Bohater czy terrorysta? Kadr z pierwszego sezonu "Homeland", 2011.

Homeland, czyli śnią mi się po nocach terroryści

Damian Lewis – pomimo swojej dość nieoczywistej urody oraz ewidentnie brytyjskiego pochodzenia – zaskakująco dobrze prezentuje się w mundurach amerykańskiej armii. Wszelakich. Niezmiernie mnie zatem raduje fakt, że po świetnej roli w równie świetnej Kompanii braci, to właśnie jemu przypadła rola sierżanta Brody’ego w Homeland.

Opowiadanie komukolwiek fabuły tego serialu mija się z celem. Najostrożniejszy opis, jaki mogę wam sprezentować bez ryzyka, że zepsuję wam całą zabawę, brzmi mniej więcej tak: po ośmiu latach niewoli w Iraku, sierżant Nicholas Brody powraca do Stanów Zjednoczonych jako bohater. Wśród wiwatujących na jego cześć tłumów znajduje się jednak pewna młoda agentka CIA, która podejrzewa, iż Brody nie jest tym, za kogo się go uważa i że może on planować zamach terrorystyczny na swoją ojczyznę. Brzmi banalnie? Bynajmniej banalnie nie będzie. Homeland jest bowiem serialem, na który czekałam całe lata.

Bohater czy terrorysta? Kadr z pierwszego sezonu "Homeland", 2011.
Bohater czy terrorysta? Kadr z pierwszego sezonu Homeland, 2011.

Prawda jest taka – z chwilą zakończenia emisji ostatniego sezonu Zagubionych jakaś cząstka mojego życia przestała mieć sens. Nagle nie było już na co czekać. Skończyły się nerwowe reakcje na kolejne zaskakujące zwroty akcji. Ustało maniakalne niemal tworzenie kolejnych teorii spiskowych, które miały wyjaśniać, co się właściwie w serialu dzieje, kto jest kim i o co chodzi. Skończyły się w większości zakończone niepowodzeniem próby odgadnięcia, co będzie dalej. A to wszystko, całe to spiskowanie przeciwko twórcom serialu chcącym nas zaskoczyć, dawało przecież najwięcej frajdy (mimo że było okropnie frustrujące)! Wraz z zakończeniem Zagubionych nastała w tym miejscu okropna pustka.

Na krótką chwilę zapełnienia tej pustki podjął się drugi sezon Sherlocka. Tyle tylko, że w przypadku Sherlocka intelektualnego droczenia się z widzem było znacznie mniej. Po obejrzeniu bardzo mocnego trzeciego odcinka i otrząśnięciu się z szoku wystarczyło się przez chwilę pozastanawiać, prześledzić bieg wydarzeń, poskładać cegiełki… i tajemnica pewnego lądowania dawała się bardzo przekonująco wyjaśnić. Znów nie było fascynujących intelektualnych wyzwań pod ręką.

Zdążyłam już niemal stracić nadzieję, że doczekam trzeciego sezonu Sherlocka. Albo że jakiś inny, nowy serial zawładnie moim umysłem, rozsmaruje mi mózg na ścianie… Ale oto jest, dokładnie w momencie zwątpienia pojawia się on… Homeland. Jest jak objawienie, jak portal do innego wymiaru. Od pierwszych minut scenariusz sobie ze mną pogrywa i tak już zostaje. Po dwóch sezonach wcale nie jestem bardziej pewna, kto jest po której stronie, kto jest kim i na czym mu zależy. Z coraz to nowych stron dostaję intelektualnego kopniaka, a teorie spiskowe mnożą się z prędkością światła.

Homeland to jeden z tych seriali, przy których oczy wychodzą nam z orbit, to jeden z tych seriali, których nie da się wyłączyć. Około 12-godzinny sezon ogląda się w ciągu 2-3 dni, a to i tak za długo, ale przecież trzeba się kiedyś w końcu położyć spać albo pójść do pracy… To jeden z tych seriali, które nawet w słabszych momentach wciąż są bardzo dobre i wciąż urywają widzowi głowę. To serial naprawdę dobrze zrobiony, opatrzony lekko psychodeliczną czołówką, która zapowiada, że lekko nie będzie, to serial przekonująco zagrany, pełen wyrazistych postaci.

Po kryształowo niemal czystej roli majora Wintersa w Kompanii braci, Damian Lewis zupełnie zmienia twarz, pokazuje mroczniejsze, bardziej tajemnicze, nieodgadnione oblicze. I znów udowadnia, że jest cholernie dobrym aktorem.

Partnerująca mu Claire Danes w roli agentki CIA, Carrie Mathison, jest z kolei dość… kontrowersyjna. Jej postać z powodzeniem mogłaby startować w rankingach najbardziej irytujących bohaterek serialowych. Śmiem nawet twierdzić, że niejeden taki ranking mogłaby wygrać, mimo że konkurencja jest przecież w tej dziedzinie ogromna: ot, choćby Ally McBeal i Elena Gilbert. W Carrie irytujące jest niemal wszystko – od jej niesamowicie dziwacznej mimiki, przez podejrzaną mieszankę geniuszu i szaleństwa, aż po nieprawdopodobny wręcz upór. Mimo wszystko jednak nie da się tej kobiety nie lubić. Albo przynajmniej w jakiś sposób nie podziwiać.

Właściwie mój stosunek do Homeland można by zamknąć w kilku zaledwie zdaniach: śnią mi się po nocach terroryści – dawno nie miałam tak ciekawych snów. Budzę się rano z nową teorią spiskową i nie mogę się doczekać, żeby ją sprawdzić. A radochy przy tym co niemiara.

6 komentarzy

  • Niedawno ktoś mi polecił serial „Rizzoli & Isles” i od tamtej pory oglądam kilka odcinków dziennie. Jestem już w połowie 3 sezonu, więc niebawem skończę i boję się, że z rozpaczy napiszę do producentów, by pospieszyli z kolejnym sezonem. Może więc wezmę się za „Homeland”, ale z drugiej strony skąd brać czas i na książki, i na filmy, i na seriale, i na normalne życie? 😉 Och, wygrać w totka… i nic nie robić 🙂

  • Też jestem fanką Homeland, choć miałam nadzieję, że cała opowieść zamknie się w 2 sezonach (nie lubię, gdy scenarzyści kuszeni słupkami oglądalności tworzą coraz to bardziej nieprawdopodobne serie). Mimo wszystko, czekam z niecierpliwością na 3 odsłonę serialu – zwłaszcza, że nic nie jest w stanie wypełnić jego braku (nie lubię produkcji, gdzie cała historia zamyka się w jednym odcinku, powoli nudzi mnie już Breaking Bad, zaś zwyczajnie nie mam zbyt czasu – choć pokusa jest ogromna – sięgnąć np. po House of Cards). Też wyjątkowo irytuje mnie Carrie, choć z drugiej strony jest ona chyba najciekawszą postacią całej produkcji – zwłaszcza w zestawieniu ze słodką, nieco nijaką żonką Brody’ego.

  • Ostatnio zachwalał ten serial mój wykładowca, zresztą wszyscy go chwalą, a ja do tej pory nie oglądałem. Pozostaje się tylko wstydzić i brać za oglądanie:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.