ross i rachel
Kadr z serialu Przyjaciele, D. Crane, M. Kauffman, 2004.

Ross i Rachel – wcale nie takie love story

Drodzy fani Przyjaciół, przyznajcie – kto z was nie wzrusza się za każdym razem, kiedy Ross wrzeszczy na swoją automatyczną sekretarkę: czy ona wysiadła z samolotu? Kto z was za każdym razem nie przeżywa tej paskudnej kłótni po akcji z dziewczyną z ksero? Kto z was nie czuje ciepła na sercu, gdy ekipa ogląda kasetę z liceum i okazuje się, że Rachel jednak jest homarem Rossa?

Ross i Rachel, Rachel i Ross. Wszyscy przeżywaliśmy ten związek prawie jak nasze własne – ale na tym polega magia telewizji. Dobrze napisany scenariusz sprzeda nam jako wielką romantyczną miłość nawet coś, co jest dosyć dysfunkcyjne i bardzo dalekie od udanego związku… Będziemy trzymać kciuki i dopingować pary, które dla dobra wszystkich zaangażowanych już dawno powinny się rozejść. Będziemy się wzruszać przy scenach, które są sztandarowymi przykładami manipulacji… I dokładnie to robiliśmy, obserwując wzloty i upadki, rozstania i powroty jednej z najsłynniejszych serialowych par.

ross i rachel
Kadr z serialu Przyjaciele, D. Crane, M. Kauffman, 1995.

Nazwijcie mnie nieczułą i pozbawioną romantyzmu (choć do dzisiaj beczę podczas ostatniego odcinka Przyjaciół) – ale jak by na to nie spojrzeć, związek Rossa i Rachel to zdecydowanie nie jest coś, co należy naśladować… Oto dlaczego:

Ciągle rozgrzebują stare problemy
„Mieliśmy przerwę!” i „Czy chodzi o Marka?” mogą być zabawne, kiedy jak refren przewijają się przez cały serial – ale pewnie nie jest waszym szczytem marzeń związek, w którym każdy kolejny konflikt jest jak powtórka z rozrywki i zamiast rozwiązywać aktualne problemy, rozgrzebuje sprawy z przeszłości… W radzeniu sobie z konfliktami nie do końca chodzi o to, żeby prowadzić dzienniczek przewinień partnera i sięgać do niego zawsze, kiedy akurat nam wygodnie.

Chorobliwa zazdrość
Tu na pierwszy plan wybija się Ross i jego obsesja na punkcie Marka czy odganianie innych facetów od Rachel nawet wtedy, gdy ta jest singielką… Ale tak naprawdę oboje nie potrafią zaakceptować nawzajem swoich wyborów i pozwolić drugiej osobie pójść dalej, nawet kiedy już się ze sobą nie spotykają. Ross ze swoją zazdrością jest okropnie przytłaczający, ale Rachel wcale nie była lepsza, goląc głowę jego dziewczynie, żeby tylko ich od siebie odsunąć…

Zdrada
Nikt nie twierdzi, że po zdradzie ludzie nie mogą sobie wybaczyć i jakoś się dogadać… Ale tutaj Ross nie tylko przekroczył pewną granicę, ale też niespecjalnie chce wziąć za to odpowiedzialność. „Mieliśmy przerwę” to nie magiczne zaklęcie i nie sprawi, że jego postępek nagle stanie się dobry… Niezależnie od tego, czy dla was to była przerwa, czy zerwanie – sypianie z kimś innym ledwie kilka godzin po kłótni to średnio eleganckie zachowanie… zwłaszcza jeśli za chwilę błagasz o wybaczenie i powrót.

Więcej ich dzieli niż łączy
Dobry związek to niekoniecznie dwie osoby, które we wszystkim mają identyczne zdanie – ale gdyby Ross i Rachel nie mieli wspólnych znajomych, żyliby w kompletnie odrębnych światach. To jeszcze nie zbrodnia, problem w tym, że niespecjalnie starają się jakoś poznać świat drugiej osoby i go zaakceptować. Co gorsza, Ross wcale nie kryje swojego poczucia wyższości intelektualnej, używa słów „tylko kelnerka” jako argumentu przeciwko związkowi z Rachel, a gdy ta zaczyna się spełniać i robić karierę w branży modowej, to też mu nie pasuje – może więc najchętniej (znów chorobliwa zazdrość) zamknąłby ją w domu i oczekiwał, że będzie poświęcać 100% czasu tylko jemu?

ross i rachel
Kadr z serialu Przyjaciele, D. Crane, M. Kauffman, 1995.

