Kadr z filmu Spider-Man: Daleko od domu, reż. Jon Watts, 2019.
Kadr z filmu Spider-Man: Daleko od domu, reż. Jon Watts, 2019.

Eurotrip na sterydach – Spider-Man: Daleko od domu

Najnowsze dziecko Marvela Spider-Man: Daleko od domu to film przeuroczy, przezabawny, wakacyjny i taki, który ukoi wasze serduszka. Chyba, że tak jak ja uprawiacie wypieranie rzeczywistości i usilnie udajecie, że końcówka Avengers: Endgame nigdy się nie wydarzyła… [Tekst zawiera spoilery dotyczące czarnego charakteru].

Jeśli zastanawialiście się, dlaczego oficjalnie to dopiero nowy Spider-Man kończy trzecią fazę MCU, teraz staje się to jasne. O ile Endgame było wielkim punktem kulminacyjnym tej fazy, Spider-Man w pewnym sensie przejmuje rolę epilogu, ale i światełka w tunelu po tym, jak w kwietniu Marvel przeczołgał nas emocjonalnie przez pół galaktyki. Już po opadnięciu pierwszego szoku i zmęczenia gigantyczną ekscytacją ma nam trochę posklejać złamane serduszka i pokazać świat w bezpośrednim następstwie wszystkiego, co się odthanosowało w poprzednim filmie. Nie jest to być może produkcja najlepsza dla tych jak ja wypierających rzeczywistość, ale jeśli jak zdrowi na umyśle widzowie po prostu przeżywacie żałobę po jednym ze swoich ulubionych bohaterów, Spider-Man: Daleko od domu to dokładnie ten film, którego teraz potrzebujecie.

"Kadr

Trzeba jasno powiedzieć, że mamy tu dwóch głównych bohaterów – a poza przygodami Petera Parkera równie kluczowym elementem jest tu świat bez Tony’ego Starka i pustka po nim, którą cholernie trudno będzie wypełnić (jak Marvel bardzo samoświadomie nam tutaj przyznaje). Tony jest wszędzie i cały ten film kręci się wokół jego dziedzictwa. Można odnieść wrażenie, że niemal każda scena w jakiś sposób odnosi się do Iron Mana, czy to bezpośrednio w dialogach, czy to w fabule, która też w pewnym sensie jest konsekwencją jego działań, czy to w warstwie wizualnej, kiedy w wielu kadrach pojawiają się jego zdjęcia i murale z podobizną Iron Mana. Nawiązania znajdziemy nawet w sposobie portretowania Petera Parkera, który mocno jest tu kreowany na jego następcę – scena, kiedy Spidey konstruuje sobie nowy kostium przy pomocy technologii Stark Industries, jest po prostu cudownie wymowna i przysięgam, że mało się nie pobeczałam.

"Kadr

Ale oczywiście nie jest tak, że Spider-Man traci swoją tożsamość i gładko wchodzi w buty Iron Mana – to dalej jest film o naszym ulubionym Pajączku z sąsiedztwa, po brzegi przepełniony rozterkami 16-letniego chłopaka. Ale Marvel (znów bardzo samoświadomie) stawia tutaj pytania o to, co dalej – kto po odejściu Starka ma być głównym obrońcą Ziemi i kto ma stać się nową twarzą MCU… i czy to aby na pewno jest rola dla nastoletniego licealisty, który na równi z ratowaniem świata przejmuje się tym, jak na szkolnej wycieczce usiąść w samolocie obok dziewczyny, która mu się podoba. Motywem przewodnim jest tu więc pytanie o to, czy Spider-Man chce i jest w stanie udźwignąć tak ogromną odpowiedzialność i czy będzie potrafił sprostać oczekiwaniom, które nagle wszyscy w nim teraz pokładają. Peter przez cały niemal czas jest rozdarty między chęcią robienia tego, co należy, a pragnieniem pojechania z przyjaciółmi na szkolną wycieczkę po Europie i bycia przez chwilę zwyczajnym nastolatkiem, którego największym zmartwieniem jest bycie zakochanym.

