8 plusów i minus – bilans nowego sezonu Stranger Things

by Mila

Pewien historyk w moim liceum miał dziwny zwyczaj oceniania zadań domowych i odpowiedzi przy pomocy kombinacji plusów i minusów. Teoretycznie więc za odpowiedź pełną wierutnych bzdur, w której jakimś cudem zaplątało się jedno błyskotliwe stwierdzenie, niekoniecznie było się od razu skreślanym – można było dostać 2 minusy i plus. Co i tak w ogólnym bilansie wychodziło na minus… ale przynajmniej wiedziałeś, że coś tam jednak udało ci się trafić. Kiedyś wydawało mi się to całkiem zabawne. Ale dzisiaj, w obliczu nowego sezonu Stranger Things, który mam ochotę jednocześnie pochwalić i trochę skrytykować, ten system oceniania wydaje się zaskakująco racjonalny.

Parafrazując więc pewnego historyka, za ten sezon należy się: 8 plusów i minus, panowie Duffer!

Zacznijmy od plusów Stranger Things 2

Cały ten serial jest jednym wielkim plusem i mistrzostwem świata, ale wybrałam dla was osiem największych zalet tego sezonu – dokładnie tyle, ile odcinków zaliczam zdecydowanie na plus:

1. Dustin
Kusi mnie, by powiedzieć, że to Dustin jest prawdziwą gwiazdą tego sezonu. Poza szparą między zębami dostajemy od niego wszystko to, czym zdobył nasze serce rok temu – a nawet więcej. Celne teksty, rozbrajający uśmiech, niesamowity talent komiczny 15-letniego Gatena Matarazzo wcielającego się w tę rolę, intelekt i wiedza typowego nerda, budzące się hormony i nieporadność w kontaktach z dziewczynami – tym razem Dustin zafunduje nam prawdziwą karuzelę emocji.

Kadr z serialu Stranger Things, reż. Matt i Ross Duffer, 2017.

2. Will
Will Byers może i nie jest najbardziej fascynującą postacią na ekranie… w końcu w obu sezonach jego rola ogranicza się głównie do bycia jedną nogą w grobie. Ale mimo ustawienia go w roli wiecznej ofiary, Willa nie da się nie lubić – nawet, kiedy w tym sezonie jego postać robi się trochę bardziej mroczna. A grający Willa 13-letni Noah Schnapp bezbłędnie radzi sobie z całym wachlarzem odcieni tej postaci, od przerażonego małego chłopca aż po niebezpieczne narzędzie w rękach mrocznych sił.

Kadr z serialu Stranger Things, reż. Matt i Ross Duffer, 2017.

3. Good Guy Steve
O tym, że Steve jest kimś więcej niż tylko szkolnym podrywaczem, mieliśmy okazję przekonać się już w poprzednim sezonie. Teraz też serial przypomina nam, że Steve Harrington w gruncie rzeczy jest spoko – ma serce na swoim miejscu, odwagi mu nie brakuje, a i w roli mentora dla młodszego pokolenia sprawdza się zadziwiająco dobrze. Plus – jeśli masz problem z jakimś potworem, a Pogromcy Duchów akurat nie odbierają, zawsze możesz zadzwonić do Steve’a.

Kadr z serialu Stranger Things, reż. Matt i Ross Duffer, 2017.

4. Scena z matką Mike’a i Billym
Rodzice Mike’a sami w sobie są perełkami tego serialu – nieco nadgorliwa mamuśka i flegmatyczny ojciec, który niczego nie ogarnia. Ale w tym sezonie poznajemy nowych bohaterów, między innymi Billy’ego, nastoletniego łobuza i podrywacza, tak niedorzecznie seksownego, że chwilami to aż obrzydliwe. Kiedy więc chłopak z fryzurą a la wczesny Bon Jovi puka do drzwi pani Wheeler, możecie się spodziewać niezapomnianej sceny.

Kadr z serialu Stranger Things, reż. Matt i Ross Duffer, 2017.

5. Trójkąty miłosne
Nie ma porządnego serialu bez dobrego trójkąta miłosnego. Tutaj mamy aż trzy… a właściwie 2 trójkąty i coś, co urasta do rozmiarów pięciokąta. Po pierwsze, kontynuujemy wątek nastoletniej dramy i Nancy, która sama nie wie, czy woli popularnego Steve’a, czy może jednak dziwacznego Jonathana. Jest to wątek czasami dość irytujący, ale hej, w końcu mówimy o nastolatkach – bez irytacji się nie obejdzie. Drugi trójkąt nie jest może podany w oczywisty sposób, ale trudno go nie zauważyć. Na linii Winona–Sam Gamgee–szeryf Hopper uczucia może nie szaleją, ale i tak serduszko czasem zabije nam szybciej.

Kadr z serialu Stranger Things, reż. Matt i Ross Duffer, 2017.

