Kadr z filmu "Pół na pół", reż. Jonathan Levine, 2011.

Pół na pół

Adam ma 27 lat i nigdy nie przechodzi na czerwonym świetle – nawet gdy ulice są kompletnie puste. Nie pali – bo to niezdrowe. Nie ma nawet prawa jazdy, bo przecież codziennie tylu ludzi ginie w wypadkach drogowych. Kiedy coś go boli, nie połyka sam tony tabletek przeciwbólowych, tylko grzecznie idzie do lekarza. Całe jego życie jest właśnie takie – bezpieczne i zachowawcze. Tym większym zaskoczeniem, albo raczej ironią czy podłością losu, jest dla niego wiadomość o tym, że ma wyjątkowo wrednego raka.

Nic chyba tak nagle i dramatycznie nie zmienia życia człowieka jak świadomość, że jego szanse wygrania z nowotworem są dokładnie takie, jak trafienia reszki podczas rzutu monetą. Czysto losowe, pół na pół, 50:50. Diagnoza dosłownie wywraca życie Adama do góry nogami. Nie tylko konfrontuje młodego człowieka z tematyką choroby, śmierci i przemijania, ale także brutalnie obnaża słabe punkty jego dotychczasowego życia, weryfikuje relacje z najbliższymi osobami, odkrywa ich prawdziwe motywy i intencje. W chwili, w której Adam najbardziej potrzebuje wsparcia, na dobrą sprawę zostaje zupełnie sam. Jego otoczenie zajmuje się głównie sobą, swoim własnym strachem i własnymi interesami – jego dziewczyna sypia z początkującymi artystami, przyjaciel wykorzystuje jego chorobę przy podrywaniu kolejnych kobiet, kontrolująca matka domaga się ciągłego kontaktu i chce wyręczać syna we wszystkim… Na domiar złego, terapeutka, która miała pomóc Adamowi w przystosowaniu się do życia i walki z nowotworem, sama właściwie potrzebuje pomocy – jest świeżo po studiach, nie ma prawie żadnego doświadczenia i zamiast przynosić chłopakowi ulgę, tylko pogarsza sprawę.

Pół na pół dotyka tematyki, o której niełatwo jest mówić, nie ryzykując przy tym przytłoczenia widza, zbytniego eksponowania bohaterstwa czy nadmiaru patosu. O dziwo, film radzi sobie z tym całkiem nieźle. Jonathan Levine, mimo że właściwie dopiero rozpoczyna swoją przygodę z reżyserią, znalazł złoty środek, elementami komediowymi zręcznie i całkiem smacznie zrównoważył rozgrywający się na oczach widzów dramat. Niemały udział miał w tym zapewne fakt, że scenariusz napisany przez Willa Reisera jest luźnym nawiązaniem do jego własnych doświadczeń, bo w końcu kto miałby bardziej przekonująco i bezpośrednio opowiedzieć historię walki młodego człowieka z rakiem, niż ktoś, kto sam tę walkę przeszedł? Przy okazji premiery trailera Will Reiser powiedział: obejrzyjcie i przekonajcie się, czy przeżyłem. I to zdanie idealnie chyba podsumowuje dystans i swobodę, z jaką twórcy opowiadają historię Adama.

Strzałem w dziesiątkę okazał się odtwórca roli Adama – Joseph Gordon-Levitt, którego część publiczności kojarzy głównie jako dzieciaka z seriali popularnych w latach dziewięćdziesiątych, po raz kolejny udowadnia, że wydoroślał i wyrósł na bardzo dobrego aktora. Reszta obsady też radzi sobie całkiem dobrze, nawet znana ze Zmierzchu Anna Kendrick w roli terapeutki Adama pokazuje, że coś jednak potrafi. Wątek terapeutki zresztą sam w sobie jest całkiem interesujący, przynajmniej z mojego punktu widzenia – z jednej strony ujmuje psychologię szalenie stereotypowo, jak i większość filmów w ogóle. Z drugiej jednak… patrzę na tę dziewczynę i gryzie mnie świadomość, że mam tendencje do popełniania identycznych błędów.

Kadr z filmu "Pół na pół", reż. Jonathan Levine, 2011.
Kadr z filmu „Pół na pół”, reż. Jonathan Levine, 2011.

Wracając jednak do filmu… Gdyby nie przekonywał was sam fakt, że „Pół na pół” znalazło się w gronie filmów wyświetlanych podczas tegorocznej edycji Off Plus Camera (mnie to na przykład przekonuje), to posłuchajcie chociaż mnie: warto obejrzeć, przeżyć, przemyśleć. Robi wrażenie.

1 Comment

  • My tu gadu-gadu o lenistwie, a widzę, że już sporo nadrobiłaś! 🙂
    Co do filmu, długo się za niego zabierałam, bo odstraszyła mnie tematyka – nie lubię przygnębiających filmów. No i łatwo się domyślić, że był dla mnie miłym zaskoczeniem. Nie mogłam jednak przyzwyczaić do Anny Kendrick – pamiętam ją właśnie ze „Zmierzchu” i choć niezła z niej aktorka, to chyba zawsze będzie mi się kojarzyć z bohaterami o kamiennych twarzach :(.
    Zawsze wynajduję u Ciebie to,co mniej więcej znam, ale zapoznaję się też z tymi obcymi kąskami kulturalnymi! 😀

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.