Kadr z filmu Split, reż. M. Night Shyamalan, 2016.
Kadr z filmu Split, reż. M. Night Shyamalan, 2016.

Split – rozszczepione podejście do uczciwości

Filmy i inne dzieła kultury traktujące o zaburzeniach psychicznych da się z grubsza podzielić na dwie kategorie. Do pierwszej grupy trafiają mniej lub bardziej empatyczne, ale za to poparte rzetelną wiedzą produkcje. Takie, których autorom chciało się zrobić porządny research – i które w konsekwencji podnoszą świadomość społeczną problemu. W przypadku tych bardziej empatycznych – przy okazji uwrażliwiając publiczność. Druga kategoria to atrakcyjne medialnie i bardzo nośne, ale przy okazji też bardzo szkodliwe obrazy. Takie, które powielają niebezpieczne stereotypy, stygmatyzują, straszą odbiorcę i demonizują osoby dotknięte danym zaburzeniem. Takie produkcje spotykamy niestety częściej, bo niebezpieczni szaleńcy sprzedają się w kinie i literaturze lepiej, niż ludzie na coś po prostu chorzy. O dziwo, Split z Jamesem McAvoyem łączy w sobie obie te skrajności.

Wyreżyserowany przez M. Nighta Shyamalana Split opowiada o mężczyźnie, który porywa, więzi i w wyjątkowo paskudny sposób zamierza zamordować trzy nastolatki. Ot, byłby to zwykły thriller… gdyby nie fakt, że główny bohater cierpi na dysocjacyjne zaburzenie tożsamości – w jego ciele „mieszkają” co najmniej 23 zupełnie odrębne osobowości. I tu zaczyna się robić ciekawie.

Kadr z filmu <em>Split</em>, reż. M. Night Shyamalan, 2016.
Kadr z filmu Split, reż. M. Night Shyamalan, 2016.

Po pierwsze dlatego, że Split jest niesamowitym popisem umiejętności aktorskich McAvoya. Chciałoby się powiedzieć – murowanym pewniakiem do Oscara za rolę męską… gdyby nie to, że z jakichś niepojętych względów film w ogóle nie dostał nominacji. A McAvoy jest tutaj… hipnotyzujący. To chyba najlepsze słowo, bo zmieści się w nim przerażenie, fascynacja, obrzydzenie, rozbawienie i przede wszystkim podziw dla jego kunsztu. Nie jest nam co prawda dane zobaczyć wszystkich osobowości w jego wykonaniu, ale już tych kilka, które obserwujemy, a zwłaszcza przejścia pomiędzy nimi – robią ogromne wrażenie. Mały chłopiec, wytworna kobieta, egzaltowany projektant mody, odpychający porywacz z manią czystości – McAvoy pokazuje tu skrajnie różnych „bohaterów”, wykorzystując jedynie zmiany w gestykulacji, mimice i sposobie mówienia. W jednym ujęciu jego twarz zmienia się z łagodnej w surową i podejrzliwą – i to nie jest tylko zmiana emocji. Patrzymy, jak na naszych oczach jego bohater STAJE SIĘ zupełnie inną osobą.

Kadr z filmu <em>Split</em>, reż. M. Night Shyamalan, 2016.
Kadr z filmu Split, reż. M. Night Shyamalan, 2016.

Po drugie robi się ciekawie dlatego, że samo w sobie dysocjacyjne zaburzenie tożsamości jest wymarzonym tematem dla pisarzy i reżyserów. Jest barwne, owiane tajemnicą, a poza tym, z łatwością pozwala zbudować wokół siebie fabułę czy to thrillera, horroru, dramatu czy nawet czegoś na kształt komiksu o superbohaterach. Bo tak naprawdę – czym jest Hulk, jeśli nie manifestacją rozszczepionej osobowości Bruce’a Bannera?

