Mój rok z kartą Cinema City Unlimited

Pod koniec grudnia mija dokładnie rok, odkąd wreszcie zdecydowałam się założyć sobie kartę Cinema City Unlimited. Nosiłam się z tym od długiego czasu – ale choć chodzę do kina dosyć często, zastanawiałam się, czy kinowy abonament aby na pewno będzie się opłacać i jak zmieni mój sposób korzystania z kultury… bo wiecie, Kraków może się poszczycić wspaniałymi kinami studyjnymi – a ja tą kartą dość mocno przywiązałabym się do jednej konkretnej sieci multipleksów. W końcu jednak decyzja zapadła – a rok później czas na podsumowanie i efekty. [Nie jest to tekst sponsorowany, a jedynie moja refleksja na użytek własny i może tych osób, które tak jak ja dość długo rozważają podobną decyzję].

Jak działa karta Unlimited?

Karta Cinema City Unlimited to forma kinowego abonamentu – zakładając kartę zobowiązujemy się do korzystania z niej przez co najmniej 12 miesięcy. Kartę możemy opłacić za cały rok z góry lub co miesiąc wnosić opłatę w wysokości 46 zł (w Warszawie ta kwota jest nieco wyższa). W tej cenie możemy chodzić do kina nieograniczoną ilość razy i korzystać z oferty wszystkich kin sieci Cinema City w Polsce.

Jedyne ograniczenia są takie, że w danym momencie możemy mieć wykupione do przodu bilety tylko na 3 seanse, które się jeszcze nie odbyły (nie kupimy więc 30 biletów z góry na cały miesiąc), a różne niestandardowe seanse typu 3D, 4XD, IMAX albo w sali VIP są dla nas dostępne za dopłatą w wysokości mniej więcej różnicy od ceny biletu na zwykły seans.

Dodatkowo dostajemy zniżkę do kinowego baru i kawiarni – nie mogę powiedzieć, żebym jakoś szczególnie z niej korzystała, ale jeśli zabieracie do kina dzieci albo osoby, które cenią sobie całość kinowego doświadczenia łącznie z popcornem i colą, jest to miły dodatek. Czekają na nas też zaproszenia na specjalne pokazy przedpremierowe i seanse wyłącznie dla posiadaczy kart Unlimited – czasem zdarza się, że w ten sposób mamy szanse zobaczyć jakiś niszowy film, który nie trafi do normalnego repertuaru Cinema City.

Czy to się opłaca?

Cena jednorazowego wyjścia do Cinema City w Krakowie to obecnie 27 zł w tygodniu przy normalnym bilecie bez żadnych ulg, 30 zł podczas weekendu i 16,50 zł w tak zwane tanie środy. Nietrudno więc policzyć, że dla weekendowego widza karta Unlimited zwraca się już po 1,5 seansu miesięcznie. Nawet, gdybyśmy chcieli chodzić do kina wyłącznie w środy, przy 3 seansach jesteśmy już o parę groszy do przodu. Nie trzeba więc dużo, żeby karta zaczęła się opłacać, a dodatkowo dostajemy sporą dozę wolności i nie musimy dostosowywać się do tanich środowych seansów, które zresztą zwykle przyciągają dzikie tłumy i prowokują wszystkie związane z tym niedogodności.

Jak to wypadło w moim przypadku?

Moje subiektywne wrażenie z tego roku jest takie, że co chwilę byłam w kinie – chociaż kiedy patrzę na suche liczby, wydają mi się dziwnie niskie. Oczywiście winę może tutaj ponosić wątpliwa metodologia tego małego badania – niestety nie przyszło mi do głowy, żeby na bieżąco w ciągu roku notować każdy seans, a konto na stronie Cinema City też nie gromadzi informacji o wszystkich naszych seansach (zdecydowanie przydałaby się taka funkcja!). Bierzmy więc poprawkę na to, że próbuję odtworzyć całą swoją kinową historię na podstawie biletów i rezerwacji znalezionych na skrzynce mailowej, rozmów ze znajomymi, historii napisanych przeze mnie recenzji i rozkminiania, na które filmy odbierałam bilety w kasie, a na które poszłam do jakiegoś studyjnego kina, co jak się okazuje, zdarzało się znacznie częściej, niż przewidywałam. Ostateczne wyniki mogą być więc zaniżone…

