Na początku byli kosmici – wrażenia po filmie Eternals

Na początku byli kosmici… i widział Arishem, że było to dobre. Do kin trafiła nowa produkcja Marvela – wyreżyserowana przez nagrodzoną Oscarem Chloé Zhao, błyszcząca gwiazdorską obsadą, wprowadzająca nowych bohaterów, poważniejsza w wymowie i fabularnie sięgająca z jednej strony do kosmologii, z drugiej zaś do początków cywilizacji człowieka. Co z tego wszystkiego wyszło i jak Eternals wypadają na tle MCU?

Trzeba przyznać, że twórcy Eternals wysoko postawili sobie poprzeczkę, a sam film już na papierze wydaje się dość trudny do zrealizowania na poziomie i w rytmie, do jakiego przyzwyczaiło nas MCU… Głównie dlatego, że to film, który wymaga sporej ilości wyjaśnień i rozbudowywania świata. Marvel sięga tu po niemal nikomu nieznanych bohaterów, których musi nam przedstawić, pokazać ich moce i zarysować charakter każdego z nich – i to nie jednego czy dwóch bohaterów, jak działo się to do tej pory, kiedy kolejne solowe filmy dopiero kładły fundamenty pod spotkanie drużyny superbohaterów w Avengers… Tutaj dostajemy od razu całą, dziesięcioosobową grupę różnorodnych tytułowych postaci (plus także kilka pobocznych), z których każda ma swój charakter i swoje specyficzne podejście do świata. Jakby tego było mało, Eternals to film, który fabularnie wchodzi na niespotykany przedtem w MCU poziom i mocno poszerza granice znanego nam dotąd świata – jego akcja w pewnym sensie rozpisana jest na siedem tysięcy lat i cztery różne gatunki istot, a fabuła dotyka iście kosmicznego tematu tworzenia i rozwoju życia we wszechświecie i zupełnie nowego poziomu boskości mitycznych istot, przy których Thor czy Loki sprawiają wrażenie zwyczajnych facetów z ulicy. Jasne, superbohaterowie toczyli już walki o przetrwanie całej planety, galaktyki czy życia we wszechświecie – ale jak dotąd patrzyliśmy na to pod trochę innym kątem, interpretując te większe niż życie stawki przez pryzmat tego, co stanie się z naszymi ulubionymi bohaterami i ich bliskimi, a nie życiem jako takim. Teraz zaś Marvel poniekąd zmusza nas do szerszego, nieco bardziej abstrakcyjnego spojrzenia na wszechświat, które jednak nadal przekłada się na losy jednostkowych bohaterów. Eternals to więc film, który wymaga dość sporo ekspozycji i tłumaczenia widzowi pewnych rzeczy, próbuje też upakować na przestrzeni dwóch i pół godziny bardzo dużo różnych postaci, istot, konceptów i linii czasowych, co chwilami może sprawiać wrażenie lekkiego chaosu… Ale ostatecznie udaje mu się z tego wyjść obronną ręką.

Kadr z filmu <em>Eternals</em>, reż. Chloé Zhao, 2021.
Kadr z filmu Eternals, reż. Chloé Zhao, 2021.

Tytułowi Eternals to grupa długowiecznych przybyszów z kosmosu, którzy siedem tysięcy lat temu zostali wysłani na Ziemię przez Celestian, których możemy traktować jak kosmiczny poziom bóstw odpowiedzialnych za stworzenie wszechświata. Zadaniem Eternals było otoczyć ludzkość opieką, stymulować rozwój cywilizacji i chronić człowieka przed tajemniczymi bestiami z głębin ziemi… a jednocześnie nie ingerować w wewnętrzne sprawy i konflikty ludzkości. Sami więc z miejsca więc weszli trochę w rolę bogów kroczących między ludźmi, czasem angażujących się w ludzkie sprawy wedle sobie tylko znanych zasad, czasem zaś biernie przyglądających się biegowi wydarzeń, kiedy wydawałoby się, że powinni interweniować. Potężni, długowieczni i tajemniczy, przez wieki stawali się pierwowzorami bohaterów mitów i legend, a imiona niektórych z nich mogą brzmieć podejrzanie znajomo – mamy więc unoszącego się w powietrzu Ikarisa, boginię wojny Tenę („A” jest nieme!), silnego Gilgamesza, podsuwającego ludzkości kolejne wynalazki Fajstosa (a choć nie uważam polskiego tłumaczenia tego filmu za wybitne, to spolszczenie niektórych imion tak, by łatwiej przywoływały utrwalone w naszym języku miana mitologicznych bohaterów, wydaje mi się całkiem sensowne). Teraz, kiedy po tysiącach lat uśpienia bestie z głębin znów stają się zagrożeniem dla ludzkości, Eternals jeszcze raz muszą stanąć do ostatecznej walki, odkrywając przy tym zaskakującą prawdę na temat celu swojego istnienia i swojej misji na Ziemi.

