Liryczna apokalipsa

Jak wyglądałby postapokaliptyczny świat, gdyby Hemingwayowi kiedykolwiek przyszło do głowy go opisać? Na to pytanie najprawdopodobniej nigdy nie poznamy odpowiedzi, jednak pewien obraz, zarys czy ideę moglibyśmy chyba spróbować zaczerpnąć z Gwiazdozbioru Psa Petera Hellera.

Heller Hemingwaya czytywać musiał bardzo uważnie, widać to bowiem wyraźnie w jego bestsellerowej powieści. Wpływ noblisty do pewnego stopnia da się zauważyć w sposobie prowadzenia narracji, w kreacji głównego bohatera nawiązania widoczne są jak na dłoni, nie wspominając już o tym, że w kilku miejscach autor wprost pisze o Hemingwayu i odwołuje się do jego dzieł.

Główny bohater Gwiazdozbioru Psa, Hig, jest człowiekiem przejmująco samotnym i pełnym rozterek. Kiedyś był pilotem, zapalonym myśliwym i wędkarzem, kiedyś, PRZEDTEM, zanim tajemnicza choroba zabiła ponad 99 procent ludzkości, odbierając mu rodzinę, przyjaciół, dotychczasowe życie. Teraz Hig mieszka na terenie byłego lotniska, za towarzyszy mając jedynie psa i irytującego, gruboskórnego, niebezpiecznego sąsiada nie rozstającego się z bronią. Nigdzie w pobliżu nie ma żywej duszy, a każdy zabłąkany wędrowiec może okazać się śmiertelnym wrogiem. W świecie po Wielkiej Zagładzie Hig nie ma zbyt wiele do roboty – jego głównym zadaniem jest przetrwanie, urozmaicane od czasu do czasu polowaniem na jelenie, łowieniem tych nielicznych ryb, które jeszcze nie zdążyły wyginąć i monitorowaniem okolicznego terenu na pokładzie starej cessny. W trakcie jednego z takich lotów Hig natrafia na sygnał z innego lotniska, nagle budzi się w nim skrywana, głęboko tłumiona nadzieja, że gdzieś może jeszcze istnieć życie podobne do tego, które utracił. Jak wiele Hig będzie w stanie zaryzykować, by na przekór światu odzyskać więź z innymi i pełnię człowieczeństwa? Czy to, na poszukiwanie czego pragnie wyruszyć, choć trochę przypomina utraconą rzeczywistość? Czy jest lepsze, bezpieczniejsze, bardziej ludzkie, niż jego codzienny rytuał przetrwania za wszelką cenę? Czy jest warte podjęcia ryzyka?

Świat, do którego przenosi nas Peter Heller, na każdym kroku przesiąknięty jest poczuciem straty, tęsknoty za rzeczywistością, która przestała istnieć – za tętniącymi życiem miastami, po których pozostały jedynie spalone, zwęglone szczątki, za ludźmi, którzy odeszli i nigdy już nie wrócą, za powoli, nieubłaganie umierającą przyrodą. Gdzieś wśród tej pustki czai się jednak iskierka nadziei, sponiewierana, słaba, niepewna, ale wciąż jest –  bezpodstawna nadzieja na to, że wśród całego zniszczenia da się jeszcze odnaleźć jakieś dobro, jakiś sens.

Gwiazdozbiór Psa to książka pod wieloma względami niezwykła. Nikt chyba z takim przejmującym liryzmem, z taką delikatnością nie pisał o postapokaliptycznej rzeczywistości, jak robi to Heller. Tę subtelność zupełnie naturalnie udaje się autorowi połączyć z twardym, męskim punktem widzenia i dość awangardowym podejściem do składni i interpunkcji. Poruszająca melancholia spotyka się na kartach powieści Hellera z wartką akcją i narastającym napięciem, a także z momentami niczym nieskrępowanego humoru. Nie da się w tej książce nie zatopić bez reszty. Rozpędzony, głośny świat wokół nas rozpływa się i wyparowuje podczas lektury, całym swoim istnieniem wkraczamy w wibrującą ciszą pustkę rzeczywistości Higa, dajemy się porwać irracjonalnemu oczekiwaniu na coś nieznanego, nieokreślonego, razem z bohaterem wyruszamy w trudną podróż po własny los, własne człowieczeństwo.

Gwiazdozbiór Psa to jedna z tych książek, które zostawiają w duszy ślad na długo, jeśli nie na zawsze. To jedna z tych książek, o których nie sposób przestać rozmyślać, które zmieniają postrzeganie świata i nas samych. Warto podjąć ryzyko i pozwolić jej się oczarować.

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu

5 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.