Skąd wziąć pomysł na tekst?

Są takie dni, kiedy zazdroszczę blogerom lifestylowym. Czego? W pierwszej kolejności tego, że wszystko może być dla nich tematem nowego tekstu. W końcu życie to życie – kiedy piszesz o życiu, możesz pisać nawet o tym, jak ciężko było wstać z łóżka w poniedziałkowy poranek. Albo który rodzaj sera poleciła ci pani w spożywczaku. Jest to oczywiście spore uproszczenie i niejeden lifestylowiec by się obruszył, ale mimo wszystko całkiem nieźle obrazuje sytuację – pisząc o sobie, masz stały dostęp do potencjalnych tematów, od wspomnień z dzieciństwa aż po to, że sąsiad na górze od wczoraj nie przestaje wiercić dziury w ścianie i utrudnia ci pracę.

Jeśli natomiast na swoją niszę wybrałeś taką na przykład kulturę, czyli piszesz głównie o książkach, filmach, serialach, spektaklach, płytach, koncertach… sprawa nieco się komplikuje. W większości przypadków punktem wyjścia dla twoich wpisów jest jakieś konkretne dzieło czy wydarzenie, co siłą rzeczy oznacza, że zanim siądziesz do pisania, musisz najpierw ten utwór zdobyć, a potem poświęcić trochę czasu, żeby go obejrzeć/przeczytać/przesłuchać. Dopiero potem pisanie recenzji ma jakikolwiek sens. To znacznie wydłuża cały proces… A jeśli dodatkowo przyjdzie ci do głowy zrobić jakieś zestawienie, ranking, listę… przemnóż ten czas razy ilość omawianych pozycji i postaraj się nie spanikować. Nawet sklecenie pozornie mało wymagającego wpisu opartego na śmiesznych obrazkach z przystojnymi aktorami jest szalenie czasochłonne – w końcu najpierw skądś trzeba te obrazki wziąć, a to oznacza przekopanie połowy internetu.

Dla kogoś, kto pisze więcej niż 3 recenzje czy teksty o kulturze tygodniowo (i chce to robić solidnie), blogowanie spokojnie mogłoby się więc stać pełnoetatowym zajęciem… gdyby nie to, że świat na blogowaniu się nie kończy ani od niego nie zaczyna – i rozmaite inne obowiązki cały czas próbują ci wmówić, że są pilniejsze niż research do kolejnego tekstu. Często zdarza się więc tak, że termin publikacji, który sobie narzuciłeś, zbliża się wielkimi krokami… a ty dalej nie masz nawet pomysłu na tekst. Co wtedy? Skąd wziąć łatwy, szybki i przyjemny temat na wpis?

Odgrzej jakiś kotlet
Wygrzeb z archiwum jakiś zamierzchły tekst sprzed dwóch lat i zacznij polemizować sam ze sobą. Albo wygrzeb kilka wpisów i napisz, czemu to twoje ulubione. Tudzież dlaczego najtrudniej ci się je pisało albo dlaczego nie możesz zrozumieć, jak mogły przejść bez echa. A już najlepiej wygrzeb kilka takich, których się z perspektywy czasu wstydzisz – wyciąganie ich na światło dzienne pozornie może i nie ma sensu, ale nie zapominaj, że ludzie uwielbiają czytać o cudzych porażkach!

Sprawdź, czy w kalendarzu nie wypada jakieś blogowe święto
5 lat blogowania, 1000 wpisów, okrągła rocznica pierwszego wywiadu, jaki przeprowadziłeś – wspominki, a nawet zwykłe „dziękuję” z krótkim podsumowaniem to zawsze dobry materiał zastępczy. I to taki, który pozwala ci pisać krótko i zwięźle – w końcu skoro to święto, masz prawo iść świętować, zamiast ślęczeć nad klawiaturą. Jedyny problem jest taki, że święta i rocznice zdarzają się po prostu rzadko.

Rozejrzyj się wokół i wylej frustrację
Z doświadczenia wiem, że najłatwiej pisze się teksty, kiedy coś cię wkurzy. Niosą cię emocje, wywalasz z siebie słowa i ani się obejrzysz, a wpis gotowy. I co najlepsze – jest szansa, że będzie rezonował z emocjami czytelników. Kultura też może wkurzać. Mi wystarczył rzut oka na niepasujące do siebie rozmiarem książki w biblioteczce i proszę, oto efekt. Mogą cię wkurzać odbiorcy kultury – choćby ten irytujący gość w kinie w rzędzie tuż przed tobą. Albo w ogóle po prostu ludzie. Ludzie są źródłem nieustającej frustracji i nieustającej inspiracji. Zestaw ich zachowania z bohaterami popularnych seriali i tekst gotowy. Na przykład tak, jak ja w jednym z moich ulubionych wpisów.

Planuj przyszłe posty
Puść wodze wyobraźni i opisz to, co chętnie byś na blogu zrobił albo jakie filmy obejrzał i książki przeczytał – gdyby tylko rzeczywistość łaskawie zdjęła ci nogę z gardła i dała trochę poeksperymentować. Prawdopodobnie chomikujesz w pamięci jakieś blogowe marzenia ściętej głowy… podziel się nimi, a może przy odrobinie szczęścia dowiesz się od czytelników, czy w ogóle chcieliby o tym czytać.

Podejrzyj lifestylowców
Kto powiedział, że na blogu o kulturze nie ma miejsca na teksty zupełnie o czymś innym? Zacznij od „nie napisałem recenzji tej płyty, bo…”, a potem ponarzekaj na wszystko, co ci w tym przeszkodziło.

Koniec końców, możesz też wziąć przykład ze mnie i na piśmie głośno pozastanawiać się, skąd wziąć inspirację na tekst. A jeśli będziesz trochę bardziej dyskretny ode mnie, może nawet nikt nie zauważy, że kompletnie nie miałeś natchnienia.

1 Komentarz

  • Ja prowadzę bloga z opisami, cytatami i tekstami piosenek. Żeby napisać nowe dzieło to w moim wypadku jest ciężka sprawa, aby się zainspirować, aby coś powstało. Czasem mi się zdarzy, że zrobię inny wpis od reszty i tak, jak napisałaś inspiruję się nietypowymi świętami np. 100 opisów z moim zeszycie, albo dzień blogera, który był całkiem niedawno. Nawet w brudnopisie zapisałam sobie pomysły na posty, które już mam zapisane w wersji roboczej i czekają na publikacje. I rzeczywiście takie planowanie bardzo pomaga i każdy najmniejszy pomysł warto sobie zapisać 🙂 Myślę, że warto też zainspirować się Youtubem. Niektórzy youtuberzy prowadzą kanały psychologiczne o różnych ciekawych tematach i czasem coś może zainspirować, aby jakąś daną myśl rozwinąć i przelać na komputer, co my o jakim temacie myślimy. Ja tak zrobiłam i osobiście polecam taki sposób na inspirację! 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.