Kadr z filmu <em>Eternals</em>, reż. Chloé Zhao, 2021.
Kadr z filmu Eternals, reż. Chloé Zhao, 2021.

Jak przystało na Marvela, ta bardzo zróżnicowana i w pewnym sensie reprezentująca całą ludzkość grupa, została doskonale obsadzona. Gemma Chan w oczach i uśmiechu ma cały ogrom miłości i troski, jaką jej bohaterka darzy ludzkość. Angelina Jolie w roli legendarnej wojowniczki, która nagle musi się zmierzyć z samą sobą i swoją nieoczekiwaną słabością, sprawdza się świetnie. Salma Hayek wprost emanuje spokojem i pewnością liderki, która widzi i wie znacznie więcej, niż jej podwładni. Kumail Nanjiani ze swoim komediowym sznytem buduje wprowadzającą nieco luzu postać, z którą łatwo się utożsamić. Znani z Gry o Tron Richard Madden i Kit Harrington jako dwóch ukochanych kobiety o imieniu Sersi wnoszą do filmu dodatkową, smakowitą warstwę czytelną głównie dla fanów serialu. Serio, trudno się oprzeć wrażeniu, że twórcy wyraźnie w kilku miejscach puszczają oko do fanów Gry o Tron – i widzowie serialu znajdą w filmie parę nieoczywistych, ukrytych żartów, które mogą umknąć pozostałym.

Kadr z filmu <em>Eternals</em>, reż. Chloé Zhao, 2021.
Ja na przykład uważam za całkiem zabawne to, że Kit Nic-Nie-Wiesz-Jonie-Snow Harrington debiutuje w MCU w roli… nauczyciela. Kadr z filmu Eternals, reż. Chloé Zhao, 2021.

Eternals to też film, który stawia na różnorodność i reprezentację. Bohaterowie są zróżnicowani pod względem płci, koloru skóry, wieku (a przynajmniej tego, na ile lat wyglądają), sylwetki i kultury, w której zdecydowali się osiąść – i jest to spore osiągnięcie na tle dotychczasowych produkcji. To tutaj na dużym ekranie debiutuje pierwsza głucha postać Marvela grana przez przesympatyczną Lauren Ridloff, a także grany przez Briana Tyree Henry’ego pierwszy bohater o orientacji homoseksualnej, o której twórcy nie wspominają post factum w wywiadach ani nie ukrywają jej w jakichś aluzjach, ale rzeczywiście w końcu decydują się pokazać taką relację na ekranie. W pewnym sensie Eternals pod wieloma względami przesuwają granice tego, na co do tej pory pozwalano sobie w MCU – to film, który wydaje się znacznie bardziej dojrzały w podejściu do swoich bohaterów i pozwala im na więcej. Kiedy dwoje pięknych ludzi jest w sobie zachowanych, to idą ze sobą do łóżka, i to nie gdzieś poza kadrem, jak przez lata robili to nawet playboye Marvela. Kiedy mamy postać z niepełnosprawnością, to nie jest to efekt dramatycznego wypadku, któremu chwilę potem zaradzimy przy pomocy wymyślnej technologii – tylko zwyczajny element tożsamości bohaterki, której porozumiewanie się przy pomocy języka migowego w niczym nie przeszkadza. A kiedy bohater jest gejem, to nie musimy tego wyczytywać z jakiegoś znaczącego spojrzenia trwającego ułamek sekundy, tylko po ludzku poznajemy jego męża i rodzinę, jaką z nim zbudował. Ewidentnie Chloé Zhao ma zaufanie do dojrzałości swoich widzów, a studio musiało mieć zaufanie do Chloé Zhao.

Uważam za całkiem zabawne to, że Kit Nic-Nie-Wiesz-Jonie-Snow Harrington debiutuje w MCU w roli... nauczyciela. Podczas improwizowanego wykładu.
A Marvel jest odważny, skoro pozwala, żeby Robb Stark znowu brał jakiś ślub. Kadr z filmu Eternals, reż. Chloé Zhao, 2021.

