Nie podsuwajmy im pomysłów czyli House of Cards po raz piąty

Zawsze, kiedy widzę czołówkę serialu House of Cards, budzi się we mnie nagła i paląca potrzeba osiągnięcia czegoś wielkiego i godnego zapamiętania.  Co prawda, po 5 sezonach i 65 odcinkach dalej nie wiem, co by to miało być… Wynalezienie leku na raka? Władza nad światem? A może raczej coś, co w tym sezonie usłyszy Frank Underwood: jak cię usuną ze stanowiska, to już na pewno przejdziesz do historii! Nie da się jednak zaprzeczyć, że to jedna z moich ulubionych serialowych czołówek i że za każdym razem niezmiennie coś we mnie porusza.

Czytaj dalej

Feminist Friday: Opowieść podręcznej

W pierwszym odruchu chciałam napisać, że Opowieść podręcznej Margaret Atwood i serial na podstawie tej powieści to coś, z czym każdy powinien się zapoznać… Ale to nieprawda. Niektórym nie należy podsuwać zbyt śmiałych pomysłów.

Czytaj dalej

Nowe Twin Peaks nie jest tym, czym się wydaje

Gdybym tak jak niektórzy czekała na nowy sezon Twin Peaks 26 lat, prawdopodobnie byłoby mi teraz bardzo smutno. Czekałam niepomiernie krócej, a i tak przy nowych odcinkach trochę mi mina zrzedła. Chociaż może nie powinnam pisać: nowy sezon. Lynch sobie ponoć tego nie życzy. Może to wyjaśnia, dlaczego nowe Twin Peaks tak niewiele ma wspólnego z produkcją sprzed 26 lat.

Czytaj dalej

Wiedźmin od Netflixa – to może się udać

O ile nie przespaliście ostatnich trzech dni gdzieś z dala od internetu, prawdopodobnie słyszeliście już o tym, że Netflix przygotowuje serial na podstawie wiedźmińskiej sagi. Część fanów już otwiera szampana, część – prawdopodobnie ciągle mając w pamięci gumowe potwory, Yennefer-matronę i najgorszego smoka w historii – nastawiona jest nieco bardziej sceptycznie… A ja stoję gdzieś pomiędzy. Z jednej strony podświadomie boję się kolejnej profanacji, ale z drugiej – ufam w możliwości i intencje Netflixa. Może więc ten serial ma szanse powodzenia… Oto dlaczego:

Czytaj dalej

Ania, nie Andzia – czyli Netflix kontra wyobrażenia z dzieciństwa

Wróciła. Po tylu latach Ania z Zielonego Wzgórza znów na nowo bawi i wzrusza – tym razem za sprawą świeżutkiego serialu od Netflixa Ania, nie Anna (Anne with an „E”).

Nie będę owijać w bawełnę – i zacznę od największej wady tego serialu: siedem odcinków to stanowczo za mało. Czytaj dalej