Maisie Williams w "Upadających", reż. Carol Morley, 2014.

Gdzie jest Maisie Williams?

Festiwal Off Camera w ostatnich latach chyba trochę za bardzo nas rozpieszczał. Po Krakowie spacerowali już Sherlock Holmes vel Benedict Cumberbatch, Littlefinger vel Aidan Gillen i krasnolud Gimli vel John Rhys-Davies, który podczas spotkania z widzami w ujmujący sposób streścił całe trzy części Władcy Pierścieni w ciągu kilku minut. Festiwal gościł też Stellana Skarsgårda, Josha Harnetta, Davida Thewlisa, Claudię Cardinale, Kim Cattrall… Rozpieszczano nas do tego stopnia, że aż trudno się pozbyć wrażenia, że w tym roku brakowało jakiegoś naprawdę głośnego zagranicznego nazwiska. Bo głośnych polskich nazwisk było rzecz jasna całkiem sporo.

Nie ukrywam, że przeglądając program tegorocznej edycji, śmiało typowałam swoją drużynę marzeń. Zaskakująco zresztą serialową, co przy okazji wyszłoby na dobre organizatorom SerialConu… Bo czy Rachel Green nie byłaby prawdziwym hitem dla maniaków seriali? Jennifer Aniston jest też gwiazdą wyświetlanego podczas festiwalu filmu Cake, pięknie można by tu więc upiec dwie pieczenie na jednym ogniu. Podobnie zresztą w przypadku Alexandra Ludwiga z Wikingów, Niny Dobrev z Pamiętników Wampirów czy głośnych nazwisk prosto z Gry o Tron: Maisie Williams i Michiela Huismana – wszyscy oni mieli swoje filmy w programie i wszyscy byliby tu mile widziani… A na pewno ich obecnością zachwycona byłabym ja.

Oczywiście moje pobożne życzenia to jedno, a względy praktyczne to już trochę co innego. Właściwie nie powinnam też narzekać… Kraków gościł w końcu Daario Naharisa… tyle tylko, że zupełnie nie tego, co trzeba.

Nie ten Daario, co trzeba, czyli Ed Skrein w filmie "Modelka", reż. Mads Matthiesen, 2016.
Niewłaściwy Daario, czyli Ed Skrein w filmie Modelka, reż. Mads Matthiesen, 2016.

Swój film promował podczas festiwalu Ed Skrein – czyli człowiek, który na szczęście dla Michiela Huismana, królowej Daenerys i wielu kobiet na całym świecie po nagraniu kilku odcinków zdał sobie sprawę, że ma ciekawsze rzeczy do roboty niż włączenie się do Gry o Tron. Swoją drogą, poza planem serialu Ed sprawia wrażenie całkiem sympatycznego i przystojnego gościa (rola Daario może kogoś oszpecić, szokujące!), a Modelka z jego udziałem budzi spore emocje. Biorąc pod uwagę fakt, że Ed trafił także i do Deadpoola, być może rozstanie z królową Dany wyszło mu na dobre…

Szkoda, że do Krakowa nie dotarła w tym roku Maisie Williams – w końcu nic tak nie robi poruszenia w social media jak fotka z Aryą Stark, kiedy ma się na sobie koszulkę z Aryą Stark, nie? A już tak zupełnie serio, Upadające (The Falling), w których Maisie zagrała główną rolę, były jednym z dziwniejszych filmów festiwalu. Wyświetlano je w ramach sekcji Strach się bać!, teoretycznie więc powinny mieć coś wspólnego z horrorem. W praktyce był to film nie tylko niezbyt straszny, ale też chyba nie do końca zamierzenie śmieszący widza w zupełnie nieodpowiednich momentach.

Akcja filmu rozgrywa się pod koniec lat sześćdziesiątych w szkole dla dziewcząt – po tym, jak jedna z uczennic zachodzi w ciążę i umiera (wszyscy przecież wiemy, że takie są konsekwencje uprawiania seksu), jej koleżanki masowo zaczynają wykazywać zestaw dziwacznych objawów. Mdleją, dostają drgawek, przejawiają niepokojące jak na tamte czasy rozbudzenie erotyczne, a nawet cokolwiek kazirodcze fascynacje. Można by to potraktować jak film o neurotyczkach, masowej histerii, wędrującej macicy… Gdyby nie to, że brat jednej z bohaterek cały czas mruczy coś o okultyzmie, a chwilami na ekranie pojawiają się chyba obrazy stylizowane na podprogowe – wiemy, że tam są, ale tak naprawdę nie za bardzo wiemy, co przedstawiały.

