Michael Keaton i podążająca za nim wróżba Inarritu, "Birdman", reż. Alejandro Gonzalez Inarritu, 2014.

Wszyscy chcą do Marvela… tylko nie Gwyneth Paltrow

Wszyscy chcą grać w produkcjach Marvela. Jeszcze do niedawna część widzów kręciła nosem, kiedy ich ulubieńcy „sprzedawali” się komiksowej komercji, teraz jednak już chyba nikogo nie dziwi, że coraz więcej uznanych aktorów dołącza do marvelowskiej ekipy i chce się stać częścią pełnego dobrej zabawy (i świetnie opłacanego) uniwersum superbohaterów. A ja tylko zacieram ręce, bo czuję, że szykuje się niezłe widowisko.

Ledwo zdążyliśmy powitać w szeregach Marvela Elizabeth Olsen i Paula Rudda,  zaraz dołączył do nich Martin Freeman w Wojnie Bohaterów – a to dopiero skromny początek imponującej listy nowych nabytków studia.

Już niedługo w wyczekiwanym Doktorze Dziwago* zobaczymy nie tylko świetnie się zapowiadającego w tytułowej roli Benedicta Cumberbatcha, ale także Tildę Swinton jako jego mentora – i nie przez przypadek używam tutaj słowa mentor w rodzaju męskim. Choć tak naprawdę rola Tildy z jej androgyniczną urodą będzie się pewnie unosić gdzieś wysoko ponad rodzajami…

Tilda Swinton w filmie "Doctor Strange", reż. Scott Derrickson, 2016.
Tilda Swinton w filmie Doctor Strange, reż. Scott Derrickson, 2016.

Ciekawe wieści płyną także z planu nowego Thora – kilka dni temu ujawniono, że do obsady dołączyła Cate Blanchett, która tym razem nie będzie wcale dobrym duchem opowieści (jak ciepło uśmiechnięta Galadriela)… Cate ma się wcielić w czarny charakter, mistyczną boginię śmierci – i choć w Polsce imię bohaterki (Hela) przynosi skojarzenia, których mitologia nordycka nie mogła przewidzieć, chyba nikt, kto widział Drużynę Pierścienia, nie ma większych problemów z wyobrażeniem sobie Cate Blanchett jako potężnej i mrocznej władczyni.

Cokolwiek mroczna Cate Blanchett w trudnym dla Galadrieli momencie, "Władca Pierścieni. Drużyna Pierścienia", reż. Peter Jackson, 2001.
Cokolwiek mroczna Cate Blanchett w trudnym dla Galadrieli momencie, Władca Pierścieni. Drużyna Pierścienia, reż. Peter Jackson, 2001.

To nie koniec tolkienowskich akcentów w Thorze – do obsady dołączył także filmowy Éomer czyli Karl Urban. Z zupełnie innej bajki w filmie pojawi się również znany, lubiany i w końcu dobrze obsadzony Hulk w osobie Marka Ruffalo oraz cudowny i jedyny w swoim rodzaju Loki (Tom Hiddleston), a także nowa postać kobieca – Valkyrie grana przez Tessę Thompson. Kto liczył na powrót Natalie Portman, razem z Thorem będzie się chyba musiał pogodzić z tym, że Jane najwyraźniej wybrała karierę ponad miłością i Portman (istnieje ryzyko, że na dobre) zniknęła z listy płac Marvela.

Ale i tak największym hitem ostatnich dni okazały się wieści dotyczące Michaela Keatona. Tak, tak – Keaton znów założy kostium, nie będzie to jednak strój człowieka-nietoperza. Po tym, jak aktor stał się jednym z najlepiej rozpoznawalnych Batmanów w historii, a potem bez skrupułów z nutką goryczy rozprawiał się z tym doświadczeniem w Birdmanie, teraz znów Keaton poważnie namiesza w szeregach komiksowych postaci.

Tym razem Keaton wystąpi obok młodego Toma Hollanda i starego wyjadacza Downeya Juniora w nowym Spider-Manie. Homecoming, bo taki podtytuł ma mieć ten film, wprowadzi do filmowego uniwersum nowy czarny charakter –  Vulture’a, polskiemu czytelnikowi znanego także jako Sęp. Nie da się ukryć, że jest to smaczny kąsek dla fanów Birdmana… Keaton znów będzie miał bowiem do czynienia z kostiumem wielkiego ptaka. Czyżby Iñárritu przewidział przyszłość?

Michael Keaton i podążająca za nim wróżba Inarritu, "Birdman", reż. Alejandro Gonzalez Inarritu, 2014.
Michael Keaton i podążająca za nim wróżba Inarritu, „Birdman”, reż. Alejandro Gonzalez Inarritu, 2014.

Wszystkich ciągnie do Marvela… poza dwiema uroczymi aktorkami, którym z jakichś względów najwyraźniej znudziło się bycie lepszą połową przystojnego superbohatera. O ile odejście Natalie Portman specjalnie mnie nie martwi, bo i tak nigdy za bardzo nie lubiłam Jane – to już zniknięcie niepowtarzalnej Pepper Potts trochę mnie niepokoi. Mówcie, co chcecie, ale Gwyneth Paltrow była w tej roli idealna. I choć na razie twórcy z powodzeniem i w zasadzie z korzyścią dla postaci Iron Mana wymyślają kolejne powody nieobecności Pepper na ekranie, nie będą mogli tego ciągnąć wiecznie…

Co dalej z życiem uczuciowym Tony’ego Starka? Czyżby Paltrow przestraszyła się tego, że w pewnym momencie studio i ją będzie próbowało wcisnąć w pełen elektronicznych gadżetów kostium? Zdaję sobie sprawę, że trzeba mieć bardzo dużo dobrej woli, żeby nazwać Gwyneth człowiekiem z rozsądnym spojrzeniem na świat – ale powoli zaczyna do mnie docierać, że pani Paltrow przekroczyła chyba absolutną granicę szaleństwa… Bo przecież ewidentnie trzeba być do reszty szalonym, by dobrowolnie zrezygnować z bycia dziewczyną Iron Mana… Nikt przy zdrowych zmysłach by tego nie zrobił. Nikt. Spójrzcie na niego. Spójrzcie na nich.

Po prostu perfekcja. Kadr z filmu "Iron Man 2", reż. Jon Favreau, 2010.
Po prostu perfekcja. Kadr z filmu Iron Man 2, reż. Jon Favreau, 2010.

Jak wam się podobają nowi aktorzy na rozrastającej się liście gwiazd Marvela? Myślicie, że odnajdą się w tym specyficznym świecie superbohaterów, nadnaturalnych mocy i spektakularnych wybuchów przetykanych ciętym humorem? Podzielcie się swoją opinią w komentarzach.

 

_________

*Tak, wiem, że Doktor Dziwago to nie jest prawdziwy tytuł filmu Doctor Strange – ale ta wersja jest po prostu zachwycająca!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.