Kadr z filmu Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie, reż. Paolo Genovese, 2016.

Nie róbcie tego w domu!

Ile tak naprawdę wiesz o swoich bliskich? Zazwyczaj wydaje nam się, że wiemy wszystko. Albo przynajmniej wystarczająco dużo. Że cieszymy się takim zaufaniem albo że sami jesteśmy na tyle dociekliwi, że nikt nie ma przed nami tajemnic. Jakie złudne jest to myślenie i jakie banalne byłoby stwierdzenie, że w rzeczywistości jest zupełnie inaczej… wystarczy obejrzeć pierwszy lepszy serial o morderstwie nastolatki, żeby okazało się, że wszyscy w miasteczku mają jakieś tajemnice.

Ale dzisiaj nie będzie o kryminale, tylko o filmie, który dystrybutor zakwalifikował jako komedię… mimo że mniej więcej w połowie z komedii zamienia się w prawdziwy, przytłaczający dramat. Już samo przejście pomiędzy gatunkami, choć w filmie bardzo płynne, byłoby świetnym narzędziem diagnostycznym dla waszych znajomych. Jeśli chcecie się przekonać, czy wasi nowi znajomi mają choć trochę empatii, wyczucia albo odrobinę intelektu, koniecznie zabierzcie ich na Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie. I sprawdźcie, czy przypadkiem dalej nie będą rechotać, kiedy reszcie widowni zacznie się już zbierać na płacz. Albo robić nieswojo.

Kadr z filmu "Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie", reż. Paolo Genovese, 2016.
Kadr z filmu Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie, reż. Paolo Genovese, 2016.

Ten włoski film całej reszcie świata jest znany pod bardziej wymownym tytułem. W oryginale: Perfetti sconosciuti, po angielsku: Perfect strangers, w wielu innych językach tytuł też idealnie podkreśla, jak w rzeczywistości bardzo obcy i nieznani mogą nam być ludzie, których uważamy za najbliższych… ale my chyba nie mamy w polskim dobrego odpowiednika strangers. „Nieznajomi” brzmieliby jak tania komedia romantyczna, „obcy” mogliby nasuwać skojarzenia z filmem o kosmitach… może stąd to dziwne polskie tłumaczenie. W pewnym sensie zresztą trafne, choć trochę inaczej rozkłada akcenty.

Pomysł na ten film można by zamknąć w jednym zdaniu. Grupa przyjaciół spotyka się przy kolacji i postanawia zagrać w dorosłą wersję „prawdy czy wyzwania” – będą się przy stole dzielić każdą wiadomością, SMS-em, rozmową, wszystkim, co trafi na ich telefon w ciągu tego wieczoru. Zero prywatności, wszystko jawne. Nietrudno się domyślić, że przy okazji wyjdzie na jaw kilka brudnych sekretów… ale skala ujawnionych informacji i ich konsekwencje mogą was zaskoczyć.

Sam pomysł na film może się wydawać prosty, ale wraz z kolejnymi zwrotami akcji coraz wyraźniej widać, jak złożony i precyzyjnie skonstruowany jest scenariusz. Grupka ludzi po prostu siedzi przy stole i rozmawia, a jednak dzieje się tyle, że w pewnym momencie można się złapać na gapieniu się w ekran z otwartymi ustami. W miarę jak do bohaterów przychodzą kolejne wiadomości, przy stole robi się nie tylko coraz bardziej niezręcznie, ale na włosku zaczynają wisieć małżeństwa, przyjaźnie, a pewnie i światopogląd większości postaci.

Kasia Smutniak w filmie "Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie", reż. Paolo Genovese, 2016.
Kasia Smutniak w filmie Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie, reż. Paolo Genovese, 2016.

Szczerze mówiąc, za pierwszym razem byłam tak zaaferowana śledzeniem kolejnych zakrętów scenariusza, że niewiele miałam do powiedzenia o poszczególnych rolach czy jakimkolwiek innym elemencie produkcji. Za drugim w pełni udało mi się docenić błyskotliwe dialogi. A za trzecim, czwartym i kolejnym człowiek wciąż wychodzi z podziwu jak świetny jest scenariusz i jak precyzyjnie ten film jest rozplanowany. Jak poszczególni aktorzy od samego początku drobnymi grymasami czy od niechcenia rzuconym półsłówkiem budują intrygę, która za chwilę rozhula się na dobre. To jeden z tych filmów, które przy drugim, trzecim i dziesiątym podejściu ujawniają coraz więcej smaczków. Zupełnie inaczej patrzy się na zachowania i reakcje poszczególnych bohaterów, wiedząc, jakie pokręcone sekrety skrywają. Jeden seans, choć zaiste doskonały, to jeszcze za mało. Wszystkie zalety aktorstwa i scenariusza są widoczne dopiero przy kolejnych podejściach. I to jest prawdziwe mistrzostwo. Nawet jeśli za pierwszym razem wychodzisz z kina zachwycony, to dopiero początek tego, co Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie ma ci do zaoferowania.

Całkiem możliwe, że ten film zmąci w was spokój ducha. Że zapragniecie dokładnie przejrzeć telefony swoich partnerów. Albo wręcz przeciwnie – raz na zawsze zrezygnujecie z polityki zupełnej szczerości w związku. Bo szczerość to niebezpieczne narzędzie, ma dwa ostrza i nigdy nie wiesz, kogo nią bardziej zranisz. Wielu rzeczy można się o ludziach nauczyć z tego filmu. Ale podstawowa lekcja jest bardzo prosta: nie róbcie tego w domu. A poza domem nie róbcie niczego, przez co odrobina szczerości miałaby wam później zniszczyć życie.