Tajemnica domu Helclów: morderstwo w Krakowie

Całkiem niedawno obiecywałam napisać kilka słów o Maryli Szymiczkowej i Tajemnicy domu Helclów, która to książka została okrzyknięta literacką zagadką roku 2015. I oto nadszedł ten moment. Czas na mowę pochwalną ku czci pani Maryli…

…a raczej ku czci dwóch młodych panów, którzy Marylę Szymiczkową powołali do życia. Jacek Dehnel i Piotr Tarczyński już na samym wstępie wyraźnie dają czytelnikowi odczuć, że to nie jest książka, którą należy traktować śmiertelnie poważnie. Chowając się za obszerną spódnicą szacownej pani Szymiczkowej, wdowy po prenumeratorze „Przekroju” w twardej oprawie i kobiety o smakowicie krakowskich upodobaniach i przyzwyczajeniach, ten literacki duet od początku zapowiada książkę naprawdę wyjątkową. Na wskroś krakowską, przesiąkniętą specyficznym, zaskakująco małomiasteczkowym klimatem miasta wielkiego (albo za takie chcącego uchodzić), pełną smaczków i elektryzujących aluzji, balansującą niekiedy na granicy przesady, ale przez to cudownie ironiczną.

Akcja powieści zabiera nas w końcówkę XIX wieku, prosto w spokojne (czyt. pełne obaw o to, co ludzie powiedzą) życie rodzinne i towarzyskie pani profesorowej Szczupaczyńskiej. Kiedy jednak całe miasto obiega wieść o tajemniczej śmierci pensjonariuszki domu spokojnej starości dla mniej lub bardziej zacnych mieszkańców Krakowa, w profesorowej budzi się nagle ogromna ciekawość… i narasta zapał i przekonanie, że tylko ona może rozwikłać tę morderczą zagadkę. Balansując między świętym obowiązkiem punktualnego podania mężowi obiadu, a pociągającą tajemnicą i poczuciem władzy, profesorowa wykorzystuje swoje rozliczne talenty obytej w towarzystwie intrygantki i krok po kroku zbliża się do zaskakującej prawdy…

Michał Rusinek powiedział o tej książce, że w zasadzie nie wiadomo, co jest w niej ważniejsze – kryminalna intryga czy jednak Kraków. Bo miasto jest tutaj pełnoprawnym, jeśli nie nawet pierwszoplanowym bohaterem – ze wszystkimi swoimi zaletami i wadami, z wystawnym pogrzebem Matejki i atmosferą cicho brzęczącą od głośnych plotek, wnosi do książki dużo więcej, niż zagadka tajemniczego morderstwa. W takim kostiumie nikt nie oczekiwał, że Szymiczkowa zostanie drugą Agathą Christie… i dobrze, bo do mistrzostwa całej tej zabójczej intrydze jest jeszcze dosyć daleko. Ale podczas czytania wcale to właściwie nie rzuca się w oczy… Bo przez większość czasu zajęci jesteśmy patrzeniem zupełnie gdzie indziej, podziwianiem niepowtarzalnej atmosfery i wyławianiem co bardziej kąśliwych aluzji. Bo i dokładnie o to w tej książce chodzi i właśnie to jest jej największą wartością. Jest w magiczny sposób krakowska i w krakowski sposób magiczna.

szymiczkowa

Jeśli więc marzy Wam się zabójczy dreszczowiec albo wciskający w fotel kryminał, sięgnijcie po coś innego. Ale jeśli w taki czy inny sposób Kraków nie jest Wam obojętny i jeśli potraficie docenić smaczki z epoki i nie tylko – nie możecie tej książki przegapić.

A jeśli komukolwiek z Was przychodzi teraz do głowy lektura równie klimatyczna i równie krakowska, dajcie znać w komentarzach, bo takich książek nigdy za mało 🙂

2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.