Wielkie rozczarowanie albo 5 sezon Black Mirror

Pamiętacie jeszcze te czasy, kiedy Black Mirror był produkcją trochę dla masochistów? Albo, jak kto woli: genialnym serialem moralnego niepokoju? Kiedy po każdym odcinku, czy to futurystycznym, czy mierzącym się z bardzo współczesnymi tematami, chodziliśmy jacyś struci, poruszeni, wytrąceni z równowagi, zastanawialiśmy się nad działaniami i wyborami bohaterów, nad potencjalnymi kierunkami rozwoju technologii i stawialiśmy sobie niewygodne pytania o to, jak sami odnaleźlibyśmy się w takich sytuacjach i w świecie z tak imponującymi technicznymi możliwościami…

Od pewnego czasu nietrudno jest odnieść wrażenie, że serial gdzieś po drodze stracił swój pazur, a kolejne opowieści dołączane do tej (niegdyś) mrocznej antologii futurystycznych wizji stają się coraz bardziej banalne – i zamiast prowokować widza i konfrontować go z zupełnie nowymi ujęciami etycznych dylematów, raczej niezbyt odkrywczo odgrzewają tematy, które od lat już widujemy w kinie i telewizji. Wiele osób twierdzi, że Black Mirror stał się ofiarą własnego sukcesu i wszystko zaczęło się sypać po przejęciu kontroli nad produkcją przez Netflixa… Ale nie wiem, czy ten moment da się tak łatwo umiejscowić w czasie – bo i po przejściu w ręce Netflixa serial wciąż potrafił nam zaserwować takie odcinki, które wbijały nas w fotel i z miejsca lądowały wysoko w rankingu najlepszych odsłon Black Mirror.

Kadr z odcinka <em>Striking Vipers</em> – 5 sezon <em>Black Mirror</em>, 2019.
Kadr z odcinka Striking Vipers – 5 sezon Black Mirror, 2019.

Wyraźnie jednak da się zauważyć, że wraz ze wzrostem budżetu i możliwości zmieniły się priorytety – twórcy mocno zaczęli bawić się z formą i eksperymentować z gatunkami, a na drugi plan zeszło to, co w Black Mirror zawsze było najsilniejszym elementem: sprytne konfrontowanie widza z wybitnie niewygodnymi pytaniami o różne aspekty człowieczeństwa. Te pytania, które na początku drogi tak mocno kołatały nam w głowach jeszcze długo po seansie, ustąpiły miejsca formalnym eksperymentom. W czwartym sezonie na przykład z jednej strony dostaliśmy zabawny i flirtujący ze startrekową estetyką USS Callister, a z drugiej – czarno-biały Metalhead w stylu postapokaliptycznym, który w zasadzie niczym się nie różnił od innych produkcji o świecie opanowanym przez mordercze istoty. A już szczytem eksperymentów okazał się bardzo różnie przyjęty przez widownię interaktywny odcinek Bandersnatch, który teoretycznie miał połączyć ze sobą świat telewizji i gier komputerowych, oferując widzowi możliwość wpływania na decyzje bohaterów… a w praktyce dał nam tylko iluzję wyboru i wpływu na rzeczywistość – co prawdopodobnie miało być jakąś metaforą ludzkiego losu, ale ostatecznie przy mocno napompowanym baloniku oczekiwań okazało się jednak falstartem.

Kadr z odcinka <em>Rachel, Jack i Ashley Too</em> – 5 sezon <em>Black Mirror</em>, 2019.
Kadr z odcinka Rachel, Jack i Ashley Too – 5 sezon Black Mirror, 2019.

Chciałabym móc powiedzieć, że najnowszy i piąty już sezon Black Mirror potrafi jakoś bardziej wyważyć formalne eksperymenty z kwestiami moralnymi i stawianiem niewygodnych pytań… Ale to był chyba najbardziej nijaki zestaw odcinków, jakie do tej pory nam zaserwowano. Jeśli Black Mirror zachowuje tu coś z dawnej wersji siebie, to jedynie to, że technologia stanowi tylko pretekst do opowiadania o człowieku i kierujących nim impulsach. Tyle tylko, że nowy sezon nie ma w tej kwestii zupełnie nic odkrywczego do powiedzenia – i sposób, w jaki podchodzi do poruszanych tematów, też nie jest specjalnie nowatorski czy oryginalny. Same w sobie te najnowsze historie nie są wcale złe – ale trochę sprawiają wrażenie, jakby pochodziły z zupełnie innego serialu.

Kadr z odcinka <em>Smithereens</em> – 5 sezon <em>Black Mirror</em>, 2019.
Kadr z odcinka Smithereens – 5 sezon Black Mirror, 2019.

W odróżnieniu od dwóch ostatnich 6-odcinkowych sezonów, tutaj dostajemy zaledwie trzy odcinki – prawdopodobnie za sprawą tego, że interaktywny Bandersnatch, który ukazał się ledwie kilka miesięcy temu, pochłonął sporą część budżetu i mocy przerobowych. Być może na osłodę, a być może dla podratowania oglądalności, każdy z odcinków ma swojego słynnego „frontmana” – w Striking Vipers główną rolę gra Anthony Mackie (aka Falcon z filmów Marvela), w Smithereens zobaczymy Andrew Scotta (niezapomniany Moriarty z Sherlocka), a w Rachel, Jack i Ashley Too pojawia się nie kto inny jak była gwiazda Disneya Miley Cyrus.

