Od Pepper Potts do Kapitan Marvel – kobiety w MCU

Od premiery pierwszego Iron Mana w 2008 roku Marvel Cinematic Universe przeszło naprawdę długą drogę – i równie długą drogę przeszedł sposób, w jaki funkcjonują w MCU bohaterki kobiece. Zaczęło się bardzo tradycyjnie, od ślicznych ukochanych głównego bohatera. Potem w pomocniczych rolach na trzecim czy drugim planie zaczęły się pojawiać bohaterki, które ramię w ramię z męskimi herosami ratowały świat i miały aktywny wkład w ich niesamowite przygody. Aż wreszcie 2019 rok przyniósł nam zupełnie samodzielną Kapitan Marvel i jej solowy film. Są na tej drodze takie rzeczy, które Marvel robi dobrze, są i takie, nad którymi mógłby jeszcze popracować – przyjrzyjmy się temu, jak przez lata prezentowały się kobiece bohaterki MCU.

Gdzie są kobiety w Marvelu?

Najkrótsza odpowiedź na to pytanie jeszcze do niedawna brzmiałaby: na drugim planie. I rzadko wśród ważnych postaci.

Proporcje płci wśród marvelowskich herosów początkowo zdecydowanie nie wyglądały postępowo. Aż do 2014 roku (przez 6 lat istnienia uniwersum i przez 4 lata odkąd się w ogóle pojawiła w Iron Manie 2) jedyną liczącą się bohaterką w rozrastającej się grupie superjednostek była Czarna Wdowa. Dalej nie jest pod tym względem idealnie. W tej chwili, jeśli zliczyć istotnych herosów z Infinity War plus Hawkeye’a, Ant-Mana, Osę, Kapitan Marvel i Valkyrię w bonusie, na 27 ważnych bohaterów 9 osób to kobiety. I to tylko wtedy, gdy za ważne uznać Okoye, Shuri i Nebulę. Jedna trzecia to i tak całkiem niezła proporcja, choć Marvel dochodził do niej latami i aż do teraz trzymał swoje wojownicze bohaterki głównie na drugim i trzecim planie.

Oczywiście kobiet jako takich jest w MCU więcej – są czyimiś ciotkami, matkami, siostrami, córkami, ukochanymi… Ale w tych sprawczych rolach posuwających fabułę do przodu niekoniecznie jest się jeszcze czym chwalić. Dobrze napisanych kobiecych bohaterek w Marvelu powoli przybywa, ale to jeszcze nie jest moment, w którym możemy ogłosić sukces.

Zwłaszcza, jeśli policzyć, ile czasu ekranowego mają w filmach MCU kobiece bohaterki. Nie licząc Kapitan Marvel, najbardziej „równościowym” pod tym względem filmem był Ant-Man i Osa – wszystkie jego bohaterki zebrane razem łącznie występują na ekranie przez niemal 66 ze 118 minut trwania filmu. Tytułowa Osa zalicza też przy okazji rekord najdłuższego występu pojedynczej bohaterki w filmie MCU – a jest to rekord na poziomie 35 minut. Dobrze czytacie. Tytułowa i teoretycznie równorzędna bohaterka występuje w swoim filmie przez 35 ze 118 minut. Drugą szczęściarą jest Gamora – przypada jej aż 31 ze 121 minut Strażników Galaktyki. To i tak jest progres, bo są i takie produkcje MCU, gdzie w ponaddwugodzinnym filmie kobiety znajdują się na ekranie przez mniej niż 20 minut. I chociaż w tej niechlubnej kategorii przoduje (w miarę zrozumiale) Kapitan Ameryka: Pierwsze starcie (17 ze 124 minut przypada kobietom, głównie Peggy Carter), to zawzięcie goni go na przykład zupełnie już współczesny Spider-Man: Homecoming (19,5 ze 133 minut). Jeśli ciekawią was wyniki pozostałych filmów, możecie je sprawdzić tutaj.

Ukochane profesjonalistki

Trzeba jednak Marvelowi przyznać, że nawet w tych filmach, gdzie podstawową funkcją postaci kobiecej jest bycie aktualną, byłą lub przyszłą dziewczyną superbohatera i ewentualnie damą ratowaną z opresji, sposób przedstawiania bohaterek nie jest aż tak stereotypowy, jak można by się było spodziewać. To nie są dziewczyny, które mają tylko ładnie wyglądać na ekranie i być stawką, o którą toczy się gra – Marvel zadbał o to, żebyśmy wiedzieli o nich coś więcej niż tylko to, że główny bohater się w nich kocha.

