Wiedźmin od Netflixa – to może się udać

O ile nie przespaliście ostatnich trzech dni gdzieś z dala od internetu, prawdopodobnie słyszeliście już o tym, że Netflix przygotowuje serial na podstawie wiedźmińskiej sagi. Część fanów już otwiera szampana, część – prawdopodobnie ciągle mając w pamięci gumowe potwory, Yennefer-matronę i najgorszego smoka w historii – nastawiona jest nieco bardziej sceptycznie… A ja stoję gdzieś pomiędzy. Z jednej strony podświadomie boję się kolejnej profanacji, ale z drugiej – ufam w możliwości i intencje Netflixa. Może więc ten serial ma szanse powodzenia… Oto dlaczego:

Sapkowski oficjalnie ma być konsultantem
Podobnie jak George R. R. Martin przy Grze o Tron, Andrzej Sapkowski będzie miał tu co nieco do powiedzenia w kwestii realiów świata przedstawionego. A może i fabuły? Sapkowski do Wiedźmina podchodzi poważnie (słysząc jego opinie o grach, można nawet odnieść wrażenie, że nieco zbyt poważnie), nie musimy się więc chyba obawiać, że pozwoli twórcom serialu na zbytnie wydziwianie.

Producentem serialu jest Tomasz Bagiński
Ma też wyreżyserować co najmniej jeden odcinek w każdym sezonie. Jest w tym coś pokrzepiającego. Jego Legendy Polskie pozwalają wierzyć, że Bagiński świetnie czuje słowiańskie klimaty i swobodnie odświeża powszechnie znane historie w zupełnie nowych wersjach. W tej kwestii pewnie panowie się dogadają – w końcu Sapkowski też poupychał w swoich książkach smaczki w postaci na nowo opowiedzianych baśni i legend. Dla mnie osobiście pokrzepiająca jest zwłaszcza Jaga Bagińskiego. Wieś, co prawda nie tak spokojna i nie tak wesoła, wygląda w niej całkiem urokliwie.

Netflix ma nosa do castingów
Pomijając nieszczęsny marvelowski Iron Fist (wypadek przy pracy?), Netflix zazwyczaj świetnie obsadza swoje produkcje. Co do Wiedźmina, od dawna trwają spekulacje, kto miałby zagrać poszczególne role. Śmieszkowania o tym, że wiedźminem zostanie Karolak, też nie brakuje. Materiału źródłowego wystarczy na jakieś 10 sezonów, trudno więc podejrzewać, że dość jednak fizycznie wymagającą rolę Geralta dostanie 51-letni Mads Mikkelsen – choć byłby idealny, jednocześnie brzydki i pociągający, nieźle się prezentujący w białych włosach i z mieczem na plecach, obdarzony wyraźnie słyszalnym, dziwnym akcentem… W każdym razie, Netflix specjalistów od castingu ma całkiem niezłych, a i budżet pewnie na tyle zauważalny, że może spełnią się zapewnienia Bagińskiego o znanych światowych nazwiskach.

Wiedźmin nie będzie drugą Grą o Tron
Będzie lepszy. Przynajmniej, jeśli zostanie zrobiony dobrze. A na pewno będzie bytem jedynym w swoim rodzaju. Po sieci krąży już mnóstwo artykułów pod tytułem Nowy serial Netfixa może być drugą Grą o Tron. Bzdura. Gra o Tron jest tylko jedna. I wiedźmin Geralt też jest tylko jeden. Takie porównania są bez sensu. Zwłaszcza, że Gra o Tron starcia z Wieśkiem nie przetrwa [lokalny patriotyzm: aktywowany].

Później mówiono, że człowiek ten nadszedł od północy, od Bramy Powroźniczej.

Opublikowany przez Netflix na 17 maja 2017

Nie wiem, jak wy, ale ja od środy nieprzerwanie jaram się tą informacją. Podaną zresztą w sposób idealny. Ktokolwiek prowadzi polski fanpage Netflixa, wielokrotnie udowodnił już, że jest geniuszem i zasługuje na jakiś medal. Oby serial też zasłużył na takie pochwały.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.