10 (spoilerowych) rzeczy, które kocham w Spider-Man: No Way Home

by Mila

Myślę, że niezbyt przesadzę, jeśli powiem, że Spider-Man: No Way Home dla bardzo wielu osób jest najważniejszym filmem tego roku. Filmem… albo może raczej wydarzeniem, bo to produkcja, która bazuje na co najmniej dwudziestu latach popkulturalnego kontekstu i jej największą wartością jest nieprawdopodobna wprost masa smaczków, które mają radować serca fanów Spider-Mana. Pogadajmy więc o tych fajnych rzeczach – oto moja lista 10 rzeczy, które szczególnie mnie uradowały w filmie Spider-Man: No Way Home. [Tekst zawiera OGROMNE spoilery!].

Wspaniały hołd dla Pajączków

Zacznijmy z grubej pajęczyny… W No Way Home za sprawą magicznego zaklęcia Doktora Strange’a pojawiają się wszyscy trzej odtwórcy roli Spider-Mana – i dla większości widzów nie będzie to żadnym zaskoczeniem, bo Marvel nie pozbierałby się po fali rozczarowania, gdyby się jednak nie pojawili. Zarówno Tobey Maguire, jak i Andrew Garfield zakończyli swoje serie filmowe w dość trudnych dla Petera Parkera momentach – w obu przypadkach byli pogrążeni w żałobie i mieli na koncie dość traumatyczne doświadczenia z utratą bliskich osób. No Way Home daje każdemu z nich szansę dopowiedzenia trochę bardziej pozytywnego zakończenia do ich historii – pozwala inaczej przerobić pewne trudne momenty, skonfrontować się z sytuacjami, za które czują się odpowiedzialni, daje im możliwość otwartego wyrażenia emocji, podzielenia się nimi z kimś, kto ich w pełni rozumie. Jednocześnie, trochę jak lustro, pod koniec filmu stawia bohatera Toma Hollanda w takiej samej trudnej sytuacji – ale choć jego zakończenie też wygląda jak pożegnanie, to akurat on będzie miał jeszcze dobrych kilka filmów, żeby dopowiedzieć i domknąć jego historię.

Powtarzające się motywy

No Way Home bardzo ładnie gra tym, że wiele kluczowych motywów i sytuacji powtarza się w każdym pajęczym uniwersum – nawet jeśli ostatecznie rozgrywa się trochę inaczej. Dostajemy tu sceny, które wprost pokazują, że wszyscy Peterzy Parkerzy doświadczyli tego samego, a nawet usłyszeli te same zdania z ust bliskiej osoby, ale też i sceny, w których odrobinę bardziej subtelnie powracają i odtwarzają się ich motywacje i emocjonalne momenty. Każdy Peter miał swój moment żałoby, swoje pragnienie zemsty, swoją konfrontację z mroczniejszą stroną samego siebie – a to, jak starsi koledzy, a zwłaszcza Tobey, są w stanie pomóc młodemu Peterowi Toma Hollanda w tych kluczowych momentach, bardzo pięknie wybrzmiewa.

J. Jonah Jameson

Cięty na Spider-Mana J. Jonah Jameson to już postać kultowa i w No Way Home powraca w tej roli dokonały J.K. Simmons – ale pewne rzeczy ulegają zmianom. Jameson nie jest teraz szefem gazety, a niezależnym publicystą wyraźnie stylizowanym na Alexa Jonesa – prawdziwą amerykańską osobowość medialną i czołowego siewcę fake newsów i teorii spiskowych. Wszystko, od stylistyki programu Jamesona, przez agresywny sposób podawania treści, po reklamę suplementów, wprost krzyczy Alexem Jonesem – i to jest doskonały Easter egg! Zwłaszcza, że jeśli przez chwilę posłuchać Alexa Jonesa, człowiek zaczyna się zastanawiać, czy on tak na poważnie, czy tylko robi jakąś swoją wersję parodii Jamesona, w której miejsce Spider-Mana zajmują kolejne postaci z amerykańskiej sceny politycznej.

TEN moment Andrew Garfielda

bezspoilerowym tekście pisałam o tym, że No Way Home wchodzi w dialog z poprzednimi seriami o Człowieku-Pająku – a chyba najlepszym momentem tego dialogu jest powtórka rozdzierającej sceny upadku z wysokości i śmierci Gwen Stacy. Tym razem jednak z wysokości spada MJ i dla odmiany nie umiera, bo (już po trailerze wiedziałam, że MUSI tak być), w kluczowej chwili wkracza Andrew Garfield, łapiąc ją i przy okazji NIE łamiąc jej karku. Ta scena, w której odtwarza się najgorszy moment w życiu Petera-Garfielda, tym razem jednak z zupełnie innym efektem, to istny emocjonalny majstersztyk. Wstrzymujemy oddech jeszcze bardziej, niż kiedy spadała Gwen, a potem, kiedy z całą i zdrową MJ w ramionach Andrew Garfield ma na twarzy tyle emocji… No znajdźcie mi kogoś (ze znajomością kontekstu), kto się nie wzruszył.

