Stranger Things – marzenie każdego nerda

Jeśli ktokolwiek mówił ci ostatnio, że musisz obejrzeć Stranger Things, zaufaj mu. Miał rację.

Śmiało mogłabym powiedzieć, że Stranger Things to moje najlepsze odkrycie tego roku… gdyby oczywiście nie fakt, że wcale go sama nie odkryłam, a zanim odpaliłam pierwszy odcinek, nasłuchałam się już co nieco o tym, jakie to cudo. A teraz dołączam do grona piejących z zachwytu.

Czytaj dalej

Witajcie w Rosji

Na hasło Dmitry Glukhovsky wielu osobom momentalnie przychodzą na myśl postapokaliptyczne powieści z logo Metro 2033. Ale poza powołaniem do życia i doglądaniem swojego błyskawicznie rozrastającego się uniwersum, Glukhovsky nie szczędzi również czasu na obserwowanie świata takim, jaki ten jest w tej chwili. Szczególnie czujne oko autor kieruje zaś na swoją ojczyznę – i jak większość wykształconych i trzeźwo myślących Rosjan, znajduje tam sporo materiału do dość gorzkiej refleksji. Część tych refleksji Glukhovsky przemycał już w Metrze, ale nigdzie nie widać ich tak wyraźnie, jak w jego zbiorze opowiadań wydanym w Polsce pod tytułem Witajcie w Rosji.

Czytaj dalej

Pięknie niepokojąca Ex Machina

Rozczarowana kilkoma poprzednimi oscarowymi filmami postanowiłam w końcu sięgnąć po coś, co nie mogło mnie zawieść. Ex Machina ma bowiem wszystko, czego mi aktualnie w kinie potrzeba. Nieludzko wprost piękną twarz Alicii Vikander, niespodziewany urok Domhnalla Gleesona, niepokojącą charyzmę Oscara Isaaca, urzekający kawałek Norwegii i wariację na temat sztucznej inteligencji.

Czytaj dalej

Marsjanin: Matt Damon znowu w opałach

W pierwszym odruchu zamierzałam napisać, że jedną z naprawdę niewielu refleksji, jakie udało się we mnie wzbudzić Marsjaninowi, jest to, że Matt Damon z wiekiem robi się coraz ładniejszy. Ale chyba byłoby to trochę niesprawiedliwe. Bo nie tylko Matt Damon jest tu ładny. Cały film jest „ładny” i bardzo ładnie zrobiony. Tyle tylko, że poza tym niewiele więcej z niego wynika.

Czytaj dalej

Kadr z filmu Ona, reż. Spike Jonze, 2013.

Absolutnie musicie obejrzeć: Ona/Her

Miała na imię Samantha i była idealna. Mówiła ciepłym, roześmianym głosem Scarlett Johansson, była zabawna, błyskotliwa,  potrafiła słuchać tak, żeby zrozumieć, i mówić tak, by zmusić do refleksji. Cieszyło ją poznawanie świata i przekraczanie własnych ograniczeń. Przeczuwała potrzeby i pragnienia, ochoczo wychodziła im naprzeciw, dbała, kochała, pragnęła… Miała tylko jedną zasadniczą wadę – była bezcielesnym systemem operacyjnym.

Czytaj dalej