Marlene czyli jak pobić własny sukces

Nie wiem, czy ktoś rozdaje literackie nagrody za to, czy i jak bardzo autor rozwinął się pomiędzy jedną a drugą powieścią… ale gdyby takie nagrody miały istnieć, od razu zgłaszam kandydaturę Hanni Münzer. O ile Miłość w czasach zagłady przez pierwszych 300 stron budziła we mnie dość mieszane uczucia, to wydana niedawno kontynuacja tej opowieści pod tytułem Marlene od początku do końca okazała się lekturą daleko bardziej przyjemną.

Czytaj dalej

Dzień z bestsellerem: Miłość w czasach zagłady

Przyznam szczerze – dosyć ostrożnie podchodzę do książek hucznie reklamowanych jako bestsellery. Dziewczyna z pociągu głównie mnie drażniła, Słowik Kristin Hannah był tak nijaki, że aż nie chciało mi się o tym napisać… Niejeden bestseller już mnie rozczarował… ale i kilka zachwyciło. Może dlatego wciąż po nie sięgam. Tym razem padło na Hanni Münzer i jej Miłość w czasach zagłady.

Czytaj dalej

#WstydźSię! Historia współczesnego linczu

Jaka była najgorsza rzecz, którą przeczytaliście o sobie w internecie? Jeżeli nic nie przychodzi wam do głowy, jesteście szczęściarzami… albo najwyraźniej korzystacie z sieci na tyle biernie, że nikt jeszcze nie zdążył się przyczepić do waszego nieudanego dowcipu, zbyt otwarcie wyrażonych poglądów albo po prostu zbyt dalekiego od ideału wyrazu twarzy.

Czytaj dalej

dziennik uważności

Dziennik uważności – czy przyniesie ci spokój?

Pierwsze, co przychodzi mi na myśl w kontakcie z Dziennikiem uważności Corinne Sweet i Kolorowanką uważności Emmy Farrarons, to spokój. Nie trzeba nawet wiedzieć, że obie pozycje mają coś wspólnego z mindfulnessem, wystarczy spojrzeć na ich okładki i choć trochę je przekartkować. Pastelowe barwy, dużo błękitów, klimatyczne ilustracje, delikatność i wrażenie przestrzeni – wszystko to sprawia, że spokój bije z nich, jeszcze zanim przeczytamy pierwsze słowa.

Czytaj dalej

Putin, nowy władca pierścienia

Gdybym mogła zadać Kasparowowi jedno pytanie, dotyczyłoby ono tytułu jego najnowszej książki: Nadchodzi zima. Niezmiernie mnie intryguje to, na ile celowo autor pogrywa tutaj z popkulturą i czemu to w zasadzie mogłoby służyć. Od tytułu Winter is coming już tylko rzut beretem do Gry o Tron, a stamtąd ledwie krok do Tolkiena i jego mocno czarno-białego świata, gdzie siły dobra grzeszą tylko przez chwilę i co najwyżej odrobiną zaniedbania i zapatrzenia we własne sprawy. Czytaj dalej