O czym chce nam opowiedzieć najnowszy sezon Black Mirror? W Striking Vipers – o uzależnieniu, zdradzie i grach komputerowych. Pewnego dnia przykładny ojciec rodziny umawia się ze starym przyjacielem na wspólne granie – logują się do superzaawansowanej wirtualnej rzeczywistości, by pograć w nawalankę inspirowaną hitami pokroju Mortal Kombat. I tak się jakoś składa, że w grze między ich awatarami nawiązuje się romans. Czy ten odcinek pozwala nam z jakiejś nowej strony spojrzeć na zdradę i pożądanie? Nie bardzo. Czy mówi nam coś nowego o roli technologii w zaspokajaniu naszych impulsów i potrzeb? Też nie bardzo. Ludzie się zdradzają. I od dawna w poszukiwaniu seksu i bliskości zwracają się do najnowszych technologii. A i sama technologia gier wideo zobrazowana w Striking Vipers nie wydaje się już dzisiaj tak odległa czy dziwaczna, by jakoś szczególnie wpłynąć na nasze postrzeganie rozgrywającej się tu historii… Tak naprawdę najciekawszą rzeczą w całym tym odcinku było to, że Black Mirror trochę pozwala sobie dotknąć kwestii tożsamości płciowej.

Kadr z odcinka <em>Striking Vipers</em> – 5 sezon <em>Black Mirror</em>, 2019.
Kadr z odcinka Striking Vipers – 5 sezon Black Mirror, 2019.

Druga, dość kameralna historia zabiera nas w okolice Londynu – w Smithereens poznajemy kierowcę uberopodobnej taksówki, który porywa pracownika firmy zarządzającej fikcyjnym odpowiednikiem Facebooka. Twórcy niby biorą tutaj na warsztat temat uzależnienia od mediów społecznościowych, funkcjonowania wielkich korporacji i ich wpływu na nasze codzienne życie – ale znów nie mamy tu nic nowego. Ten odcinek wydaje się o dobrych kilka lat spóźniony, bo dyskusje, które mógłby prowokować, już od pewnego czasu się toczą… I nic, o czym mówią bohaterowie Smithereens, nie wydaje się mieć potencjału, by coś w tej debacie zmienić. Trzeba jednak przyznać, że jest to odcinek fenomenalnie zagrany przez Andrew Scotta, który wciela się tu w rolę człowieka z potężnymi problemami osobistymi – i pod tym względem ogląda się to naprawdę dobrze.

Kadr z odcinka <em>Smithereens</em> – 5 sezon <em>Black Mirror</em>, 2019.
Kadr z odcinka Smithereens – 5 sezon Black Mirror, 2019.

Trzeci odcinek to ukłon w stronę disneyowskich filmów dla nastolatków – nie tylko dlatego, że istotną rolę w Rachel, Jack i Ashley Too gra była gwiazda Disneya Miley Cyrus, ale także dlatego, że w samej nieco infantylnej i przewidywalnej formie odcinek nawiązuje do typowych produkcji tego gatunku. Początkowo akcja toczy się tutaj trochę dwutorowo – z jednej strony obserwujemy osamotnioną nastolatkę, która zaprzyjaźnia się z zabawkowym robotem mówiącym głosem jej idolki, z drugiej przyglądamy się piosenkarce, która podobnie jak sama Miley Cyrus zaczynała jako dziecięca gwiazda, by z czasem zbuntować się wobec swojego zinfantylizowanego wizerunku. Gdyby nie gadający robot i wielkie hologramy, to mogłaby być klasyczna teen drama z banalnie prostym przesłaniem – show biznes jest okrutny, pozbawiony duszy i wyzyskuje swoje gwiazdy.

Kadr z odcinka <em>Rachel, Jack i Ashley Too</em> – 5 sezon <em>Black Mirror</em>, 2019.
Kadr z odcinka Rachel, Jack i Ashley Too – 5 sezon Black Mirror, 2019.

U swoich korzeni Black Mirror był serialem wizjonerskim i prowokującym – tak jak najlepsze dzieła fantastyki naukowej, potrafił sprawnie wyważyć kreowanie fascynującej wizji przyszłości i nowych technologii z opowiadaniem o uniwersalnych ludzkich cechach i odwiecznych etycznych dylematach. I robił to w taki sposób, by pokazać nam coś nowego. Nawet dobrze znane mechanizmy ludzkiego zachowania opakowane w taki czy inny obraz futurystycznego świata nabierały nowego wydźwięku, zwracały naszą uwagę na zagrożenia i możliwości, potrafiły nas nieźle wystraszyć, zszokować, ale i czasami zaoferować jakąś iskierkę nadziei. Piąty sezon jednak zupełnie już w ten sposób nie działa. Nie ma do zaoferowania nic nowego – ani nowego spojrzenia na człowieka, ani nawet ekscytującej czy niepokojącej wizji przyszłości. Wszystko, co było w tym serialu najlepsze, gdzieś się rozmyło, ustępując miejsca zaskakująco zwyczajnym obyczajowym historyjkom, w których technologia jest już nawet nie pretekstem do opowiedzenia o czymś, ale atrakcyjnym gadżetem. Być może twórcy w którymś momencie po prostu przestali nadążać… Bo wygląda na to, że rzeczywistość zaczyna doganiać wyobrażenia niegdysiejszych futurystów z Black Mirror – a one w zetknięciu z czymś, co jest już niemal na wyciągnięcie ręki, tracą wizjonerską moc i gubią przekaz. Może to świat dogonił fikcję… a może twórcy gdzieś po drodze zgubili serce do tej produkcji.

2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.