Upadające mają świetną ścieżkę dźwiękową, przepiękne zdjęcia jesiennego lasu, całkiem niezłą grę aktorską i chyba swego rodzaju feministyczne przesłanie… Ale skąd i po co ten okultyzm, skoro prawie jakby go nie było – nie mam pojęcia. Chętnie bym posłuchała, co Maisie Williams ma do powiedzenia na ten temat. I na temat odważnej sceny seksu, którą zagrała bądź co bądź jeszcze jako aktorka niepełnoletnia…

Maisie Williams w "Upadających", reż. Carol Morley, 2014.
Maisie Williams w Upadających, reż. Carol Morley, 2014.

Netia Off Camera dobiega dzisiaj końca – i choć faktycznie żaden z gości nie przyprawił mnie o zawał czy też niekontrolowany pisk, było to niezapomnianych 10 dni pełnych wrażeń. Obejrzałam tyle filmów, że trudno mi je zliczyć, a jeszcze trudniej o nich napisać. Do kilku z nich z pewnością jeszcze na blogu wrócimy, kiedy na dobre wejdą do polskich kin, a stanie się to już całkiem niedługo.

Na pewno było to 10 dni różnego rodzaju zaskoczeń. Przekonałam się na przykład, że Córki dansingu nieco chyba przekraczają moją tolerancję dla dziwaczności na ekranie. Z niezaprzeczalną przyjemnością odkryłam za to, że przy pomocy czterech aktorów, żółwia i historii o skrajnym introwertyku można nakręcić fascynujący i pełen emocji film – być może zresztą jeszcze kiedyś o Dusky Paradise napiszę, bo ten niemiecki obraz nagrany po angielsku w słonecznej Hiszpanii zrobił na mnie spore wrażenie.

Równie ciekawym przedsięwzięciem okazał się także Bodkin Ras, który otrzymał zresztą główną nagrodę w festiwalowym konkursie Wytyczanie Drogi. Film wychodzi od historii młodego mężczyzny arabskiego pochodzenia, który pewnego dnia trafia do maleńkiego, nieco może zaściankowego miasteczka w Szkocji. Cały sęk jednak w tym, że zobaczymy w tym obrazie tylko jednego profesjonalnego aktora grającego tytułowego Bodkina. Cała reszta postaci to mieszkańcy miasteczka grający samych siebie, improwizujący na planie i opowiadający swoje własne, często bardzo intymne historie. Efekt tego połączenia filmu fabularnego i dokumentu jest naprawdę interesujący.

A skoro mówimy już o osobach arabskiego pochodzenia, w tym roku bliskowschodnie klimaty podano na festiwalu głównie w otoczce komediowej. Francuski Ma révolution w lekki i zabawny sposób rzuca nieco światła na rewolucję w Tunezji widzianą oczami paryskiego nastolatka, który swoimi korzeniami i rzekomym zaangażowaniem w słuszną sprawę chce zaimponować koleżankom z klasy. Okazuje się też, że w świecie arabskim można zrobić naprawdę otwartą i przezabawną komedię o seksie i miłości – jeśli tylko traficie gdzieś na Halal love (and sex), zdecydowanie warto ten film obejrzeć.

Ciekawe i niekiedy naprawdę oryginalne filmy z całego świata, inspirujące spotkania z twórcami i ich opowieści o kręceniu filmów, świetna atmosfera, mniej lub bardziej znani celebryci mijani na korytarzach kin – czego chcieć więcej? (Michiela Huismana i Maisie Williams, ot czego!)

Po tym emocjonującym tygodniu czas powoli wracać do rzeczywistości… ale możecie być pewni, że już teraz zaczynam kumulować energię na kolejną edycję festiwalu. Do zobaczenia na Off Camera w przyszłym roku!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.