Kadr z filmu Iron Man 3, reż. Shane Black, 2013.

Większość z nich ma wyraźnie zarysowaną osobowość i nie boi się wyrażać swojego zdania. Często to właśnie one potrafią ustawić bohatera do pionu albo utrzymać go w ryzach. Kiedy trzeba (go, Pepper!) czasem potrafią mu nawet uratować tyłek. A co najważniejsze – właściwie wszystkie promują wzorzec profesjonalistki w swojej dziedzinie. Są wykształcone – Jane Foster jest jedną z czołowych astrofizyczek, a Betty Ross profesorką biologii komórkowej na uniwersytecie. Pracują w trudnych i odpowiedzialnych zawodach – jak była dziewczyna Doktora Strange’a, Christine Palmer, która jest chirurgiem, albo ukochana Czarnej Pantery, Nakia, która jest wysoko postawionym szpiegiem tajnych służb Wakandy. Są profesjonalistkami na wysokich stanowiskach – Pepper Potts może i zaczyna jako „asystentka”, ale przy trybie życia Starka, to właściwie ona ogarnia większość jego obowiązków i słusznie awansuje na stanowisko dyrektora generalnego Stark Industries. Albo też zawzięcie przecierają szlaki dla innych kobiet w dosyć hermetycznych męskich środowiskach – jak agentka Peggy Carter w latach 40. i 50. A przy tym, jak bardzo są skuteczne i zdeterminowane, potrafią też być ciepłe, opiekuńcze i wspierające.

Choć scenariusz przewiduje dla nich wspomagającą rolę miłości głównego bohatera (poza Peggy Carter, która dostała własny serial), to jednocześnie są to bohaterki napisane w taki sposób, żeby w Avengers: Czas Ultrona Thor i Tony Stark (niczym przykładne gospodynie domowe dumne z osiągnięć swoich mężów) mogli sobie nawzajem imponować tym, czym się właśnie zajmują ich partnerki. I to jest cudowne.

Czarna Wdowa albo jak spłycić bohaterkę

O ile z jednymi bohaterkami Marvel radzi sobie całkiem dobrze, to bywają i takie, z którymi ma większy problem. Natasha Romanoff znana również jako Czarna Wdowa była pierwszą z „superbohaterskich” bohaterek MCU, choć tak naprawdę nie ma żadnych specjalnych mocy – i chyba jedną z bardzo niewielu postaci (obok Thora), do której scenarzyści przez lata nie mogą znaleźć właściwego (a przede wszystkim spójnego) podejścia. Poznaliśmy ją jako piekielnie seksowną kobietę i równie piekielnie skutecznego szpiega i zabójcę. I chociaż osobiście nie jestem fanką tego, jak bardzo podkreśla się jej seksualność (zwłaszcza na etapie, kiedy jest jedyną kobietą w drużynie, wygląda to jednak dosyć stereotypowo), to na dobrą sprawę takie połączenie na maksa podkręconej kobiecości z zabójczą skutecznością szpiega jest ciekawe. A w momencie, kiedy bohaterki MCU stają się coraz bardziej różnorodne, „ta seksowna” też powinna mieć swoje miejsce na tej palecie kobiecych postaci.

Tyle tylko, że potem Czarna Wdowa trochę traci pazur. Poza jednym bardzo sugestywnym spojrzeniem w jej brutalną przeszłość tak naprawdę niewiele o niej wiemy. A kolejni scenarzyści trochę wykorzystują ją jak dyżurną dostarczycielkę „chemii” i flirtów, kiedy nie ma czasu, by wprowadzić do filmu pełnoprawną „ukochaną” dla poszczególnych bohaterów. Była już jej bliska emocjonalna relacja z Hawkeyem, była chemia z Kapitanem Ameryką, był nieszczęsny romans z Hulkiem znany również jako jeden z najgorszych wątków całego uniwersum… Nie mam nic przeciwko temu, żeby któraś z bohaterek miała liczne romanse (bo dlaczego miałaby ich nie mieć, skoro Starkowi było wolno być playboyem?), ale chciałabym, żeby to było umotywowane i wynikało z jej własnych dążeń, a nie chęci zatkania na szybko dziury w scenariuszu. Czarna Wdowa zasługuje na więcej i mam nadzieję, że dostanie to „więcej” w swoim solowym filmie!