"Kadr

Ta „nastoletnia” część filmu jest zresztą rozegrana fenomenalnie, a 23-letni Tom Holland jakimś cudem bez problemu jest w stanie sprawić, że widzimy w nim zagubionego chłopaczka naiwnie planującego ryzykowne miłosne wyznania. I robi to tak przekonująco, że przy niektórych scenach widza aż skręca w środku na wspomnienie własnych koszmarnie niezręcznych rozmów z licealną sympatią. Wątki romantyczne działają tu perfekcyjnie – także na drugim planie, który zresztą jak zwykle nie zawodzi i jest nieustannym źródłem celnie poprowadzonych żartów.

"Kadr

Nie zawodzi też najnowszy nabytek Marvela, czyli Jake Gyllenhaal w roli Mysterio. Jeśli znacie tę postać z komiksów, być może zastanawialiście się, jak Marvel zamierza ograć jego dosyć jednak specyficzny zestaw umiejętności polegający głównie na tworzeniu iluzji – w końcu rola magika jest już w MCU obsadzona… Ale trzeba przyznać, że Spider-Man: Daleko od domu ma bardzo sprytny pomysł na uwspółcześnienie postaci Mysterio – i to taki, który przy okazji pozwala na bardzo trafny komentarz o dzisiejszym świecie, w którym karierę robi słowo „postprawda”, a ludzie zamiast faktom i specjalistom wolą wierzyć bezsensownym, ale za to efektownym bajaniom medialnych osobowości. A sposób, w jaki pokazuje się tu iluzje Mysterio, jest niekiedy zaiste tak efektowny, że psychodeliczne fragmenty Doktora Strange’a mogą się schować.

"Kadr

Gyllenhaal ma tu do odegrania podwójną rolę. Z jednej strony jest tym miłym gościem, który trochę wypełnia osamotnionemu Peterowi pustkę po dotychczasowym mentorze i przybranym superbohaterskim ojcu – i nawet jeśli od początku wiemy, co się święci, to ich wspólne sceny i tak sprawiają wrażenie ciepłych i pełnych zwykłego ludzkiego zrozumienia. Z drugiej srony, kiedy w końcu ujawnia swoje prawdziwe zamiary, widać w jego oczach ten charakterystyczny błysk szaleństwa, od którego Gyllenhaal jest już właściwie specjalistą. Podobnie jak w poprzedniej odsłonie przygód Pajączka, tutaj czarny charakter też jest dosyć dobrze umotywowany i napędzają go osobiste doświadczenia i urazy. Nie jest to już tak kameralny i „sąsiedzki” złol, jak w przypadku bohatera granego przez Keatona, ale nadal go w jakiś sposób rozumiemy, wiemy, dlaczego szuka zemsty i chce zaistnieć, a jego motywacje są ciekawsze niż po prostu bycie złym „bo tak”. A przy okazji znów mamy (oprócz tych podanych wprost) ładne nawiązanie do motywów z drugiego Iron Mana.

"Kadr

Spider-Man: Daleko od domu ma wszystko to, co dobrze działało w poprzednim solowym filmie Pajączka – jest lekki, wyluzowany, ma całkiem dobry czarny charakter, świetnie ogrywa młody wiek Petera Parkera i wszystkie jego uroki. Jest miły, przyjemny i wciąż dosyć kameralny – nawet mimo tego, że tym razem mamy nieco szerzej zakrojonego złola i sporo podróżujemy po europejskich stolicach. Jeśli mam być szczera, Homecoming zrobił na mnie chyba nieco większe wrażenie, ale podejrzewam, że dużą rolę odgrywało tu poczucie świeżości i zupełnie nowe podejście. Daleko od domu jest jednak zdecydowanie idealnym filmem na ten moment MCU. Z jednej strony domyka pewne wątki, jest swego rodzaju pożegnaniem i rozliczeniem Tony’ego Starka, a także mierzy się z pytaniami o przyszłość MCU, które chyba wszyscy sobie teraz stawiamy. Z drugiej strony w zaledwie dwóch krótkich scenach po napisach bardzo sprytnie otwiera masę nowych drzwi i potencjalnych kierunków – zarówno dla samego Pajączka, jak i całego MCU.

Jeśli po Endgame martwiliście się, że MCU dotarło do ściany i nie bardzo wiadomo, co dalej, po tym filmie prawdopodobnie odetchniecie z ulgą – bo Spider-Man: Daleko od domu jak nic udowadnia, że Marvel nadal doskonale wie, co robi.

2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.