Ale pomijając już wygodny z punktu widzenia scenarzysty „pakiet” bohaterów w jednym ciele, sposób, w jaki manifestuje się to zaburzenie, sam w sobie jest tak dziwaczny, jakby wymyślił go jakiś pisarz z gatunku science fiction. Nie będę ukrywać – to jest najdziwniejsza rzecz, o jakiej usłyszałam na studiach. A może nawet w całym moim życiu.

Tutaj widzom nieśledzącym nowych wydań diagnostycznego podręcznika zaburzeń psychicznych należy się pewne wyjaśnienie. Niezależnie od tego, czy zgadzacie się z interpretacją nieco nawiedzonej pani doktor ze Splitu, która (brzmiąc trochę jak Magneto mówiący o mutantach) dowodzi, że pacjenci z tym zaburzeniem to kolejny krok w ewolucji człowieka – wszystkie fakty i informacje o zaburzeniu, które od niej usłyszycie, są prawdą. To nie jest żaden wymysł speca od sci-fi, tylko rzetelny i aktualny stan wiedzy medycznej.

Kadr z filmu <em>Split</em>, reż. M. Night Shyamalan, 2016.
Kadr z filmu Split, reż. M. Night Shyamalan, 2016.

Osobowość mnoga to dowód na to, że ludzkie ciało jest zdolne do niesamowitych rzeczy. Pierwszą niesamowitą rzeczą jest już to, że potrafi sobie wytworzyć drugą, trzecią czy dziesiątą osobowość.  To coś w rodzaju mechanizmu obronnego, zazwyczaj w reakcji na ogromną traumę we wczesnym dzieciństwie (molestowanie, przemoc, śmierć i zagrożenie życia) – kiedy sytuacja przekracza możliwości radzenia sobie czy choćby zinternalizowania tego doświadczenia, niektórzy tak silnie próbują się od niego odciąć, że „wytwarzają” drugą, trzecią, dziesiątą osobowość, która ma przejąć kontakt z rzeczywistością i ich w jakiś sposób chronić. Używam słowa „wytwarzają” na zasadzie kompromisu – bo ani ja nie jestem sobie w stanie wyobrazić takiego procesu, ani nauka niewiele konkretnego ma o tych początkach do powiedzenia. Diagnozę stawia się już po fakcie, a nikt przy zdrowych zmysłach nie wyda zgody na eksperymentowanie i traumatyzowanie dzieci tylko po to, żeby sprawdzić, któremu z nich „rozszczepi” się osobowość i jak to w praktyce wygląda… Szczury w tym przypadku niestety niewiele mogą nam pomóc.

Kadr z filmu <em>Split</em>, reż. M. Night Shyamalan, 2016.
Kadr z filmu Split, reż. M. Night Shyamalan, 2016.

Ale to dopiero początek – bo najbardziej niesamowite w tym zaburzeniu jest to, że osobowości różnią się między sobą nie tylko właściwościami psychicznymi, na przykład temperamentem, poziomem inteligencji, sposobem mówienia, wspomnieniami, poglądami, mentalnym wiekiem czy identyfikacją płciową. Badania pokazują, że wraz z „przełączaniem się” pomiędzy osobowościami zmieniają się też reakcje ciała pacjenta. Jedna osobowość może mieć okropne uczulenie na jad pszczół – a inne nie będą na niego tak reagować. Jedna może być krótkowidzem albo mieć cukrzycę czy nadciśnienie – a pozostałe będą zupełnie zdrowe. Hormony, zawartość różnych cząsteczek we krwi, siła fizyczna, próg bólu – wygląda na to, że każda osobowość ma swój własny wzorzec fizycznych cech i reakcji. Zupełnie, jakby były odrębnymi ludźmi… tyle że mieszkającymi w jednym ciele.

