Wampir zakochany w nastolatce... skąd my to znamy? Na szczęście akurat w tej nastolatce spokojnie można by się zakochać. Kadr z serialu "Pamiętniki wampirów", 2009.

Z cyklu: przyjemności, do których wstyd się przyznać

Wszystkim zainteresowanym przypominam, że już jutro na ekrany telewizorów wraca uwielbiany w Stanach, a i u nas całkiem popularny serial Pamiętniki Wampirów. Popularność tego serialu jest dla mnie osobiście zjawiskiem niezwykle ciekawym. Docelową grupą odbiorców miały być, jak się zdaje, amerykańskie nastolatki, głównie płci pięknej, czy w tym przypadku raczej dopiero rozkwitającej. Tymczasem nawet na naszym własnym podwórku nie brakuje dwudziestokilkulatek i (o dziwy nad dziwami!) dwudziestokilkulatków, którzy nie wstydzą się otwarcie przyznawać do namiętnego śledzenia losów wampirów z Mystic Falls. Owszem, jest w tym serialu kilka bardzo ładnych aktorek, ale co innego poza tym widzą w Pamiętnikach Wampirów mężczyźni – nie mam pojęcia. Zwłaszcza, że jest to jeden z najbardziej babskich seriali, jakie przychodzą mi do głowy.

Wampir zakochany w nastolatce... skąd my to znamy? Na szczęście akurat w tej nastolatce spokojnie można by się zakochać. Kadr z serialu "Pamiętniki wampirów", 2009.
Wampir zakochany w nastolatce… skąd my to znamy? Na szczęście akurat w tej nastolatce spokojnie można by się zakochać. Kadr z serialu „Pamiętniki wampirów”, 2009.

Choć Pamiętniki Wampirów dość luźno (na szczęście!) opierają się na przerażająco beznadziejnym cyklu powieści, który powstał na długo przed Zmierzchem, mogę się założyć, że pomysł na serial zrodził się na fali popularności gniota (wcale nie przepraszam, jeśli uraziłam kogoś, kto jeszcze próbuje bronić wartości literackiej „Zmierzchu”) autorstwa pani Meyer. Już samo to nikogo, kto okres dojrzewania ma za sobą, a także żadnej nastolatki przy zdrowych zmysłach nie powinno nastrajać optymistycznie do serialu. Bo na pierwszy rzut oka niczego wartościowego nie można się przecież spodziewać.

Po dokładniejszym przyjrzeniu się kilku pierwszym odcinkom można odetchnąć z ulgą. Owszem, produkcja najwyższych lotów to to nie jest, nie oszukujmy się. Ale jak na serial stworzony z myślą o nastolatkach, sięgający w dodatku tematycznie w głąb fantastyki, naprawdę nie jest źle. Żeby nie powiedzieć – jest całkiem dobrze. Nadgorliwi strażnicy dziecięcej moralności mogliby się nawet doszukiwać promowania jakichś pozytywnych wartości, przyjaźni, prawdomówności… Główna bohaterka bywa czasami tak kryształowo w porządku wobec wszystkich wokół, że aż przykro patrzeć.

Abstrahując jednak od kwestii intelektualno-moralnych, jedno trzeba serialowi przyznać – jest perfekcyjnie przygotowany w każdym calu. Bardzo estetyczne zdjęcia i scenografia, muzyka świetnie dobrana do każdego odcinka, bardzo dobry scenariusz, barwne, naprawdę nieźle zagrane postaci… Tego Pamiętnikom Wampirów nie można odmówić. Osobiście urzeka mnie jeszcze sposób, w jaki twórcy rozprawiają się z porównaniami do Zmierzchu – a to wprost wyśmiewając go ustami swoich bohaterów, a to tworząc własną, lepszą, ciekawszą i bardziej wyrazistą wersję Edwarda Cullena w postaci maksymalnie upodobnionego do niego Stefana.

Skoro już jesteśmy przy mocnych stronach tej produkcji… Niewątpliwie jest to serial bardzo sprytnie uzależniający psychicznie. Oferuje widzom dokładnie to, czego potrzebują i czego może brakuje w ich własnym życiu – dorastające nastolatki dostają przyjaciół, lojalność, przygody i pierwsze miłości, samotne kobiety dostają miłość, jakiej zawsze pragnęły (dalej jednak nie wiem, o co chodzi z męskimi widzami…). Która dziewczyna nie chciałaby się wymienić z Eleną chociaż na chwilę? Z jednej strony Stefan – obrońca, z niewyczerpanymi pokładami cierpliwości, szacunku, akceptacji dla jej decyzji, jakkolwiek głupawe by czasami nie były. Z drugiej – Damon, który świat by dla niej podpalił, Damon – chodząca pasja i namiętność, Damon o twarzy Iana Somerhaldera! Nie można się oprzeć temu serialowi, który tak sprytnie sprzedaje nam nasze własne marzenia.

Przed nami czwarty sezon serialu, po którym, szczerze mówiąc, sama nie wiem, czego się jeszcze można spodziewać. Pamiętniki Wampirów wpadły bowiem w pułapkę, w którą wpadają niemal wszystkie seriale – każdy kolejny sezon jest coraz bardziej udziwniony, przekombinowany, przesadzony i irytujący. Z powodzeniem można było zamknąć całą historię po dwóch seriach, pozostawiając widzom wspomnienia dobrego serialu. Mniej więcej bowiem od początku trzeciego sezonu przy każdym kolejnym odcinku irytuję się coraz bardziej i zarzekam, że następnego już nie obejrzę, bo nerwowo nie wytrzymam. Jeszcze gdybym tylko potrafiła dotrzymać słowa… Odrobinę przeraża mnie myśl, że przede mną jeszcze co najmniej dwa zaplanowane przez twórców sezony. Wiadomo przecież, że kury znoszącej złote jajka się nie zabija. Mam jednak nadzieję, że może przez wakacje zrobiłam się mniej drażliwa. Albo że Pamiętniki Wampirów będą dla mnie tym razem odrobinę łaskawsze. Czego niniejszym sobie i wam życzę.

6 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.