Lepsze jest wrogiem doskonałego – Homecoming sezon 2

W 2018 roku Amazon wypuścił doskonały miniserial z Julią Roberts, Bobbym Cannavale i Stephanem Jamesem – tajemniczy, trzymający w napięciu, pomysłowo zrealizowany, trzymany w ryzach przez Sama Esmaila, który dał nam Mr. Robota. Homecoming malował niepokojący obraz ośrodka, który teoretycznie miał pomagać żołnierzom wracającym z frontu w radzeniu sobie z traumą, ale szybko okazało się, że elegancka fasada skrywa mroczne sekrety… Teraz mamy szansę zajrzeć w nie jeszcze głębiej – bo na Amazon Prime Video wjechała niedawno nowa odsłona serialu. [Zdecydowanie nie polecam dalszego czytania, jeśli nie widzieliście pierwszego sezonu].

Nie będę udawać – choć Homecoming zachwycił mnie od pierwszych odcinków, to nie oczekiwałam, że serial będzie kontynuowany. Pierwszy sezon stanowił precyzyjną, zamkniętą całość. I choć scena po napisach ostatniego odcinka zostawiła otwartą furtkę dla dalszego eksplorowania tej historii, to nie mogę powiedzieć, żebym uważała kontynuację za potrzebną. I właściwie podtrzymuję to zdanie także po obejrzeniu drugiego sezonu.

Kadr z serialu <em>Homecoming</em>, 2020.
Kadr z serialu Homecoming, 2020.

Nowe odcinki stawiają w centrum nową bohaterkę – grana przez Janelle Monáe kobieta budzi się na środku jeziora w pustej łodzi, nie pamiętając, kim jest ani jak się tam znalazła… Na brzegu dostrzega mężczyznę, który ją obserwuje, a potem ucieka. Zdezorientowana kobieta dobija do brzegu i rusza na poszukiwanie swojej tożsamości, by wkrótce odkryć kilka bardzo dziwnych fragmentów układanki. Czy ktoś na nią poluje? A może to ona poluje na kogoś?

W drugim sezonie wracamy też do wątku Waltera granego przez Stephana Jamesa – bo młody weteran z pierwszego sezonu w końcu zaczyna zauważać, że rzeczywistość wokół niego nie jest do końca taka, jak mu się wydawało. Zaniepokojony niewyjaśnioną dziurą w swojej pamięci Walter zamierza szukać odpowiedzi – i szybko natrafia na ślad tajemniczej firmy Geist.

Kadr z serialu <em>Homecoming</em>, 2020.
Kadr z serialu Homecoming, 2020.

Drugi sezon Homecoming trochę bardziej przygląda się organizacji Geist od środka. Śledzimy wewnętrzne rozgrywki o władzę i plany wykorzystania wymazującej pamięć substancji na masową skalę, w końcu poznajemy też pana Geista i jego słynną farmę. Ale choć zaglądamy w samo serce etycznie wątpliwej korporacji i dostajemy nieco więcej urealniającego fabułę kontekstu jej działania, serial tak naprawdę nie ma nam do powiedzenia nic nowego – ani w stosunku do pierwszego sezonu, ani żadnej innej produkcji obnażającej szkodliwe skutki uboczne działania zachłannych korporacji. Trochę nawet kusi mnie stwierdzenie, że dodanie tego kontekstu niepotrzebnie odziera serial z tajemnicy. Lubiłam to dezorientujące poczucie bycia wrzuconym w sam środek dziwacznej zagadki, jakie dawał pierwszy sezon.