"Kadr

Różne wzorce kobiecości

W ostatnich latach pojawia się w MCU coraz więcej kobiecych bohaterek – i stają się one zarówno coraz bardziej zróżnicowane, jak i coraz bardziej sprawcze. Wygląda na to, że filmy Marvela przeszły z etapu ogarniętych życiowo dam do ratowania, przez etap „nie do końca wiemy, co zrobić z seksapilem Czarnej Wdowy”, aż do fazy pełnoprawnych partnerek w łojeniu tyłków złolom i ratowaniu świata.

Mamy Scarlet Witch – dzięki mocy Kamienia Umysłu jedną z potężniejszych osób w nowym składzie Avengersów. Dziewczynę z jednej strony poważną i boleśnie świadomą odpowiedzialności, jaką niosą ze sobą moce, a z drugiej ciepłą i współczującą. Mamy dotkniętą traumą Valkyrię, która za dużo pije, ale nawet wtedy jest w stanie rozłożyć na łopatki niejednego przeciwnika. Mamy Gamorę – sztywną maszynę do zabijania, która z czasem zaczyna się otwierać i wyluzowywać. Mamy młodego geniusza w postaci Shuri – która dzięki poczuciu humoru i luzackiemu stylowi bycia świetnie równoważy to, że czasem radzi sobie nawet lepiej niż tęgie głowy Bannera i Starka. Mamy honorową tradycjonalistkę, generał Okoye, dumną ze swojej ogolonej na zero głowy i ze swojego niesamowitego kraju pełnego kontrastów. Mamy wreszcie trochę złośliwą Osę, przy której Ant-Man walczy jak niedorajda i która cudownie naturalnie prezentuje się na ekranie z włosami związanymi w nieidealny kucyk (kiedy fryzura bohaterek wzbudza sensację, to wiedz, że coś się dzieje z wzorcem, do którego przyzwyczaiło nas kino!).

"Kadr

I choć większość z nich na razie trzyma się na drugim planie jako część większej drużyny albo wsparcie głównego bohatera, to każda wyraziście zaznacza się w swoim filmie i pokazuje, że kobiece bohaterki mogą być najróżniejsze i nadal świetnie się sprawdzać w fabule. Wygląda na to, że Marvel odkrył tę samą zasadę, która przyświeca autorowi Gry o Tron – a Martin pytany o to, jak mu się udaje pisać tak dobre postaci kobiece, odpowiada zwykle: po prostu wychodzę z założenia, że kobiety to istoty ludzkie.

W stronę (super) dziewczyny z sąsiedztwa

Wraz z kolejnymi filmami bohaterki Marvela stają się coraz bardziej przystępne i coraz łatwiejsze do utożsamiania się z nimi, czy to pod względem tego, jak na ekranie wyglądają (zakochałam się w zwyczajnym stylu Osy!), czy tego, jaką mają osobowość i do czego dążą. Każda z nich wzbogaca uniwersum, ale każda też trochę przeciera szlak dla tej najgłośniejszej i chyba najbardziej oderwanej od stereotypu – Kapitan Marvel i jej rozumienia kobiecości, z którą tak wiele widzek się teraz utożsamia. O tym, dlaczego czekałyśmy na taką właśnie bohaterkę, piszę tutaj.

Kadr z film Kapitan Marvel, reż. Anna Boden i Ryan Fleck, 2019.
Kadr z filmu Kapitan Marvel, reż. Anna Boden i Ryan Fleck, 2019.

Czy razem z Kapitan Marvel kończy się droga MCU ku reprezentacji i lepszemu pisaniu kobiecych bohaterek? W żadnym wypadku. Wciąż wiele jest do zrobienia i wiele jest fantastycznych historii z kobietami w centrum do opowiedzenia. Miejmy nadzieję, że Marvel utrzyma ten kurs, zainspiruje resztę branży i może za jakiś czas różnorodne, samodzielne i dobrze napisane postaci kobiecie nie będą w kinie rozrywkowym żadnym ewenementem, tylko najzwyczajniejszą codziennością.

Tekst powstał w ramach cyklu Tydzień z Kapitan Marvel (11–17 marca 2019).

O Kapitan Marvel piszę jeszcze tutaj:

Kim jest Kapitan Marvel i jak zmieni MCU

(Super)bohaterka, na jaką czekałyśmy

Wyżej, dalej, szybciej… a jakby tak samo – recenzja Kapitan Marvel

Pojedynek bohaterek: Kapitan Marvel vs Wonder Woman

Kapitan Marvel i jej rola w Avengers: Endgame

Purrfect flerken – o co chodzi z kotem Kapitan Marvel?

Dziewczyny na ekrany – bohaterki Marvela, które chcę zobaczyć w MCU

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.