I wreszcie – wielki pięciokąt wokół Max, nowej bohaterki, która dołącza do drużyny. Mamy wewnątrz tej figury klasyczny trójkąt z Dustinem i Lucasem w rolach głównych, ale niektóre sceny dziewczyny z młodym Wheelerem i przede wszystkim stosunek Eleven do tego niespodziewanego rudego zagrożenia, poszerzają nam skomplikowaną sytuację aż do rozmiarów pięciokąta. Będzie się działo!

Kadr z serialu Stranger Things, reż. Matt i Ross Duffer, 2017.

6. Mike i Eleven
A skoro już mówimy o Mike’u i Eleven, ich relacja łamie nam serce i wyciska łzy z oczu. To, jak te dzieciaki za sobą tęsknią i odliczają każdy dzień rozłąki, jest po prostu urzekające.

Kadr z serialu Stranger Things, reż. Matt i Ross Duffer, 2017.

7. Relacja El z szeryfem
Pokręcona relacja doświadczonego przez życie faceta i zagubionej, samotnej dziewczynki jest najmocniejszym punktem wątku Eleven w tym sezonie. Kochamy Hoppera za to, że otoczył El ojcowską opieką, wkurzamy się na niego, gdy zbyt ostro stawia jej granice, i chce nam się beczeć, gdy przyznaje się do błędów. Tak naprawdę rozumiemy ich oboje – faceta, który stracił już jedno dziecko, i dziewczynę, która ryzykuje życiem, wyrywając się do działania i do swoich przyjaciół. Wychowywanie nastolatki nie jest łatwe – zwłaszcza, jeśli ta potrafi trzasnąć drzwiami wyłącznie dzięki sile swojego umysłu!

Kadr z serialu Stranger Things, reż. Matt i Ross Duffer, 2017.

8. Szkolny bal
Ostatni odcinek tego sezonu jest jak wisienka na torcie. Zwłaszcza jego końcówka, kiedy po przeprawach z ciemnymi mocami życie teoretycznie wraca do normy i dzieciaki wybierają się wreszcie na zimowy szkolny bal. Jeśli ratowanie świata przed potworami z Drugiej Strony zszargało wam emocje, poczekajcie na ten bal – on dopiero rozłoży was na łopatki! Śmiech, łzy, rozczulenie, Dustin i Sting na sam koniec… lepszego zwieńczenia sezonu nie można było sobie wymarzyć.

Kadr z serialu Stranger Things, reż. Matt i Ross Duffer, 2017.

Ale żeby nie było tak różowo, czas na poważny minus tego sezonu:

Wątek Eleven
Nigdy nie sądziłam, że będę narzekać na tę bohaterkę, ale ewidentnie nie jestem osamotniona w rozczarowaniu tym, w którą stronę poprowadzono jej główny wątek. Ok, przyznaję, prawie każdy superbohater potrzebuje questu, dzięki któremu odkryje, gdzie jest jego prawdziwy dom i prawdziwi przyjaciele… Ale w tym przypadku cały siódmy odcinek odstaje od reszty praktycznie pod każdym względem: scenariusz, emocje, klimat – czułam się trochę, jakby ze starego dobrego Hawkins nagle przeniesiono mnie w niezbyt fascynujący film o zbuntowanych X-Menach. Wiecie, ja lubię X-Menów… ale mimo wszystko wolałabym, że w Stranger Things pozostali jednak tytułem komiksów czytanych przez Willa i resztę ekipy. Wątek eksperymentów przeprowadzanych przez „tatusia” Eleven na pewno warto rozwinąć, ale mam wrażenie, że jednak nie tędy droga.

Kadr z serialu Stranger Things, reż. Matt i Ross Duffer, 2017.

Ogólnie rzecz biorąc, drugi sezon Stranger Things trzyma poziom i udowadnia, że bracia Duffer znają się na robieniu seriali. Poboczny wątek Eleven faktycznie nie powala i trochę jest to smutne, zważywszy, że rok temu dziewczyna szturmem podbiła serca widzów… ale wszystkie istotne wątki poprowadzone są świetnie i dopóki akcja rozgrywa się w Hawkins, wlepiamy się w ekran z otwartymi ustami, zaśmiewamy się w głos i ukradkiem ocieramy oczy – w pełni dając się ponieść skrupulatnie zaplanowanej i pięknie zrealizowanej opowieści. Im dłużej o tym sezonie myślę, tym bardziej mi się podoba… a to chyba wyjątek, bo zazwyczaj raczej jest odwrotnie. Z czystym sumieniem odsyłam was więc przed ekrany telewizorów – i już wam zazdroszczę obłędnie dobrej zabawy!

Przeczytaj także:

Skomentuj

Ta strona wykorzystuje pliki COOKIES zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki. Dowiedz się więcej.

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close