To wszystko naprawdę brzmi jak wyciągnięte z filmu science fiction. Jakby dało się to włożyć na jedną półkę między filmy o Hulku i doktorze Jekyllu. Dopóki nie widzisz wyników badań, trudno w to uwierzyć. I nic dziwnego, że wielu laików oglądając Split, w pierwszym odruchu myśli sobie, że scenarzyści trochę popłynęli… a tymczasem to natura „popłynęła”. W kontekście tych wszystkich informacji muszę przyznać, że choć końcówka filmu mocno już zalatuje Hulkiem, ja ją na jakimś poziomie kupuję. Skoro wraz z „przełączaniem” się osobowości może się pojawiać i znikać cukrzyca, nie jesteśmy chyba w stanie w tej chwili wykluczyć, że mogą w organizmie zachodzić też bardziej spektakularne zmiany… Już sprawa z cukrzycą jest dla mnie czymś tak trudnym do ogarnięcia, że jeśli ona ma potwierdzenie w badaniach, nie ma sensu z góry zaprzeczać innym możliwościom…

Kadr z filmu <em>Split</em>, reż. M. Night Shyamalan, 2016.
Kadr z filmu Split, reż. M. Night Shyamalan, 2016.

Pod względem trzymania się wiedzy medycznej Split jest więc zaskakująco rzetelny, nawet jeśli puszcza do widza oko, tu i ówdzie nawiązując do produkcji ocierających się o fantastykę. Problem w tym, że równocześnie wpada do drugiej kategorii – i demonizuje samo zaburzenie oraz dotknięte nim osoby. Robi to zresztą bardzo skutecznie, bo nawet ja, teoretycznie z przygotowaniem zawodowym i wyrobioną wrażliwością na takie sprawy, wychodziłam z kina wystraszona i z okropną myślą, żeby może jednak prewencyjnie zrobić z takimi pacjentami porządek…

W kinie chodzi o emocje. Dlatego filmy o agresywnych szaleńcach, psychopatach i mordercach sprzedają się lepiej niż edukacyjne pogadanki o ludziach, którym dolega coś dziwnego. Statystycznie rzecz biorąc, nie da się też wykluczyć, że jeśli ktoś ma 23 osobowości, choćby jedna z nich będzie agresywna… Tak samo jak w grupie 23 przypadkowych osób z ulicy też może się trafić jakiś popapraniec. Ale to jeszcze nie usprawiedliwia faktu, że twórcy kultury bardzo wybiórczo podchodzą do tematu zaburzeń psychicznych. Jeśli już nawet udaje im się nie przeinaczać faktów i nie opowiadać bzdur, to i tak wybierają najmroczniejszą, najbardziej sensacyjną, medialną i nośną wersję manifestacji choroby – strasząc widza, uprzedzając go do dotkniętych zaburzeniem osób i dodatkowo pogłębiając ich stygmatyzację.

Kadr z filmu <em>Split</em>, reż. M. Night Shyamalan, 2016.
Kadr z filmu Split, reż. M. Night Shyamalan, 2016.

Nic dziwnego, że dla środowisk związanych z dysocjacyjnym zaburzeniem tożsamości Split jest po prostu oburzający. Że uważają go za szkodliwy. Osobowość mnoga jest na tyle rzadkim i nieznanym szerokiej publiczności zjawiskiem, że jeśli nieliczne głosy w jej sprawie malują portrety psychopatów, porywaczy i morderców, to właśnie taki obraz będzie pierwszym i głównym skojarzeniem, jakie zostanie ludziom w głowach. A to zdecydowanie nie wpływa korzystnie na wzrost tolerancji i wrażliwości w społeczeństwie, o codziennym funkcjonowaniu najbardziej tematem zainteresowanych nie wspominając.

Split cały jest więc mocno rozszczepiony. Od bohatera, przez sposób opowiadania historii, pomysłowo zrobione napisy początkowe, aż po reakcje publiczności i z jednej strony rzetelność, a z drugiej – wybiórczość i pewien brak wrażliwości. W ostatecznym rozrachunku film jest trochę taki, jak samo zaburzenie. Kontrowersyjny, niepokojący i mocno działający na wyobraźnię.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.