Według tych wątpliwych obliczeń byłam w tym roku w Cinema City 39 razy (w tym 3 razy na seansach IMAX 3D), czyli średnio 3 razy w miesiącu – co wydaje mi się liczbą cokolwiek niską, zwłaszcza w porównaniu z ludźmi, którzy na różnych filmowych forach utrzymują, że w porównywalnym okresie byli aż na 100 i więcej seansach. Ale i tak wynik ten spokojnie mieści się w granicach opłacalności. Zróbmy sobie małą lekcję matematyki:

Całoroczna opłata za kartę wyniosła mnie 12 miesięcy x 46 zł + 3 dopłaty za seanse IMAX 3D (przy założeniu, że przychodzę z własnymi okularami) x 5 zł = 567 zł. Gdybym bez karty chciała chodzić do kina w weekendy (a uwielbiam ziejące pustkami galerie w niehandlowe niedziele), kosztowałoby mnie to 36 zwykłych seansów x 30 zł + 3 seanse IMAX 3D x 34 zł = 1182 zł. Nawet gdybym ograniczyła się wyłącznie do seansów w tanie środy, za którymi nie przepadam, wyniosłoby mnie to 36 zwykłych seansów x 16,50 zł + 3 seanse IMAX 3D x 32 zł = 690 zł. Wygląda więc na to, że nawet przy takiej skromnej ilości seansów w skali całego roku karta zdecydowanie się opłaca.

Tym, co cenię sobie w przypadku karty Unlimited, jest wygoda – opłata miesięczna sama pobiera mi się z karty płatniczej, nie muszę o niej pamiętać, a „kupienie” biletu na seans sprowadza się w moim przypadku do kilku kliknięć. Drugą ważną rzeczą jest swego rodzaju poczucie wolności… Dzięki temu, że dowolna ilość seansów jest już „w cenie”, nie mam oporów przed pójściem na jeden film kilkukrotnie, jeśli mi się naprawdę spodobał albo jeśli chcę mu się bliżej przyjrzeć pod kątem recenzji. I tak poszłam dwa razy na Jokera, Rocketmana, Kapitan MarvelAquamana (bo wiecie, Jason Momoa…) – nad czym prawdopodobnie poważnie bym się zastanowiła, gdyby przyszło mi jeszcze raz wyciągnąć z portfela pieniądze… Kiedy żyjesz na ograniczonym budżecie, a twoje wydatki na szeroko pojętą kulturę za cholerę nie chcą się ograniczyć i tylko z każdą kuszącą książką i każdą kolejną platformą streamingową nieustannie rosną, zaczynasz się zastanawiać, czy aby na pewno aż tak bardzo potrzebujesz pójść na coś do kina dwa razy, nawet jeśli byłoby tego warte. Nie mam też jakichś okropnych wyrzutów sumienia, kiedy zdarzy mi się trafić na słaby film, chętniej więc daję szansę filmom, na które normalnie być może bym się nie wybrała.

Czy chodzę już tylko do Cinema City?

Nie. I to zdecydowanie jest największe zaskoczenie tego roku. Jedną z rzeczy, które powstrzymywały mnie przed zainwestowaniem w kartę Unlimited, była obawa, że na dobre przywiążę się do jednej sieci i zupełnie przestanę odwiedzać fantastyczne, klimatyczne krakowskie studyjne kina. Bo właściwie po co mam iść gdzieś indziej i płacić, skoro w Cinema City mam „za darmo” (czyli raczej w ramach abonamentu). Drugą obawą było to, że trudniej będzie się umówić do kina ze znajomymi, którzy kart Unlimited nie mają i przy dość jednak wysokich (zwłaszcza w porównaniu z kinami studyjnymi) cenach biletów nie będą aż tak skorzy do wizyty w multipleksie.

