Kadr z filmu Thor: Ragnarok, reż. Taika Waititi, 2017.
Kadr z filmu Thor: Ragnarok, reż. Taika Waititi, 2017.

Thor: Ragnarok – czas konsternacji

Gdybym miała podsumować swoją przygodę z filmem Thor: Ragnarok w dwóch słowach, brzmiałyby one: NIE WIEM. Poszłam wreszcie nowego Thora obejrzeć i przekonałam się, że Cate Blanchett sprawdzi się nawet jako zawzięta bogini śmierci z rogami na głowie. Ale czy film mi się podobał? NIE WIEM. Szczerze… nie mam pojęcia.

Nie wiem, czy dobrze dobrano reżysera
Taika Waititi skradł kiedyś moje serce totalnie odjechaną komedią Co robimy w ukryciu stylizowaną na film dokumentalny o życiu nowozelandzkich wampirów. Ale kiedy usłyszałam, że to on ma stanąć za kamerą kolejnej odsłony Thora, absurdalne poczucie humoru i skłonność do eksperymentowania nagle nie były już taką oczywistą zaletą.

Kadr z filmu <em>Thor: Ragnarok</em>, reż. Taika Waititi, 2017.
Kadr z filmu Thor: Ragnarok, reż. Taika Waititi, 2017.

Ostatecznie Ragnarok był dużo bardziej stonowany niż się spodziewałam, ale i tak nie jestem przekonana co do tego, czy Taika i bohaterowie Marvela idą ze sobą w patrze. Tak samo, jak do dzisiaj nie jestem przekonana do Batmana w reżyserii Burtona – co prawdopodobnie jest dość niepopularną opinią, zważywszy, że jego wersje są kultowe… Ale tak jak lubię superbohaterów i uwielbiam Tima Burtona, tak mariaż tych dwóch światów jest dla mnie nieco zbyt kuriozalny. Każdy z osobna, jak najbardziej. Ale Burton trochę robi sobie z Batmana jaja, a akurat Batman średnio się do takiej stylistyki nadaje, nawet jeśli to są mroczne jaja.

Dość podobne odczucia mam po seansie nowego Thora. Może dlatego, że wydaje mi się trochę inny niż poprzednie. Thor miał już 2 solowe występy, a Taikka zdaje się kreować go trochę od nowa. I tu w zasadzie płynnie przechodzimy do kolejnego punktu…

Nie wiem, czy podoba mi się ta estetyka
Już pierwsze zdjęcia wypuszczone do prasy na długo przed premierą ujawniały, że pod kątem wizualnym sporo się będzie w nowym Thorze działo. I bynajmniej nie chodzi o nieszczęsne włosy Thora, bo jakoś nigdy specjalnie nie frapowała mnie jego fryzura. Raczej o to, że będzie kolorowo i krzykliwie. I tak też jest. Barwnie. Czasem aż do przesady.

Kadr z filmu <em>Thor: Ragnarok</em>, reż. Taika Waititi, 2017.
Kadr z filmu Thor: Ragnarok, reż. Taika Waititi, 2017.

To, że teraz część bohaterów Marvela ma przypisaną swoją własną stylistykę, a nawet własną paletę barw na ekranie, jest jak najbardziej na plus. Ale czy z tą stylistyką należy kombinować już po tym, jak powiedziało się A i B w dwóch poprzednich filmach?

Nie wiem, czy przemawia do mnie humor
Humoru jest w nowym Thorze sporo, czasem naprawdę zabawnego, a czasem upchanego trochę na siłę i suchego aż do przesady. Zakładam, że taka była konwencja, więc nie będę narzekać… ale nie powiem, żebym była przekonana o słuszności kondensowania aż takiej ilości żartów w najnowszym filmie Marvela.

Są takie zakamarki MCU, gdzie bez problemu przyjmę suche żarty w ogromnej ilości i w zasadzie czułabym się dziwnie bez nich. Ale czy wątek boga piorunów do nich należy… nie wiem.

Kadr z filmu <em>Thor: Ragnarok</em>, reż. Taika Waititi, 2017.
Kadr z filmu Thor: Ragnarok, reż. Taika Waititi, 2017.

Nie wiem, czy w ogóle lubię Thora
Od tego w zasadzie powinnam zacząć… Bo może część moich wątpliwości wynika po prostu z tego, że Thor nigdy nie był moją ulubioną postacią. Jego brat, owszem, budził pewne emocje, ale czarujący i napompowany władca burzy w zasadzie nie jest jakimś wybitnie ciekawym bohaterem. Zwłaszcza, kiedy jest bohaterem głównym, bo nie wiedzieć czemu w Avengersach budzi znacznie więcej mojej sympatii.

Nie wiem, czy podoba mi się Loki
To już jest poważny zarzut, bo Thor: Ragnarok to jedna z bardzo niewielu produkcji, które kazały mi na moment zwątpić w atrakcyjność Toma Hiddlestona. Może to kwestia fatalnej fryzury (bo w czarnym garniaku nadal wygląda bosko), ale coś dziwnego dzieje się tu z bożyszczem nastolatek i żeńskiej części komiksowej widowni.

Kadr z filmu <em>Thor: Ragnarok</em>, reż. Taika Waititi, 2017.
Kadr z filmu Thor: Ragnarok, reż. Taika Waititi, 2017.

Nie wiem, czy lubię Walkirię
Teoretycznie Walkiria to taka spoko bohaterka, która niby jest zbuntowana, wredna i autodestrukcyjna, a na końcu i tak zrobi to, co właściwe. Właściwie powinnam ją lubić, wszystkim się w końcu podoba… ale jakoś ani mnie ziębi, ani grzeje. Chociaż zdecydowanie trzeba jej i scenarzystom zaliczyć na plus, że tym razem obyło się bez wątków miłosnych.

Oczywiście nie jest tak, że nic w tym filmie nie było dobre. Czarny charakter był w porządku (bo wiecie, Cate). Naliczyłam parę bardzo ładnych ujęć i kilka nie najgorszych żartów. Nie jestem tylko pewna, czy całokształt do mnie przemawia…

Im dłużej o tym filmie myślę, tym trudniej mi powiedzieć, czy mi się podobał… może więc czas przestać rozmyślać. Na pocieszenie macie cudowną Cate, która nigdy nie zawodzi. Nawet jeśli na polskim gruncie imię jej bohaterki (Hela) bynajmniej nie kojarzy się z mrokiem, niebezpieczeństwem i destrukcją… Cate sprawi, że na chwilę o tym zapomnicie. Może sprawi też, że zapomnę o swoich wątpliwościach.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.