. Sezon 5 obejrzałem całkowicie bez emocji, to nie jest już ten sam poziom co na początku 🙁

Odpowiedz
Geek Kocha Najmocniej 14 czerwca 2019 - 13:18

Świetne przeniesienie scen bijatyki na rzeczywistych aktorów w Striking Vipers – i tyle. Reszta odcinków miałka, rozdmuchana, bez jakiegoś sensownie ukierunkowanego celu.

Odpowiedz

Skomentuj

Ta strona wykorzystuje pliki COOKIES zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki. Dowiedz się więcej.

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close