Jest w tym filmie też dużo więcej powagi niż w standardowej produkcji Marvela najeżonej żartami dla rozładowania sytuacji. Czuć w nim pewien ciężar i wyższą stawkę, o jaką toczy się gra, nie tylko dlatego, że wchodzimy na iście kosmiczny poziom, ale też dlatego, że czyny bohaterów mają nieodwracalne konsekwencje, a ich wybory i przemiany coś znaczą i wydają się trwałe. Do tej pory bohaterowie Marvela nierzadko na końcu filmu trochę jakby wracali do punktu wyjścia – tutaj wielu przechodzi drogę, z której nie ma powrotu. Wiele rzeczy jest tu nieoczywistych – zamiast stosunkowo prostego podziału na dobro i zło dostajemy odcienie szarości i trudne decyzje. Ostateczna konfrontacja też nie do końca jest w stylu Marvela – dalej gramy o gigantyczną stawkę i dalej jest efektownie, ale wszystko rozgrywa się bardziej na poziomie moralnych wyborów bohaterów niż wielkiej nawalanki. W tej warstwie znowu powracają mitologiczne nawiązania, bo nasi bohaterowie nie tylko noszą imiona nawiązujące do starożytnych legend, ale i zmagają się z moralnymi dylematami niemal jak z greckich tragedii. Eternals nie uciekają od ważnych, poważnych i aktualnych tematów, kluczowymi motywami są tu odpowiedzialność za swoje czyny, obojętność w obliczu zła i krzywdy, i to, jaką płaci się za tę obojętność cenę, bycie trybikiem w bezlitosnej maszynie, a nawet demencja i starzejący się umysł. Kluczowy jest tu też motyw zerwania z utartymi ścieżkami, zrewidowania tego, co jest prawdziwą wartością i czego powinniśmy bronić. Jedni bohaterowie muszą się nauczyć empatii, inni znaleźć w sobie nieoczekiwaną bezwzględność.

No powiedzcie, że ten film nie ma pięknych zdjęć! Kadr z filmu Eternals, reż. Chloé Zhao, 2021.

Eternals to też film bardzo kobiecy, nie tylko dlatego, że wyreżyserowała go Chloé Zhao, że drużyna superbohaterów w połowie składa się z kobiet i to kobiety jej przewodzą – ale też w zakresie wartości, które są tu ważne, a które społeczeństwo kojarzy raczej z kobietami. Kluczowe postaci napędzają opiekuńczość, empatia, troska, czułość, współpraca i miłość – ale kierowana nie tylko do wybranych jednostek, które w toku życia stały się dla nas ważne, lecz szeroko, do całego świata i ludzkości jako takiej, niedoskonałej i różnorodnej. Film zdaje się nam mówić, że to właśnie te wartości mogą nas jeszcze uratować po tym, jak obojętność na krzywdę i destrukcję doprowadziła nas na skraj przepaści. Jest w tym wszystkim coś pokrzepiającego – bo kiedy patrzysz na bohaterów, którzy podzielają tak dobrze ci znane rozczarowanie ludzkością, a jednocześnie nadal są w stanie za tę ludzkość walczyć, to może i w tobie ten płomyk nadziei na lepsze jutro nie zgaśnie tak szybko.

Wyraźnie widać w Eternals rękę Chloé Zhao, jej artystyczne zacięcie rodem z niezależnego kina i zamiłowanie do pięknych, melancholijnych kadrów – choć oczywiście przetworzone przez sprawdzoną formułę Marvela. Ale jednocześnie to też nie do końca jest typowy film MCU. To raczej pewien eksperyment z formą i treścią, który bada, na ile studio może sobie pozwolić, odrobinę odchodząc od zwyczajowego tempa, tonu, humoru czy zachowawczości – i być może właśnie z tego odejścia biorą się przedziwnie skrajne oceny i podzielona widownia.

Kadr z filmu <em>Eternals</em>, reż. Chloé Zhao, 2021.
Kadr z filmu Eternals, reż. Chloé Zhao, 2021.

Mnie ten eksperyment przekonuje. Karkołomne dość zadanie, jakie postawili przed sobą twórcy, udało się skutecznie wykonać, świat MCU został wyraźnie poszerzony, podwaliny pod kolejne produkcje zostały położone, różnorodni bohaterowie, nawet jeśli czasem zostawili nas z niedosytem, mieli okazję zaistnieć i zapisać się w naszej świadomości. A jednocześnie było w tym wszystkim coś bardzo świeżego i intrygującego, zmiana tonu i pewien moralny ciężar pozwoliły lepiej wybrzmieć emocjom bohaterów i zbudować niepowtarzalny klimat. Jeśli tak mają wyglądać kolejne eksperymenty Marvela z gatunkami i nieco bardziej autorskim sznytem reżyserów, to ja jestem jak najbardziej za!


Jeśli jesteście ciekawi postaci Eternals i komiksowej kosmologii marvelowskiego świata, niedawno napisałam o tym tekst – przeczytacie go TUTAJ.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.