Tom Hiddleston i Hugh Lurie w serialu "Nocny recepcjonista", reż. Susanne Bier, 2016.

Nocny recepcjonista: Loki kontra doktor House

Wielkimi krokami zbliża się polska premiera serialu Nocny recepcjonista (The Night Manager) – pierwszy odcinek już 7 lipca na AMC Polska. Nie pamiętam, kiedy po raz pierwszy usłyszałam o tej produkcji, pamiętam za to, że momentalnie nastawiłam się na coś rewelacyjnego. Tom Hiddleston i Hugh Laurie w szpiegowskich klimatach i to w dodatku próbujący się nawzajem ograć – czego chcieć więcej?

Na pierwszy rzut oka Nocny recepcjonista prezentował się naprawdę obiecująco. Brytyjska produkcja w reżyserii Susanne Bier przyciągnęła całkiem ciekawą obsadę – Olivia Colman, Elizabeth Debicki, znany m.in. z Homeland David Harewood, do tego jeszcze Brutus i Edmure Tully w jednej osobie, czyli Tobias Menzies… z punktu widzenia maniaka seriali całe mnóstwo znajomych twarzy.

Fabuła też zapowiadała się całkiem nieźle. Tytułowy nocny recepcjonista eleganckiego hotelu w Kairze i jednocześnie były żołnierz (Tom Hiddleston) za sprawą pięknej kobiety zostaje wplątany w nielichą aferę… staje się świadkiem brutalnych poczynań brytyjskiego biznesmena i handlarza nielegalną bronią (Hugh Laurie). Sprawa szybko staje się dla niego osobista i z przeuroczego recepcjonisty nasz bohater przeistacza się w szpiega infiltrującego szeregi przestępczej organizacji. Czy Loki wykiwa doktora House’a? To mógłby być emocjonujący pojedynek!

Tom Hiddleston i Hugh Lurie w serialu "Nocny recepcjonista", reż. Susanne Bier, 2016.
Tom Hiddleston i Hugh Lurie w serialu Nocny recepcjonista, reż. Susanne Bier, 2016.

Ale nie do końca taki jest. Nie jest to wina obsady, bo serial zagrany jest naprawdę świetnie i z klasą. Nie jest to wina klimatu, bo pod tym względem to cacko – naprawdę niezłe zdjęcia, dobra muzyka, niczego sobie scenografia, klimat rodem ze starych, dobrych szpiegowskich opowieści. Nie jest to też kwestia długości tej produkcji – mini-serial trwa 6 godzin i choć pierwszy odcinek nieco się ciągnie, całość trwa w zasadzie tyle, ile powinna. Wystarczająco, żeby aktorzy mogli się trochę popisać, a widz popatrzeć na ładne obrazki, a zarazem na tyle krótko, że fabuła nie pozwala nam zupełnie zwątpić w zdrowy rozsądek twórców.

Ale to właśnie fabuła niestety jest najsłabszym ogniwem tej produkcji. W scenariuszu jest mniej więcej tyle dziur, ile w sporym kawałku sera szwajcarskiego… Wystarczy zacząć od tego, że jak na geniusza zbrodni bohater Lauriego jest podejrzanie niefrasobliwy i łatwowierny, prawie jakby chciał dać się oszukać. Dla odmiany bohaterom po jasnej stronie mocy wiele spraw układa się nieprawdopodobnie łatwo, a niemal już rozwiązana komórka brytyjskiego wywiadu okazuje się mieć imponujące możliwości działania… Jest tu sporo rzeczy, które nie bardzo trzymają się kupy i niestety trudno tego nie zauważyć.

Dość mieszane mam uczucia wobec Nocnego recepcjonisty. Patrzy się na niego rewelacyjnie, Hiddlestona chciałoby się schrupać, Laurie jak zawsze zachwyca, Olivia Colman po raz kolejny potwierdza swoją klasę… Przyjemnie jest przez chwilę zanurzyć się w klimacie szpiegowskiego thrillera… Ale wszystko to zostało wciśnięte w ramy dosyć amatorsko potraktowanego scenariusza. W Klanie może niektóre z tych scen byłyby wiarygodne, ale tutaj?

Nie będę Nocnego recepcjonisty nikomu odradzać, bo nie uważam tych 6 godzin za stracone… Nieźle się to ogląda, zwłaszcza gustująca w pięknych mężczyznach część widowni będzie usatysfakcjonowana widokami na ekranie. Ale nie mogę z czystym sumieniem piać z zachwytu… bo koniec końców chyba wcale nie ma się czym zachwycać.

4 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.