Superfaceci płaczą

Superbohaterskiemu kinu, i w ogóle kinu akcji zarzuca się w ostatnich dekadach, że z tymi wszystkimi napompowanymi klatami promuje nierealne wzorce męskości… No to tutaj dla odmiany macie trzech fantastycznych facetów, którzy całkiem sporo płaczą (albo balansują na granicy płaczu). I nijak nie odbiera im to zajebistości. Wydarzenia rozgrywające się w No Way Home są bardzo poruszające nie tylko dla widza, ale i dla samych bohaterów – i wielki szacun za to, że pozwolono bohaterom to wszystko odczuwać.

Ileż w tym filmie jest memów

Filmy o Spider-Manie, zwłaszcza te, w których grał Tobey Maguire, to istne źródło memów – i No Way Home obficie z nich korzysta. Są tu i klasyki wyciągnięte z filmów Sama Raimiego (Norman Osborn, który też w pewnym sensie jest naukowcem), i radosna internetowa twórczość fanowska (to wy macie jakieś wyrzutnie sztucznych pajęczyn??).

A co za tym idzie: jeden wielki fan service

Twórcy No Way Home ewidentnie wiedzieli, czego chce ich publika – bo dali jej praktycznie wszystko, czego pragnęła, a nawet dużo więcej. Jeżeli nie spędziliście ostatnich kilku lat pod kamieniem i choć trochę interesujecie się Marvelem, to tak naprawdę spoilery nie są dla was żadnym spoilerami, a jedynie potwierdzeniem fanowskich nadziei, które przewijały się wszędzie w internecie. I wiecie co? To w żaden sposób nie zabija zabawy, a wręcz daje dziką satysfakcję, że coś, na co tyle się czekało, nagle ziszcza się na naszych oczach!

Uzdrawiać, a nie karać

Spider-Man w powszechnej świadomości uchodzi za kogoś, kto w swojej superbohaterskiej działalności stara się jednak nie zrobić nikomu zbyt dużej krzywdy – a na kinowym ekranie zwłaszcza Spider-Man Toma Hollanda ma w sobie bardzo dużo takiej niewinności. Jego zainspirowana przez ciotkę May decyzja, by postarać się pomóc zaimportowanym z innych światów złoczyńcom, zamiast odesłać ich do domu, gdzie czeka ich śmierć w walce ze Spider-Manem, wydaje się więc dość naturalna (nawet jeśli kończy się boleśnie). Nie jest to pomysł zupełnie nowy, ale na tle całego gatunku filmowego raczej świeży, bo o ile coraz częściej czarne charaktery mają rozpisaną jakąś psychologię, która pozwala nam zrozumieć ich wewnętrzne konflikty, to jednak rzadko kiedy zdarza im się doświadczać odkupienia innego niż poprzez śmierć. Tutaj natomiast staramy się wyleczyć i naprawić legendarnych przeciwników Spider-Mana, co dobrze wpisuje się w fakt, że wielu z nich ma dość skomplikowane backstory i niekoniecznie przechodzi na ciemną stronę pod wpływem siedzącego w nich inherentnego zła. Ci najważniejsi, Zielony Goblin i Doktor Octopus, rzeczywiście tego uzdrowienia potrzebują i ostatecznie są w stanie to docenić – i to chyba głównie pod nich został napisany ten wątek. W przypadku pozostałych bohaterów sprawa robi się nieco bardziej śliska – zwłaszcza Jaszczur zdaje się być „naprawiany” wbrew swojej woli i właściwie można by się zastanawiać, czy to aby na pewno dobrze. Niemniej jednak to odwrócenie zwyczajowych tropów i bardziej empatyczne podejście było bardzo ciekawym wyborem.

Zachwyt widowni przy pojawieniu się Garfielda

Słuchajcie, ja rozumiem, że w tym kluczowym momencie, kiedy po raz pierwszy pojawia się na ekranie Andrew Garfield, za sporą część zachwytu widowni odpowiada świadomość, że „omg, jednak będą inne Pajączki!”, a nie tylko sama urocza mina Garfielda. Ale czuję, że to był bardzo dobry ruch, żeby jako pierwszego wprowadzić Andrew Garfielda – bo ten zachwyt widowni jest jednak formą docenienia. Z jakichś względów jego Spider-Man naprawdę nie dostał w swoim czasie od widowni wystarczająco dużo miłości, na jaką zasługuje. A zasługuje na całą miłość, jaką mamy w serduszkach. Nie wiem, czy twórcy brali to pod uwagę, rozmieszczając poszczególnych Pajączków w scenariuszu, ale podejrzewam, że mogli mieć to z tyłu głowy… Zwłaszcza, że w dalszej części filmu pozostałych dwóch Spider-Manów stara się go dowartościować, zapewniając go, że jest, oczywiście, NIESAMOWITY.

Interakcje pomiędzy Pajączkami

Skoro już dostaliśmy trzech Spider-Manów w jednym filmie, to trudno się dziwić, że twórcy wyciskają z tego, co tylko się da. Interakcje pomiędzy całą trójką to po prostu czyste złoto, niezależnie od tego, czy się nawzajem motywują, pocieszają, dzielą mądrością, czy rozmawiają o tym, jak to jest być Spider-Manem. Serio, ten film mógłby nie mieć żadnej fabuły, a i tak warto byłoby go obejrzeć dla samych tych interakcji!

A co znalazłoby się na waszej liście? 🙂

Przeczytaj także:

Skomentuj

Ta strona wykorzystuje pliki COOKIES zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki. Dowiedz się więcej.

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close