Nie da się ukryć, że pewne zmiany w tych materiach nastąpiły. Na wielu seansach byłam sama, bo tak było po prostu wygodnie, bo czasem lubię pójść sama, bo na wizytę w kinie natchnęło mnie w ostatniej chwili, bo w grę wchodził przedpremierowy seans dla członków klubu Unlimited. Ale gdzieś pomiędzy tanimi środami, głośnymi premierami i benefitami od pracodawców całkiem sporo seansów udało mi się zaliczyć także w towarzystwie znajomych.

Nie będę oszukiwać – moja częstotliwość wizyt w kinach studyjnych zmalała… ale zdecydowanie nie aż tak bardzo, jak się tego spodziewałam. Nawet jeśli w ciągu roku wydawało mi się, że podejrzanie dawno nie byłam w Kinie pod Baranami albo w Agrafce, to całoroczny bilans pokazuje, że to musiało być trochę złudne wrażenie, co jednak całkiem sporo filmów obejrzałam poza Cinema City – choćby dlatego, że niszowe produkcje rzadko trafiają na ekrany multipleksów. Choć przyznam też, że kilka filmów granych w Cinema City zdarzyło mi się zobaczyć gdzie indziej – i choć nie było to najbardziej opłacalne z mojej strony, argument towarzyski najwyraźniej przeważył. Pozwólcie jednak, że tych pozostałych wydatków nie będę już podliczać – i tak lada chwila spodziewam się telefonu od rodziców z sakramentalnym pytaniem „czy ty nie masz na co wydawać pieniędzy???”.

Czy zostaję w programie na kolejny rok?

Zostaję. W ogólnym rozrachunku jasno wychodzi na to, że karta Unlimited jest dla mnie opłacalna – a mogłaby być opłacalna jeszcze bardziej, gdybym czasami umiejętniej zaciągała znajomych na tanie środy zamiast pod Barany, i gdybym nie była taką leniwą bułą, która część filmów odkłada na później… a „później” okazuje się, że przestali je już grać. Na przyszły rok mam więc ambitny plan jeszcze lepiej wykorzystać możliwości karty i zaliczyć zdecydowanie większą liczbę filmów – trzymajcie za mnie kciuki!

6 komentarzy

  • Ja się właśnie od jakiegoś czasu zastanawiam nad kartą. Moja koleżanka z pracy ma (i ma też je chłopak, brat i szwagierka, więc ma z kim chodzić) i bardzo sobie to chwali. Mówi, że dużo więcej chodzi do kina spontanicznie, właśnie bez rozkminiania, czy warto wydać na ten film pieniądze.
    Jedyna moja obawa jest taka, że nie mam bardzo kinowych znajomych, raczej takich, co raz na kwartał idą do kina na super film, a resztę czekają, aż będzie dostępna na VOD/Chili czy innej platformie (legalnej, żeby nie było). Więc boję się, że jak jeszcze ograniczę się do jednego kina, to będę dużo chodzić sama, żeby się zwróciło.
    Niby 46 zł nie majątek, ale jak do tego doliczymy abonament Legimi, Netflixa i prenumeratę „Pisma”, to się zbiera.
    Trzymam kciuki za więcej filmów 😀

      • Racja! Są ludzie, którzy chodzą „do kina”, a są tacy, którzy idą po prostu „na film”. Ja zaliczam się do tych drugich i ubolewam, że nie mam możliwości bywać w kinie częściej niż raz na miesiąc… Gdyby nie małe dzieci i fakt, że do najbliższego Cinema mam jakieś 40 km, już dawno zdecydowałabym się na tę kartę! Artykuł bardzo pomocny, gdy ktoś się waha, z pewnością! Pozdrawiam.

  • W jaki sposób można zrobić rezerwacje z wykorzystaniem Unlimited? Możesz podpowiedzieć? Ja dopiero zacznę korzystać z karty i jestem ciekawa czy mi się spodoba.

    • Razem z kartą zakładasz konto na stronie Cinema City. Kiedy jesteś zalogowana, zamawiasz sobie bilet mniej więcej tak, jakbyś normalnie kupowała go przez internet – tylko przy wyborze rodzaju biletu zaznaczasz Unlimited, a potem tylko potwierdzasz zamówienie bez przechodzenia do płatności. Można też zrobić zwyczajną rezerwację i pół godziny przed seansem odebrać w kasie bilet za okazaniem karty Unlimited.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.