#WstydźSię! Historia współczesnego linczu

Jaka była najgorsza rzecz, którą przeczytaliście o sobie w internecie? Jeżeli nic nie przychodzi wam do głowy, jesteście szczęściarzami… albo najwyraźniej korzystacie z sieci na tyle biernie, że nikt jeszcze nie zdążył się przyczepić do waszego nieudanego dowcipu, zbyt otwarcie wyrażonych poglądów albo po prostu zbyt dalekiego od ideału wyrazu twarzy.

Jeśli jeszcze jakimś cudem nie zdążyliście się zorientować, internet nie zawsze jest miłym miejscem. Jest jednocześnie jak rozszalały tłum i jak peleryna niewidka. Stwarza przestrzeń do błyskawicznego przejścia od „Ten żart nie był śmieszny, mogłeś nim kogoś urazić” do „Dla wszystkich będzie lepiej, jeśli się powiesisz, bezwartościowy śmieciu!”. Daje oszałamiające poczucie, że możemy się wypowiedzieć na absolutnie każdy temat, jaki zaćwierkał na Twitterze. I ułudę bezkarności – bo przecież nikt nie będzie cię ścigał za głupi komentarz w sieci. Nawet jeśli grozisz w nim komuś zbiorowym gwałtem, podpisując się pod tym własnym nazwiskiem. Najważniejsze, że mama nie widzi tego, co piszesz. Przed mamą byłoby jednak trochę głupio. A może i nie?

W swojej najnowszej książce #WstydźSię! Jon Ronson zanurza się głęboko w morzu internetowego hejtu i próbuje zrozumieć mechanizmy rządzące czymś, co sam nazywa publicznym zawstydzaniem. To ten sam człowiek, któremu niestraszne były wywiady z psychopatami ani paranormalne zjawiska w amerykańskiej armii i ludzie gapiący się na kozy. A jednak trudno nie odnieść wrażenia, że ciemna strona internetu trochę jednak jeży mu włos na głowie. Może dlatego, że psychopatów ani badaczy zjawisk paranormalnych mimo wszystko nie spotykamy codziennie na ulicy. A niemal każdy zna dziś kogoś (albo przynajmniej słyszał o kimś), kto padł ofiarą poniżenia w sieci. Ba, wielu z nas czynnie brało udział w publicznym napiętnowaniu. I może nawet zamiast wyrzutów sumienia czuło potem jakąś pokrętną satysfakcję z własnoręcznie wymierzonej sprawiedliwości.

Kręcimy głową z niedowierzaniem, kiedy w kostiumowych filmach tłum emocjonuje się publicznymi egzekucjami… ale Ronson sugeruje, że dziś w sieci rządzą nami dokładnie te same instynkty. Czerpiemy rozrywkę ze stawiania przypadkowych ludzi pod medialnym pręgierzem. I rzadko kiedy zastanawiamy się, jakie ta fala hejtu ma konsekwencje dla osoby po drugiej stronie.

Jon Ronson pochyla się właśnie nad historiami takich osób – ludzi, którym w złą godzinę zdarzyło się opowiedzieć kiepski żart, którym zabrakło wyczucia podczas robienia zdjęcia, albo którzy rzeczywiście co nieco przeskrobali i w jakimś artykule minęli się z prawdą. I za te zbrodnie spotkała ich kara niewspółmierna – miliony ludzi prześcigały się w wymyślaniu coraz bardziej zjadliwych obelg i dotkliwych pogróżek. W mgnieniu oka rujnując im reputację, a często i życie zawodowe. Jak wygląda życie po takiej medialnej burzy? Czy publiczne zawstydzanie odniosło zamierzony skutek – o ile o czymś takim w ogóle można mówić?

W poszukiwaniu wyjaśnienia mechanizmów publicznego napiętnowania i charakteru wstydu samego w sobie Ronson zabiera nas w niecodziennie miejsca. Na karty amerykańskich kronik z XIX wieku. Na plan zdjęciowy do filmu porno. W rozmowy z profesorem Zimbardo, odkrywając przy okazji zaskakujące kulisy jego słynnego eksperymentu więziennego. Na agresywne warsztaty wyzbywania się wstydu. Na sale sądowe, gdzie prokuratorzy mieszają świadków z błotem, byle podważyć ich zeznania. Do firm zarządzających reputacją. I przede wszystkim na Twittera, który często staje się sceną dla brutalnego teatru upokorzeń.

Jeśli macie nadzieję na to, że podczas tych poszukiwań Ronson odkrywa panaceum na ludzką bezmyślność i agresję, muszę was rozczarować – tego we #WstydźSię! nie znajdziecie. Dostaniecie za to dość skomplikowany, ale podany z solidną dozą poczucia humoru portret jednej z najbardziej nieprzyjemnych emocji znanych ludzkości. I pewną próbę zrozumienia, skąd w tym rozproszonym po całym świecie internetowym tłumie bierze się tyle jadu, jak to jest, że nagle budzą się w nim demony i w ciągu kilku minut rozszarpują na strzępy samoocenę, medialną tożsamość, a czasem i całe życie przypadkowych ofiar.

Jedno jest pewne, nawet jeśli do tej pory na własnej skórze nie doświadczyliście internetowego hejtu, po tej książce dwa razy się zastanowicie przed wrzuceniem na fejsa kontrowersyjnego żartu. Może przed przyłączeniem się do linczu też się zastanowicie. Kto wie.

2 komentarze

  • Zaciekawiłaś mnie tym Zimbardo, to może zapowiadać dobra lekturę. 🙂 A w temacie wirtualnego hejtu – polecam obejrzeć odcinek Black Mirror „Znienawidzeni”. Zaczyna się od burzy obraźliwych komentarzy w sieci i przypadkowej śmierci osoby, do której te hejty były adresowane. Potem robi się tylko gorzej. Wywarł na mnie duże wrażenie, niby trochę Sci-fi, ale czy ja wiem – chyba nie tak daleko nam do tego, jeśli chodzi o technologie.

    Pozdrówki!

    • Widziałam wszystkie odcinki 🙂 Ale ten rzeczywiście był mocny i wcale nie taki daleki od rzeczywistości. Na Politechnice Warszawskiej już pracują nad sztucznymi pszczołami 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.