Początek drugiego sezonu w zasadzie ma jeszcze w sobie coś z tej tajemniczości i zagadki, którą zarysowała pierwsza odsłona serialu. Ale im dalej w las, tym wszystko staje się bardziej przewidywalne i zmierza do celu coraz bardziej po sznurku. Trochę trudno się zresztą temu dziwić – kiedy już w pierwszym sezonie odkryliśmy, o co chodzi i na czym opiera się największy element intrygi, dalsze budowanie fabuły wokół zaników pamięci nie jest specjalnie odkrywcze – i choć mamy przed sobą zagadkę i kropki, które trzeba ze sobą połączyć, tak naprawdę brakuje tu elementu zaskoczenia. Trochę jakbyśmy grali w dobrze znaną grę, w której tylko nieco pozmieniano szczegóły. Pierwszy sezon miał perfekcyjny scenariusz, który bardzo sprawnie przeniesiono na ekran, a niespiesznie ujawniane strzępki informacji tylko podsycały poczucie niepokoju, tajemniczości i dezorientacji. Drugi sezon niby stara się osiągnąć to samo… ale nie udaje mu się uchwycić tej specyficznej atmosfery zagrożenia, która pobrzmiewała w tle na początku serialu. Fabułę siedmiu odcinków drugiego sezonu dałoby się właściwie szczegółowo streścić w dwóch zdaniach, a cała „zagadka” budowana jest głównie przez odwróconą chronologię narracji i klasyczną próbę rekonstrukcji wydarzeń, których nie może sobie przypomnieć bohaterka grana przez Janelle Monáe. Być może nie bez znaczenia jest tu fakt, że o ile nad pierwszym sezonem czuwał świetnie czujący dziwność i tajemnice Sam Esmail, osobiście reżyserując wszystkie odcinki, to jego wkład w sezon drugi jest już dużo mniejszy – i może to jest ten czynnik, którego zabrakło.

Kadr z serialu <em>Homecoming</em>, 2020.
Kadr z serialu Homecoming, 2020.

Homecoming w pierwszym sezonie oznaczał dla mnie nie tylko w punkt napisany scenariusz, ale też wizualną perełkę. To, co Tod Campbell wyrabiał tam z kamerą, było wprost wyśmienite. Tu też zaszła zmiana, a w drugim sezonie za operatorkę odpowiada już Jas Shelton. Od początku czuć, że drugi sezon wizualnie różni się poprzedniego – zupełnie zrezygnowano tutaj na przykład z manipulacji szerokością obrazu. Być może inaczej nie dało się tego zrobić, bo tutaj chyba znów pokutuje to, że odkryliśmy już klucz do tego serialu. Kiedy już raz zorientowaliśmy się, czemu służy zawężanie pola widzenia, właściwie straciło ono rację bytu, a nawet mogłoby zacząć działać jak swego rodzaju spoiler… Homecoming w drugim sezonie zachowuje co prawda inne wizualne sztuczki, do jakich nas przyzwyczajono – kamera cały czas pracuje w ciekawy sposób, kadry są wysmakowane, często symetryczne, ekran od czasu do czasu znów dzieli się pomiędzy kilku bohaterów, a pod koniec każdego odcinka wciąż zatrzymujemy się na jednym kadrze, w którym życie płynie dalej, nieświadome wydarzeń, jakie dopiero co się rozegrały… Ale czegoś tu brakuje i w warstwie wizualnej opowieść też nie działa już na mnie tak mocno, jak do tej pory.

Z ogromnym zdumieniem i rozczarowaniem stwierdzam, że Homecoming w drugim sezonie trochę stracił swój pazur. To absolutnie nie jest sezon zły, bo zagrany jest dobrze, ma kilka ciekawych relacji między bohaterami, dodaje trochę kontekstu do opowiedzianej w pierwszym sezonie intrygi, stanowi też całkiem zgrabne i poniekąd nawet satysfakcjonujące domknięcie całej historii. Ale właściwie równie dobrze mogłoby go nie być i w żaden sposób bym tego nie odczuła. A przy tym, jaką perełką był pierwszy sezon i jak wysoko zawiesił poprzeczkę, ta nieistotność drugiego jest boleśnie rozczarowująca.

Być może więc Homecoming powinien posłużyć jako przestroga dla innych twórców – kiedy już zrobiłeś świetny, idealnie zamknięty w kilku odcinkach serial, to usiądź i się tym ciesz, zamiast na siłę dalej ulepszać to, co samo w sobie było już doskonałe.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.