Kierują się tylko własnym interesem
Czy Rachel choć przez chwilę myśli o konsekwencjach, gdy leci do Londynu wyznać Rossowi miłość tuż przed jego ślubem z Emily? Czy Ross przez moment zastanawia się, jaką szansą jest dla Rachel praca w Paryżu? Albo chociaż proponuje, że poleci z nią albo że znajdą jakieś inne rozwiązanie – zamiast od razu wymagać, żeby zrezygnowała i dla niego została w kraju? Jeśli zastanawiacie się, dlaczego ciągle im nie wychodziło, to prawdopodobnie właśnie dlatego, że w decydujących momentach każde z nich myśli głównie o sobie.

Poważne kłamstwa
Stuprocentowa szczerość w związku to bardzo dyskusyjna kwestia i trudno odmówić logiki tym, którzy twierdzą, że niektóre rzeczy może lepiej byłoby przemilczeć… Ale są chyba jakieś granice. Kłamanie w tak poważnych sprawach jak unieważnienie małżeństwa przekracza granicę tak daleko, że granica zamienia się w kropkę.

Schodzą się i rozchodzą
Ciągłe rozstania i powroty można by nazwać burzliwym związkiem… Ale jeśli nieustannie się rozstajecie, to może jest ku temu powód i po prostu nie potraficie ze sobą być…

To wszystko wcale nie jest romantyczne. Wlepiając wzrok w ekran może i mylimy to z wielką miłością… ale głównie dlatego, że scenariusz nam tak podpowiada. I dlatego, że jak człowiek czeka 10 lat na szczęśliwe zakończenie, to jest już „trochę” uzależniony od swojej romantycznej wizji. Ale teraz wyobraźcie sobie, że sami przez tych 10 lat uciekacie i wracacie ciągle do tego samego związku, w którym tyle rzeczy nie działa… to nie jest romantyzm, to już naprawdę jest uzależnienie. Obsesja. I uparta niechęć do zamknięcia nieudanego rozdziału.

Nazwijmy to po imieniu – Rossowi przydałaby się porządna terapia, a Rachel mogłaby jednak trochę dorosnąć. Owszem, szaleni i niedojrzali ludzie też wchodzą w związki i jakoś żyją… no właśnie, jakoś. Jeśli chcecie idealizować i wzorować się na pięknej telewizyjnej parze… to może lepiej nie na Rossie i Rachel.

3 komentarze

  • Ja miałam podobne refleksje, gdy sobie jako dorosła osoba odświeżyłam hit z czasu mojego dorastania, czyli „Zbuntowanego Anioła”. Bardzo toksyczna relacja pokazana jako najpiękniejsza i najbardziej romantyczna miłość na świecie.

    • Jak się nad tym zastanowić, to cała masa „najbardziej romantycznych par filmowych” nieźle pasuje do choćby częściowo toksycznych relacji… Chyba po prostu trzeba uznać, że relacje nietoksyczne są mało atrakcyjne dla filmu/serialu, bo trudno na nich budować fabularną dramę, trzeba wymyślić coś innego niż tylko rozstania i powroty, by zainteresować widzów.
      A może widzowie w przeważającej części właśnie takie rzeczy chcą oglądać, bo na ekranie to wygląda ciekawie, burzliwie i „głęboko”? W końcu nie bez powodu większość filmowych, książkowych i baśniowych historii miłosnych to głównie te „perypetie w drodze do bycia razem”, a potem już tylko „i żyli długo i szczęśliwe, resztę sobie wyobraźcie, bo scenarzysta protestuje”.
      W gruncie rzeczy udany związek jest – z punktu widzenia obserwatorów – nudny. Miałabym płacić abonament na jakimś filmowym portalu za oglądanie, jak to para myje naczynia, sprzecza się o sprawy remontowe, by potem robić ten remont, idzie do pracy, wraca z pracy, dogaduje się, kto kogo gdzie podwiezie, idzie do kina, spędza sylwestra na jakiejś imprezie – razem, bez kłótni, zerwań etc. – a po jakiejś intensywniejszej kłótni przegaduje sprawę, godzi się i idzie dalej, na przykład do Lidla po zakupy? Hej, mam to w domu za darmo, nie chcę za pieniądze oglądać tego u innych. Dajcie mi dramę, toksyczne relacje z serii „zeszli się – zerwali – zeszli się – zerwali – zeszli się”, kilka zdrad i awantury o bzdury, będę się dobrze bawić przed ekranem!
      Widzę to trochę jak horrory: nie chciałabym mieć nawiedzonego domu, ale z chęcią popatrzę, jak na ekranie duchy rozwalają ludziom chałupy, życie i plany. Popcorn raz!

  • Oczywiście, że masz rację. Chociaż Rachel i Ross miewają momenty, kiedy wspinają się na wyżyny, to jednak najczęściej tak właśnie, nie są udanym związkiem, są niedojrzali, impulsywni, kierują się każde tylko swoim dobrem. Masz rację.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.