Kadr z serialu "Newsroom", Aaron Sorkin, 2012.

Newsroom: dobre media od kuchni

Jest taki film George’a Clooneya o dość tajemniczym tytule Good night and good luck. Ta czarno-biała produkcja traktuje o telewizji lat 50′, a konkretniej o legendzie amerykańskiego dziennikarstwa, Edwardzie R. Murrowie. W dobie społecznego ostracyzmu i wielkiego polowania na komunistów, sympatyków komunizmu, a nawet ludzi, którym zdarzyło się kiedyś przypadkowo podać rękę komuniście, Murrow i jego ekipa stąpają po cienkim lodzie, wypowiadając medialną wojnę senatorowi McCarthy’emu, inicjatorowi tej antykomunistycznej nagonki. Ryzykując karierą i narażając się na oskarżenia pod własnym adresem, Murrow nie szczędzi na antenie odważnych słów, starając się pozostać wiernym prawdzie i lojalnym wobec swoich odbiorców.

Kadr z filmu "Good night and good luck", reż. George Clooney, 2005.
Kadr z filmu „Good night and good luck”, reż. George Clooney, 2005.

Choć kontekst społeczno-polityczny tych wydarzeń odszedł już w niepamięć, to tak sam film, jak i słowa wypowiadane w nim przez Murrowa, ani trochę nie tracą na aktualności. Ostrzeżenia, które padły z jego ust ponad pół wieku temu, dziś są już rzeczywistością – telewizja nie mówi prawdy, nie edukuje, a ogłupia, rządzona przez sponsorów i wyniki oglądalności. I choć świadomy odpowiedzialności za tworzone przez siebie przekazy medialne Murrow próbował z tym jeszcze walczyć, dzisiaj niemal nikt już tego nie robi, a ta ponura, groteskowa wizja mediów stała się powszechnie przyjętą normą.

Skojarzenie z filmem Good night and good luck nasuwa mi się za każdym razem, gdy odpalam kolejny odcinek Newsroomu. Ten świeżutki serial produkcji HBO jest bowiem bardzo współczesną wersją opowieści o Murrowie i jego kolegach ze studia. Co prawda, bohaterowie Newsroomu nie walczą już z podejrzeniami o komunizm, stawiają jednak czoła realiom, które Murrow przepowiadał – w świecie rządzonym przez reklamę, oglądalność i upolitycznione media starają się robić dobre, rzetelne wiadomości, edukować widzów i przekazywać im prawdę, jak ciężką by ona nie była. O tym, że nie jest to łatwe, gdy ma się przeciwko sobie sponsorów, władze stacji, a nawet przyzwyczajonych do medialnej papki widzów, przekonujemy się niemal w każdym odcinku. Skojarzenie z Edwardem R. Murrowem jest chyba zresztą zamierzone przez twórców, nieprzypadkowo w czołówce serialu przewijają się historyczne zdjęcia dziennikarzy sprzed lat, a główną rolę gra Jeff Daniels, którego mamy szansę oglądać także w Good night and good luck.

Kadr z serialu "Newsroom", Aaron Sorkin, 2012.
Kadr z serialu „Newsroom”, Aaron Sorkin, 2012.

Newsroom zaczyna się bardzo mocnym akcentem. Już na samym wstępie główny bohater, jeden z najchętniej oglądanych prezenterów telewizyjnych, w popularnym programie zapytany o to, dlaczego Stany Zjednoczone Ameryki są najwspanialszym krajem na świecie, wygłasza gorzką tyradę totalnie sprzeczną z zawartą w pytaniu tezą. I choć później serial miewa także słabsze momenty, w ogólnym rozrachunku jest właśnie taki, jak jego pierwsze minuty – mocny, pełen napięcia, do bólu szczery.

Dotykając niełatwej tematyki, Newsroom jednocześnie daje się lubić, wykorzystując kilka sprytnych, sprawdzonych sztuczek. Mamy więc głównego bohatera, którego uwielbiamy za jego zgredowatość, mamy nierozwiązane historie i napięcia z przeszłości, mamy trudne romanse i cały zestaw ciekawych, barwnych i dobrze zagranych postaci, kompletnie od siebie różnych, a jednak współtworzących całkiem niezłą całość. Od strony aktorskiej serial także jest idealnie dopieszczony. Obok takich nazwisk jak Jeff Daniels, Sam Waterston, Jane Fonda czy Emily Mortimer pojawiają się młodzi, zdolni i obiecujący – choćby widywani u Woody’ego Allena Alison Pill i John Gallagher Jr. czy przesympatyczny Dev Patel.

Jednocześnie Newsroom daje nam niepowtarzalną szansę przyjrzenia się niejako od kuchni wydarzeniom, które wstrząsały światem w ostatnich latach. Nie tylko mamy okazję podglądać proces tworzenia serwisu informacyjnego, ale i przyjrzeć się newsom w szerszym kontekście, razem z reakcjami, jakie wywoływały w amerykańskich mediach i społeczeństwie, a jest to doświadczenie o tyle ciekawe, że sporo tej treści i atmosfery ucieka gdzieś po drodze w czasie wędrówki wiadomości zza oceanu przez nasze rodzime stacje telewizyjne, aż do naszych odbiorników.

Bohaterowie tak filmu Clooneya, jak i Newsroomu obrali sobie za cel niełatwą misję uświadamiania i edukowania odbiorców. Czy im się to udaje? W jakimś stopniu na pewno. Przy okazji jednak obie produkcje edukują swoich własnych widzów, prowokując każdego z nas do refleksji nad współczesnym światem, mediami i zagubionymi gdzieś po drodze prawdą i etyką. I już samo to jest wystarczającym powodem, by się z nimi zapoznać.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.